Dlaczego ludzie wierzą w kłamstwa?

Zakończone właśnie wybory prezydenckie w naszym kraju po raz kolejny powodują u wielu osób wrażenie, że można zwyczajnie mówić cokolwiek, żeby u części słuchaczy wywołać wiarę w prawdziwość jakichkolwiek twierdzeń, np. że oponent polityczny jest nieudacznikiem, a najpewniej i zdrajcą.

Taka konstatacja jest tym bardziej drażniąca, jeśli dostrzega się ewidentny dysonans pomiędzy słowami danej osoby, a jej czynami, które świadczą o jej niewielkim przywiązaniu do faktów.

Czy to w ogóle możliwe, że ludzie wierzą w kłamstwa?

Tak. I nauki społeczne niejednokrotnie opisywały to zjawisko. Spełnione muszą być jedynie - lub aż - trzy warunki, aby mogło ono zaistnieć. Po pierwsze nadawca świadomie musi ignorować fakty, w imię realizacji swoich partykularnych interesów. Po drugie odbiorcy z racji ograniczeń poznawczych (np. braku możliwości zweryfikowania faktów) są otwarci przyjąć słowa wyjaśniające rzeczywistość, której sami nie rozumieją. Po trzecie potrzebny jest czas na wielokrotne oddziaływanie „mijania się z prawdą”, aby przez powtarzanie ugruntować pożądane twierdzenie (np. że oponent polityczny jest nieudacznikiem, etc.). Takie postępowanie nazywa się dezinformacją.

Nota bene politycy bardzo chętnie chcąc zdemaskować przeciwnika i obnażyć jego nieczyste intencje, zarzucają mu uprawianie „czarnego PR-u”, co jest merytorycznie błędne (nie ma czegoś takiego jak „czarny PR”), ale wciąż obecne w publicznej debacie.

Tymczasem właściwiej byłoby mówić w tym kontekście właśnie o dezinformacji lub nieetycznej propagandzie, która ma to do siebie, że nie liczy się z faktami.

Potocznie propagandzie przypisuje się wyłącznie negatywne konotacje, ale w istocie rzeczy wcale tak być nie musi. Propaganda może służyć również szlachetnym celom, takim jak ochrona zdrowia - np. przestrzegać przed skutkami palenia tytoniu (zdjęcia wypadających zębów lub osmolonych fragmentów płuc na plakatach w placówkach służby zdrowia, czy - od kilku już lat - na opakowaniach papierosów to przecież nie reklama).

Jak w ogóle można wierzyć w kłamstwo, skoro tak łatwo je obnażyć?

Niekoniecznie zdemaskowanie nieprawdy jest tak proste, jak mogłoby się wydawać przeciętnemu obywatelowi współczesnego europejskiego kraju. Oczywiście jest telewizja, są gazety i jest wreszcie Internet, ale one wcale nie ułatwiają zadania. Wręcz przeciwnie.

Wróćmy zatem do polityki i wyborów. Andrzej Duda zdobył największe poparcie wśród ludzi z wykształceniem podstawowym (ponad 77 proc.), zasadniczym zawodowym (75 proc.), wśród mieszkańców wsi (blisko 64 proc.). Grupą go popierającą byli ludzie starsi, emeryci i renciści. Ludzie religijni. Z punktu widzenia marketingu dotarcie do tego typu grupy gwarantuje publiczna telewizja albo publiczne radio (bo jest w praktyce „za darmo”, wystarczy antena; nie bez znaczenia jest siła nawyku, czyli przyzwyczajenie do słuchania i oglądania właśnie tych mediów) albo tabloidy (niska cena, krótkie, prosto napisane teksty, niekoniecznie o najważniejszych sprawach). W tym zestawie możliwych kanałów dotarcia są jeszcze media katolickie - wręcz rozdawane przed lub po mszach i siłą rzeczy reprezentujące dość wąski punkt widzenia kościoła katolickiego – oraz instytucja kazania. Status ww. mediów i ich aktualne zaangażowanie w politykę były przedmiotem wielu publikacji, więc opisywanie ich wpływu na odbiorców wydaje się tu zbędne. Ale już nie tak oczywiste jest to, że Andrzej Duda w minionych latach zbudował sobie własny kanał komunikacji - jeżdżąc i spotykając się osobiście z mieszkańcami wszystkich powiatów w Polsce. Zapewne dla wielu osób, które uczestniczyły w takim spotkaniu z Głową Państwa, była to chwila wyjątkowa, niezapomniana, silnie nacechowana emocjonalnie.

Oczekiwać od takiej grupy wyborców, że będzie dociekliwie analizować wypowiedzi polityków, przetrząsać badania albo dane makroekonomiczne i porównywać je ze sobą, byłoby po prostu naiwnością. Świadomie lub nie, ale w istocie polegają na pracy dziennikarzy, co przecież samo w sobie nie jest błędem.

Niestety, upolitycznione i zideologizowane media, wspólnie z politykami, przyłączają się do procederu dezinformowania, świadomego manipulowania faktami i wprowadzania tym samym w błąd.

Opisana powyżej sytuacja nie jest jakimś typowo polskim zjawiskiem i nie dotyczy wyłącznie jednej strony sceny politycznej. Scenariusz, w którym politycy – z różnych motywacji zapewne – opowiadają swoim wyborcom „bajki” występują w różnych krajach. Tymi szczególnie popularnymi aktualnie „bohaterami” są Stany Zjednoczone i Donald Trump oraz Węgry i Orban. Do tego zestawu śmiało można dołączyć jeszcze Turcję i Erdogana a także Rosję i Putina.

Czy jest coś, co może nas ochronić?

Z punktu widzenia nauk społecznych uciec przed manipulacją wręcz nie sposób. Jesteśmy biologicznie tak ukształtowani, że nasz mózg chętnie chodzi na skróty i tym samym naraża nas na błędy poznawcze.

Przez kolejne lata funkcjonowania w świecie gospodarki wolnorynkowej nawet ci Polacy, którzy nie poszli na studia nauczyli się, że reklama jest czymś umownym. Że to co widzą w spocie reklamowym nie można traktować dosłownie - przecież cukierki Skittles nie biorą się z dojenia żyrafy a parówki Berlinki nie potrafią mówić, itd. itp. Równocześnie, niestety, Polacy nie nauczyli się rozróżniać reklamy politycznej od realnej polityki. I ma z tym problem nawet część tych po studiach. W tym wypadku w dużej części wierzą w to, co politycy im pokazują. A polityków stać na to, żeby promować autentycznie fantastyczne rzeczy, takie jak np. milion elektrycznych aut, największy port lotniczy w Europie, czy Kanał Sueski na Mierzei Wiślanej. Komunikowanie treści abstrakcyjnych przychodzi politykom wyjątkowo łatwo, bo w praktyce dla dużej części społeczeństwa jest trudne do zweryfikowania. Niestety, trudne do zweryfikowania, bo abstrakcyjne, są również treści odnoszące się do realnej polityki, o fundamentalnym znaczeniu dla demokracji, czyli trójpodział władzy czy niezależne media i sądownictwo.

W szybko zmieniającym się świecie osobom starszym, gorzej wykształconym, wykluczonym cyfrowo trudniej się odnaleźć niż młodszym, wykształconym i już obytym, mówiącym w językach obcych. Jedyna zatem nadzieja w wykształceniu. To studia podnoszą nasze umiejętności społeczne, w tym komunikacyjne i wpływają na poglądy społeczno-polityczne.

Jak pokazują badania amerykańskie przeprowadzone w pierwszej dekadzie XXI w. na grupie studentów z blisko 150 college’ów i uniwersytetów, wykształcenie powoduje, że stajemy się bardziej liberalni, a mniej konserwatywni.

Bardziej otwarci i tolerancyjni (badano studentów przed rozpoczęciem nauki i po jej zakończeniu; odsetek deklarujących siebie jako liberalnych wzrósł w okresie studiów o 30 proc.).

W tym kontekście zmiany w szkolnictwie wprowadzane i zapowiadane w ostatnich latach przez polskich polityków są niepokojące, zarówno w odniesieniu do szkolnictwa podstawowego, jak i średniego oraz wyższego. Tzn. mogą cieszyć wyłącznie tych, którzy są zainteresowani wykorzystywaniem nieetycznej propagandy i dezinformacji.

* * *

A propos dezinformacji (poniższy cytat pochodzi z newslettera serwisu 300gospodarka):

"Co z kwestią praworządności? Premier Mateusz Morawiecki wystąpił na wspólnej konferencji z Victorem Orbanem, premierem Węgier.

Obaj mówili, że nie zostało wypracowane bezpośrednie połączenie między praworządnością a środkami budżetowymi i że taki mechanizm ma dopiero zostać wypracowany i będzie wymagać jednomyślnej zgody szefów rządów krajów UE.

Jednak niemal wszystkie media oraz komentatorzy mówią coś innego.

Po raz pierwszy praworządność będzie decydującym kryterium przy wydatkach z budżetu UE. Wprowadzenie takiej warunkowości to była ambitna decyzja” – powiedział na konferencji prasowej Charles Michel, przewodniczący Rady Europejskiej.

"Zapisy o powiązaniu wypłat z praworządnością zostały złagodzone wobec wersji proponowanej przez Komisję Europejską, ale wygląda na to, że takie powiązanie zostało zatwierdzone i nie będzie wymagało jednomyślności w Radzie Europejskiej" - napisali ekonomiści Santandera.

Według Deutsche Welle ustalono, że wypłaty z budżetu będą mogły zostać wstrzymane krajowi, który nie przestrzega zasad rządów prawa, jeśli tak zdecyduje 5 z 27 krajów Unii obejmujących 65 proc. ludności UE (czyli większość kwalifikowana)."


Mem dżungla

Memy w komunikacji – marki w internetowej dżungli

Internet memem stoi, a śmieszne obrazki z tekstem stały się istotnym elementem naszej socjalizacji. Kontent znaleziony w sieci momentalnie puszczamy dalej, zanim znajomy zobaczy go sam i rozedrze nasze serce krótkie: „widziałem :D”. Dołączamy do grup, w których kontent odpowiada naszym gustom i zainteresowaniom. Interesują cię memy historyczne, gwiezdnowojenne, a może postmemy do których zrozumienia musisz mieć przynajmniej licencjat z lolcontentu? Nasz klient, nasz pan! Poruszanie się po memiarskiej dżungli wymaga zwinności węża i ostrego jak maczeta poczucia humoru, a jeden fałszywy krok może wepchnąć nas w pułapkę cringe’u. Mimo czyhających niebezpieczeństw do buszu wchodzą marki ze swoją komunikacją i wiele z nich mogłoby pisać podręcznik survivalu w internetowej puszczy, ponieważ radzą sobie wyśmienicie.

Wchodząc do memowej dżungli marki sięgają po różne taktyki przetrwania. Jedne stawiają na pełen kamuflaż i wykorzystują formaty, które na przestrzeni dni lub lat zyskały popularność. Odpowiednie zaadoptowanie znanych formatów, to szansa na stanie się integralną częścią online’owej społeczności. Cześć marek stawia na innowację, broń niesprawdzoną w nieprzyjaznych warunkach. Tworzą własne memy i grafiki, pozwalając swoim marketerom na istną kanonadę kreatywności. Ruszamy z kamerą do internetowej dżungli, by śledzić marki, które według różnych strategii próbują w niej przetrwać.

Chcesz do nich trafić, stań się jednym z nich – znane formaty memów w komunikacji

Odbiorcami marek w mediach społecznościowych w coraz większej części są młodzi ludzie wychowani na memach, którzy z niejednego lolcontentowego pieca chleb jedli. Dlatego stawiając na popularne w sieci formaty, stajemy naprzeciwko surowego Jury. Część firm jednak świetnie sobie z tą presją radzi i regularnie zbiera 38 – 40 punktów w skali Tańca z Gwiazdami.

Doskonale w świecie memów czuje się firma InPost, świetnie realizując ideę real time marketingu. W pierwszej połowie czerwca Sony pokazało nowe Playstation 5, którego design był szeroko komentowany i „memowany”. Inpost nie przespał okazji i stworzył wizję swojego „paczkomatu 5”, w którym szafki zostały zastąpione właśnie przez nową konsolę japońskiej firmy. Kilka dni wcześniej, na 15 urodziny jednej z najbardziej „memicznych” gier w historii – GTA San Andreas – Inpost umieścił swój paczkomat na podwórku głównego bohatera – CJa. Efekt? Ponad 7 tysięcy reakcji.

 

Spore ilości mocnego kontentu wykopiemy również na fanpage’u Jakdojade.pl. Od porównania metra w 1995 i 2020 za pomocą mema „buff dodge vs crying cheems”, przez wykorzystanie formatu z  Lisą z Simpsonów, po genialny 10 – sekundowy filmik, w którym najpierw translator google czyta „na górze róże, na dole kasztany”, by głos ze stacji PKP dokończył „za opóźnienia pociągu przepraszamy”. Memy oczywiście nie są jedynym elementem fanpage'a. Jednak ich duch unosi się nawet w zwykłych postach, sprawiając że jakdojade, staje się również rozwiązaniem problemu jaksierozbawie.

Zrób to sam – memy wykreowane przez marki

Obawiając się, że kamuflaż w dżungli okaże się nieskuteczny, część marek stawia na prototypowy system – kreowanie całkowicie oryginalnego contentu.

Netflix tworząc memy, uwielbia nawiązywać do swoich produkcji. Tu wykorzysta kadr z serialu „Ostatni Taniec”, by wyrazić żal z powodu ostatniego odcinka. Innym razem sięgnie po scenę z serialu, by oznajmić odbiorcom, że są piękni. Ponadto twórcy kontentu  doskonale czują się w świecie twitterowych emotikonek, za pomocą których odpowiadają swoim fanom, czy zapowiadają zbliżające się produkcje. Kreatywne wykorzystanie zasobów Twittera, własnych produkcji oraz reagowanie na społeczność, czynią komunikację Netflixa wiarygodną i po prostu budzącą sympatię.

Doskonałym przykładem jest też często wymieniany, choć już nieaktywny fanpage PizzaPortal.pl. Na dziesiątki sposobów wykorzystywał on motyw swojej tytułowej potrawy, np. tworząc wykres w kształcie pizzy (okrągły), w którym mały kawałek symbolizuje „faktyczne zamawianie”, a pozostała część „czas poświęcony na wybór jedzenia”. Na Boże Narodzenie na fanpage trafił mem z dwoma pizzami: jedna uginająca się od składników, symbolizowała przód choinki, druga, niemal pusta, tył. Fanpage PizzaPortal.pl był czymś unikalnym i wypada tylko żałować, że na początku lutego 2020 przestał publikować treści.


Oficjalnie nieoficjalnie – memy w rządzie i samorządzie

Komunikacja memami nie jest też obca organizacjom rządowym czy samorządowym. Regularnie korzysta z niej np. Agencja Mienia Wojskowego, nadzorowana przecież przez Ministra Obrony Narodowej. W ostatnim czasie na jej fanpage’u pojawiły się takie formaty jak „oj tak byczq”, mem który internauci wykorzystują do wyrażenia aprobaty, czy „buff dodge vs crying cheems”, w którym porównana została odzież z AMW z ubraniami stylizowanymi na wojskowe. Humorystyczne zestawienie pozwoliło na 1400 pozytywnych reakcji (przy ok. 100 w przypadku zwykłych postów).

Na skok w memowy bok pozwolił sobie także oficjalny fanpage Urzędu Miasta Sosnowiec „Sosnowiec Łączy”. Na początku czerwca w dużej części Sosnowca zaczęła działać sieć 5G. Z tej okazji postanowiono zwizualizować teorie spiskowe dotyczące tematu. Panorama Sosnowca została przyozdobiona pomnikiem strzelającym z oczu laserem i wielkimi antenami wystrzeliwującymi w powietrze niebiskie wiązki. Dodatkowo w komentarzu dodano wersję zdjęcia z dwoma gigantycznymi kotami. Komunikacja nietypowa dla urzędowego fanpage’a doskonale się przyjęła, a post jest jednym z najpopularniejszych.

Chcesz zrozumieć internet? Bądź jego częścią

Marek „próbujących w memy” jest na pewno sporo więcej, ale już na podstawie kilku przykładów możemy wyciągnąć jeden, najważniejszy wniosek. Do zrozumienia internetu, trzeba w nim po prostu być. Po większości z powyższych działań doskonale widać, że twórcy żyją w świecie memów, wiedzą co w danym momencie jest w „peaku”, a co pikuje w dół. Dlatego są w stanie dostarczać kontent nieprzestrzelony czasowo, który nie wywołuje politowania, ale szczerą radość odbiorcy. A to już prosta droga do wyjścia marki poza krąg swoich dotychczasowych odbiorców.