pandemia i odpowiedzialność

Covidowe repozycjonowanie marek

Pandemia to zło dla gospodarki, jeśli za punkt widzenia przyjmiemy PKB. Jednocześnie ta sama pandemia jest dobrem dla gospodarki, jeśli za punkt widzenia przyjmiemy CSR. Być może skutkiem ubocznym tej koincydencji będzie rozwiązanie problemu globalnej katastrofy klimatycznej?

Tzw. biznes sam z siebie najchętniej nie robiłby zbyt wiele z czymkolwiek, nawet w obliczu armagedonu, skoro miałoby to oznaczać uszczuplenie zysków. Ale już państwowe programy zachęcające milionowymi dotacjami do zmian w obszarze „odpowiedzialności za naszą wspólną przyszłość” (czyli środowisko naturalne), jak najbardziej mają szansę doprowadzić do zmiany.

Ten sam mechanizm dotyczy ratowania miejsc pracy w kontekście pandemicznego lockdown’u za pomocą „tarcz finansowych” i innych rozwiązań będących na dobrą sprawę wyłącznie w dyspozycji rządzących. Zatem rola oświeconego rządu – jak ktoś takowy ma – może być nie do przecenienia.

Jak ktoś takowego nie ma, to na szczęście istnieje alternatywne źródło bodźców dla zarządzających biznesem. Są nim konsumenci. Każdy z nas może coś kupić (lub z zakupu zrezygnować), właśnie z powodu obecności składnika wizerunku marki, który nazywa się „odpowiedzialność”.

Okazuje się, że zaczynamy za sprawą Covid-19 dostrzegać coś więcej poza ceną.

Jesteśmy regularnie prześwietlani przez handlowców i marketerów, którzy chcą wiedzieć, w jaki sposób Covid-19 wpływa na tzw. zachowania zakupowe. Nowe trendy, które przyspieszyły wraz z Covid-19 - według badania KPMG Consumers and the new reality- będą miały trwały charakter. I tym, co prawdopodobnie z nami zostanie będzie m.in. patriotyzm zakupowy. Nie jest on równoznaczny z zanegowaniem korzyści płynących z globalizacji handlu, niemniej jednak 46 proc. Polaków (wzrost o 5 p.p. w stosunku do ub. roku) oznajmiło w badaniu realizowanym przez GfK, że stara się wybierać produkty polskiego pochodzenia, żeby w ten sposób wspierać krajowy biznes.

Natomiast badanie Global State of the Consumer Tracker autorstwa Deloitte wychwytuje odnotowywany i w innych badaniach realizowanych w Polsce element: 42 proc. z nas wybiera produkty producentów, których postrzegamy jako społecznie odpowiedzialnych. Wow!

Te obserwacje potwierdza Jan Karasek, partner w dziale doradztwa biznesowego KPMG.

Około 40 proc. konsumentów (zbadanych przez KPMG w ramach projektu Consumers and the new reality) zwraca jeszcze większą uwagę na postępowanie marek wobec społeczności lokalnych, pracowników, środowiska oraz na lokalne pochodzenie produktów.

Przez lata wiele firm globalnych i lokalnych starało się zaszczepić w Polakach wrażliwość na innych i gospodarczą odpowiedzialność. Część siłą rozpędu przenosiła do naszego kraju swoje rozwiązania wypracowane na rynkach zachodnioeuropejskich. Inne budowały swoje projekty od podstaw, starając się uwzględniać tzw. lokalną specyfikę.

A specyfika była taka, że

jeszcze kilka lat temu 3/4 konsumentów nie rozważała przy sklepowej półce, czy dana firma jest społecznie odpowiedzialna.

To co nie udawało się ekspertom od komunikacji i wizerunku przez lata, albo co udawało ewentualnie częściowo (niesprawiedliwie byłoby nie przyznać, że są w tym kraju przedsiębiorstwa, które zrobiły autentycznie wiele na rzecz działania w zgodzie z CSR – po szczegółu odsyłam np. tutaj: http://odpowiedzialnybiznes.pl/publikacje/), teraz uświadomiła szerokim rzeszom konsumentów pandemia. Może nie dla wszystkich jest jasne, co to znaczy „CSR”, ale wielu zaczęło się zastanawiać i zadawać pytania. Czy wszystko musimy produkować w Chinach? Dlaczego nie wybrać wakacji w kraju? A może lepiej zapłacić więcej w lokalnym sklepiku lub pobliskim bazarku, żeby dać w ten sposób komuś pracę, a przy okazji kupić coś „stąd”, a na dodatek „eko”?

Marketerzy wiedzą, że to już się dzieje: konsumenci zmieniają się na ich oczach.

Dlatego jeśli jeszcze tego nie zrobili, będą niezwłocznie musieli zadbać o wizerunek swoich marek, który korespondować będzie ze społecznymi oczekiwaniami. Bardzo prawdopodobne, że niezbędne będzie ich repozycjonowanie. Z całą pewnością więcej „odpowiedzialności” będzie mile widziane.

Świadomość nieuniknionego mają nawet Chińczycy. Huawei właśnie oświadczył, że stawia na CSR (sic!).

Na zdjęciu: sklep Żabka zasilany w 100 proc. energią odnawialną (mat. pras.)


Obrazek pokazujący telefon z interface Instagrama na tle miasta

Mobilny przybornik specjalisty ds. Social Media # Instagram

Smartfon jest nieodłącznym elementem pracy w social mediach. Można go porównać do nowoczesnego piórnika, dlatego, że daje możliwość tworzenia wirtualnych treści. Istnieje wiele narzędzi pomocnych w przygotowaniu wymarzonego contentu. Dzisiejsze możliwości technologiczne sprawiają, że nie jest konieczna znajomość specjalistycznych programów, by konto wyglądało profesjonalnie. Przedstawiamy wirtualny, mobilny przybornik specjalisty ds. Social Media, który można zabrać ze sobą wszędzie. Dzięki niemu stworzysz, zaplanujesz, opublikujesz i przeanalizujesz treści na swoim Instagramie.

Bitly

Znany i lubiany „skracacz” linków, ale czy wiesz, że poza skracaniem potrafi także liczyć? Prowadzenie konta na Instagramie ze stosunkowo małą liczbą followersów wiąże się z pewnymi ograniczeniami.

Przykład: konta posiadające poniżej 10 tys. obserwujących nie mają opcji dodania linku typu „swipe up” do Insta Story. Nawet konta biznesowe są w tej sytuacji ograniczone i jedyne co mogą zrobić to odesłać użytkownika do swojego sklepu na Facebooku, a potem na stronę internetową. Jak to obejść?

Wyobraź sobie, że chcesz podzielić się pełną treścią artykułu lub podcastu. Najprościej byłoby skierować obserwatora bezpośrednio do strony, na której się znajdują, ale tu napotykasz ścianę w postaci braku możliwości dodania call to action. Co więc zrobić? Zainwestuj swój czas w stworzenie frapującego i nieszablonowego, z dozą niedosytu, Insta Story, które zachęci obserwatora to przejścia na profil. Skrócony w bitly link umieść w bio i śledź, ile osób kliknęło w link!

Unfold

Żyjemy w czasach nadprodukcji treści i kulturze nanosekundy, przez co ścieżka użytkowników aplikacji zmieniła się z horyzontalnej (przewijania feedu) na wertykalną (Insta Stories) – jak to do niedawna było w aplikacji Instagram.

Unfold jest prostym narzędziem umożliwiającym tworzenie relacji. Proponuje tzw. „templates”, czyli szablony. Wystarczy jedynie wybrać zdjęcie z galerii oraz lukę, gdzie ma się ono znaleźć. Dodatkowo można umieścić własny tekst napisany wybranym fontem o pożądanej wielkości. Znajdą się też, popularne ostatnio, naklejki.

Mojo

Aplikacja Mojo pozwala na wprowadzenie ruchu do contentu, co przyciągnie uwagę obserwatora, który zatrzyma palec na ekranie na moment dłużej niż zazwyczaj – przecież o to chodzi, prawda?

W momencie, gdy żyjemy pod presją czasu, a szum informacyjny daje się we znaki, dobrym rozwiązaniem stają się ruchome treści, które wytyczą kierunek obserwatorowi i ułatwią mu podążanie za tekstem. Zgodnie z modelem koncepcji „Spotlight model of atttention” wzrok może być skupiony na pewnym punkcie lub obszarze, ale uwaga może zostać nakierowana na inne regiony pola wzrokowego za pomocą tzw. wskazówek centralnych (strzałki) lub peryferycznych (błysku światła, poruszającego się elementu).

Caption Maker

Zawsze warto „wpuścić trochę powietrza do tekstu” w postaci enterów między akapitami. Taki zabieg uporządkuje treść, sprawi, że będzie przejrzysta i uwypukli najważniejsze elementy. Pewnie zastanawiacie się jak to zrobić, bo zwykły enter na klawiaturze nie zawsze daje zamierzony efekt. Wystarczy wkleić gotowe copy do aplikacji Caption Maker, która umieszcza niewidzialne entery na stałe, dzięki czemu Instagram odczytuje je jako znaki i pozwala na zapisanie treści posta dokładnie tak, jak chcemy, żeby wyglądał.

PLANN

Ta aplikacja jest pewnego rodzaju rozbudowanym organizerem, który pozwala zebrać treści graficzne i tekstowe w jednym miejscu. Można podłączyć do niej konto Instagram i z jej poziomu publikować posty na profilu, a następnie analizować ich zasięgi, liczbę serduszek i komentarzy. W PLANN możemy tworzyć posty w symulatorze feedu, zarządzać nimi przeciągając je po ekranie palcem i zmieniając ich miejsce. Aplikacja daje także możliwość zaplanowania treści na konkretny dzień i godzinę (istnieje nawet opcja ustawienia przypomnienia o publikacji!).

Ponadto, w najnowszej wersji narzędzia można skorzystać z rozwiązań Canvy (graficznego programu online) oraz darmowych baz ze zdjęciami typu free stock, dzielić się treścią za pośrednictwem innych aplikacji dosłownie dwoma kliknięciami. Na koniec… pojawiła się również możliwość planowania contentu bez dostępu do Internetu, zatem możesz planować nie dość, że mobile to jeszcze offline!

 

Co sekundę do serwisu Instagram wpada blisko 1000 zdjęć, co daje ponad 86 milionów na dobę, czyli dwa razy tyle, ile ludzi zamieszkuje Argentynę! Codziennie ponad 500 milionów użytkowników jest aktywnych na Insta Story. Liczby mówią same za siebie – Instagram jest potężnym narzędziem, o ogromnych możliwościach. W czasach nanosekundy trzeba walczyć o uwagę, a z tymi narzędziami będzie znacznie łatwiej, szybciej i skuteczniej!