Blue Monday

Blue Monday – czyli jak (nie)robić PRu

Określenie Blue Monday na przestrzeni kilkunastu lat stało się niesamowicie popularne. Obecnie jest powszechnie wykorzystywane w kampaniach marketingowych przez co mamy wrażenie, że tego dnia wręcz musimy uronić choć jedną niebieską łzę smutku. W trzeci poniedziałek stycznia Internet zalewają informacje o najbardziej depresyjnym dniu w roku oraz… o promocjach, które mają ten zły dzień poprawić. Ale czy wiecie, że Blue Monday to zwykła bajka?

Blue Monday to mit

Założenie teorii Blue Monday stworzonej przez Cliffa Arnalla (nota bene psychologa) nie jest prawdziwe. Bum! Okazuje się, że wzór na najbardziej depresyjny dzień w roku jest bardzo subiektywny. Dzisiaj, sam twórca przyznaje, że Blue Monday należy do działu: „pseudonauka”, ale spirala nakręca się dalej. Jak to się stało, że tak wielu ludzi uwierzyło w bezsensowny wzór, który wyznacza najsmutniejszy dzień w roku?

Pierwotnie Arnall został poproszony przez agencję PR obsługującą biuro podróży o wyznaczenie najlepszego dnia na zarezerwowanie wakacji. Podczas badań, o ile można je tak nazwać, okazało się, że to właśnie pod koniec stycznia ludzie przybierają nostalgiczną postawę. Owszem, krótki dzień, często brak słońca i ponura pogoda podczas zimowych miesięcy to czynniki negatywnie wpływające na samopoczucie. Natomiast, wzór zawiera dodatkowo niemierzalne zmienne min. poziom motywacji i stan psychiczny. Zatem czy wynik może być realny? Nie sądzę.

Stop normalizacji smutku

Od momentu pojawienia się hasła Blue Monday słychać wiele głosów krytyki pochodzących ze środowiska naukowego. Lekarze twierdzą, że problem depresji i sezonowych zaburzeń afektywnych, w skrócie SAD (Sasonal Affective Disorder), jest bagatelizowany poprzez uproszczenie podejścia do walki ze smutkiem i negatywnymi emocjami. Tańsza rolka sushi, zestaw do aromaterapii czy „podnoszące na duchu” zabiegi pielęgnacji ciała nie są w stanie rozwiązać poważnych problemów, z którymi co raz częściej boryka się społeczeństwo. Przesuwając palcem po tablicy Facebook’a czy Instagrama w trzeci poniedziałek stycznia często można jednak mieć odwrotne wrażenie.

Nagłośnienie oferty popularno-naukowymi wnioskami bez absolutnie żadnych naukowych podstaw przerodziło się w trend, który nieodpowiedzialnie wykorzystują firmy z branży marketingowej i nie tylko. Chwytliwa koncepcja pożyczona na dłużej powoduje bezwiedne, często nieświadome, powtarzanie fałszywej teorii. Teorii, która jest zwyczajnie szkodliwa, szczególnie w dzisiejszych czasach, gdy zaczyna się uwypuklać problem depresji w społeczeństwie.

Jak zatrzymać spiralę Blue Monday?

Sam twórca koncepcji kilka lat temu rozpoczął ruch pod hasłem #StopBlueMonday. Niestety próba wyprostowania bardzo krzywej teorii nie ma siły przebicia. Dowód?  Hashtag promujący przerwanie powielania teorii Blue Monday ma 859 oznaczeń na Instagramie, podczas gdy hasło Blue Monday zostało użyte blisko 800, ale tysięcy, razy!

Obserwując branże uważamy, że nasza praca jest bardzo odpowiedzialna. Dlatego zawsze działamy profesjonalnie, szanujemy klienta i jego otoczenie. Część z nas jest nawet sygnatariuszami Kodeksu Dobrych Praktyki PR Związku Firm Public Relations.


direct mail

Niedoceniana siła direct mail

Nagrodzona w ub. roku przez brytyjskie stowarzyszenie Data & Marketing Association kampania direct mail kosztowała 150 tys. funtów, ale wygenerowała dla Jaguara Land Rovera dochody w wysokości ponad 3 mln funtów.

Więcej opisów projektów promocyjnych związanych z branżą direct mail publikuje w nr 1-2/2021 magazyn Press w branżowym dodatku.

5 vs 12

Dowiedzieć się można, że przed kilkoma laty na jedną skrzynkę pocztową przypadało w naszym kraju 5 sztuk bezadresowych materiałów reklamowych tygodniowo. Średnia europejska wynosiła wówczas 12 szt. O tym, że potencjał polskiego rynku jest wciąż niewykorzystany świadczą przywoływane w publikacji badania. M.in. zrealizowane przez ARC Rynek i Opinia, z których wynika, że papierowe gazetki promocyjne i katalogi to preferowane przez konsumentów formy komunikacji marketingowej. Niestety, co pokazuje to samo badanie, opinie konsumentów i marketerów co jest skuteczne i pożądane, różnią się o 180 stopni (o czym też można przeczytać w dodatku).

9 vs 1

Jak pisze autorka artykułu zatytułowanego „Wybierają druk”, „kluczowe jest, by nie dzielić kanałów komunikacji, lecz zadbać o ich synergię”. I przytacza dane International Post Corporation. Wynika z nich, że zintegrowana kampania direct mail z digitalową przyciąga statystycznie 39 proc. więcej uwagi konsumenta niż sama tylko kampania digitalowa.

Inne dane udostępnione przez ANA/DMA - a przytaczane przez Press - informują o tym, że prognozowany wskaźnik response rate dla przesyłek direct mail na 2020 r. wyniesie 9 proc. Dla porównania: 1 proc. dla promocji realizowanej przez e-mail lub social media, 0,3 proc. dla reklam online.

- Nie można przecież cały dzień patrzeć w monitor – trafnie podsumowuje Urszula Zarańska, dyrektor generalna Polskiego Stowarzyszenia Marketingu SMB, które jest partnerem dodatku. – Przesyłka staje się w dzisiejszych czasach niestandardową formą kontaktu i zaskakuje. A ludzie lubią być zaskakiwani, traktowani indywidualnie. W tym tkwi siła przesyłek.