Czy 2021 będzie jeszcze dziwniejszy?

A tak dobrze się zapowiadał. I tak dobrze wyglądał (ach te dwie 20-tki). Teraz z perspektywy 12 miesięcy czar roku 2020 prysł. Dlaczego? Czego spodziewać po jego sukcesorze?

Z perspektywy branży komunikacji marketingowej, w tym współpracujących z dziennikarzami PR-owców, siłą rzeczy wydarzeniem roku jest zakup mediów regionalnych należących do Polska Press przez Orlen. Można uciekać od polityki, ale co zrobić, jeśli ona i tak cię dopada? (o pandemii nie ma potrzeby pisać - jej pierwszoplanowa rola w tegorocznych wydarzeniach w Polsce i na świecie nie podlega dyskusji i można o niej czytać każdego dnia).

Orlen wydawcą 

Analizę sensu (czy też raczej bezsensu) biznesowego tej transakcji kompetentnie przygotował m.in. red. Maciej Samcik z „Subiektywnie o finansach”. My spójrzmy na konsekwencje dla pracy osób zatrudnionych w marketingu.

Z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością można założyć, że z upływem czasu w poszczególnych tytułach Polska Press występować będzie zjawisko, które poznaliśmy dzięki TVP i Polskiemu Radiu. Mówiąc krótko nastąpi upolitycznienie linii redakcyjnych zgodnie z oczekiwaniami partii rządzącej. Z oczywistych względów spowoduje to odpływ części dotychczasowych czytelników i użytkowników serwisów internetowych tych tytułów. Spadną więc nakłady i wskaźniki UU, CTR, itd.

Rydzyk red. nacz.

Równolegle z poszczególnych redakcji poodchodzą lub zostaną zwolnieni dziennikarze. I będą to raczej ci bardziej, a nie mniej kompetentni (vide: casus redakcji radiowej Trójki czy telewizyjnych Wydarzeń). Zastąpią ich m.in. absolwenci Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu.

Czy taki tytuł będzie wówczas wciąż pożądanym medium do publikacji na jego łamach, w tym sensie również w jego serwisach, materiałów prywatnych spółek współpracujących z agencjami? Przecież - abstrahując nawet od profilu politycznego danego tytułu - dla komercyjnego klienta interesujące są zasięgi w grupie docelowej, jakość treści i kontekst, w którym ma być opublikowany jego materiał.

Czytelnik wg PiS

Profil wyborcy PiS jest dobrze socjologicznie i demograficznie opisany. Wiemy zatem jak prawdopodobnie ukształtuje się profil przeciętnego czytelnika (na ten temat pisałem w jednym z wcześniejszych tekstów tutaj). Ilu klientów, jaki procent biznesu w tym kraju jest zainteresowany tego typu konsumentem?

W ślad za częścią czytelników, internautów i dziennikarzy odpłyną z łamów reklamodawcy. W konsekwencji każdy z tych tytułów będzie musiał polegać na reklamach Orlenu i współpracy z innymi spółkami Skarbu Państwa (które w wyborze medium nie będą się kierować żadnymi przesłankami merytorycznymi, a jedynie politycznymi).

Brak alternatywy

Alternatywą dla mediów regionalnych, takich jak „Gazeta Pomorska” (codzienny nakład 30 tys. egz.) raczej nie staną się dzienniki czy tygodniki lokalne tudzież ich serwisy www, których zasięgi mają się nijak do zasięgów "Naszego Miasta" (czyli serwisów www należących do Polska Press). Nawet te tak nagradzane za osiągnięcia dziennikarskie, jak np. „Pałuki” prowadzone przez red. Dominika Księskiego (tygodniowy nakład 10 tys. egz.). Zresztą ich los może być też w rękach Daniela Obajtka czyli polityków, jeśli drukują się w drukarniach kupionych właśnie od Polska Press przez Orlen. A dystrybuują m.in. przez sieć kiosków Ruchu. Niewielkie wahania cen druku czy dystrybucji mogą skutecznie zachwiać rentownością tego typu wydawnictw, jeśli władza uzna, że są niepoprawne politycznie.

Będzie Bis

Zatem to są zmiany niedobre dla czytelników, internautów i dla branży marketingowej (która i tak już wcześniej musiała przecież przełknąć fakt powstania państwowego de facto domu mediowego czyli Sigma Bis – co w praktyce sprowadza się przecież do przekładania pieniędzy z kieszeni do kieszeni w tych samych spodniach, zamiast stabilizowania pluralistycznego rynku mediów).

Ta sytuacja pokazuje, jak bardzo ważne powinny się stać i tak już przecież coraz bardziej hołubione własne kanały komunikacji. Mam tu na myśli strony internetowe, newslettery, papierowe wydawnictwa. A także media społecznościowe, czyli Facebook, LinkedIn albo Instagram. Przy czym i w tym obszarze następują zmiany, które raczej wywołają ból głowy w branży marketingowej.

Nie będzie ciasteczek

Jedna z najpopularniejszych przeglądarek internetowych na świecie, czyli Google Chrome zapowiada w 2021 r. blokowanie śledzenia za pomocą tzw. ciasteczek (pochodzących od tzw. firm trzecich). Może nie jest to rewolucja, bo już wcześniej na podobne kroki zdecydowali się inni (Apple w Safari, Microsoft w Bing), ale z punktu widzenia agencji marketingowych jest to problem. Jak prowadzić kampanie remarketingowe? Jak mierzyć ich skuteczność? Itd. itp. Jak informuje Kantar te zapowiedzi niepokoją, póki co, 48 proc. marketerów (globalnie). Teoretycznie skorzystają użytkownicy internetu czyli my wszyscy, a konkretnie nasza prywatność (chociaż i w tym wypadku nie ma zgody, bo 54 proc. konsumentów deklaruje, że lubi być śledzona w sieci, ponieważ chce aby reklamy były dostosowane do ich potrzeb).

Nie będzie hejtu

Jakby było mało zmian Komisja Europejska chce, żeby tzw. platformy internetowe takie jak Google czy Facebook zaczęły lepiej moderować treści. Oczekuje, aby przestrzegały reguł ujętych w dwóch właśnie im przedłożonych dokumentach Digital Services Act i Digital Market Act. To znów teoretycznie dobre posunięcie dla nas wszystkich - rzecz idzie m.in. o eliminowanie z sieci fake newsów i mowy nienawiści. Ale wcale nie jest powiedziane, że skutkiem ubocznym będzie modyfikacja funkcjonalności narzędzi marketingowych wykorzystywanych przez agencje do realizacji kampanii online. Natomiast jeśli w efekcie ukróci się lub chociaż utrudni w ten sposób życie farmom trolli, to będzie niewątpliwie sukcesem. Także z punktu widzenia etycznie pracujących agencji.

 

 


Zaufanie do pracownika - luksus czy konieczność

Czasy pandemii bardzo mocno uzmysłowiły pracodawcom, ale także i pracownikom, jak ważne z punktu widzenia sprawnego funkcjonowania organizacji, jest wzajemne zaufanie. Jest ono niezbędne nie tylko w tak wymagającym czasie, ale to właśnie teraz  najłatwiej je zweryfikować i docenić jego wartość.

To czy zaufanie jest w DNA firmy wymaga od zarządzających nią hołdowania wartościom, które zaufanie budują. Jest to proces i często jest on ściśle związany z osobami, które stoją na czele organizacji, bo to one, bez względu na to gdzie „dowodzą”, są w jakimś sensie „gwarancją” zaufania do firmy. Budowanie organizacji opartej na wzajemnym zaufaniu wymaga kompetencji, wysokiej świadomości oraz zaangażowania pracowników. Dlatego należy stworzyć do tego dobry grunt poprzez m.in. otwartą komunikację. Kiedy stworzymy mocną platformę do dyskusji, wykażemy się szacunkiem i zrozumieniem względem innych postaw czy opinii, możemy liczyć na dobry feedback.

Zaufanie w czasach zarazy

Zaufanie najczęściej weryfikowane jest w trudnych, nieszablonowych sytuacjach. A jak weryfikuje to czas pandemii? Wzrost znaczenia zaufania we współczesnym świecie jest niebagatelny i wynika z wielu czynników, między innymi ze zjawiska globalizacji, cyfryzacji, digitalizacji. Sytuacja związana z  COVID-19 zrewidowała nasze postawy, wymusiła określone zachowania, ale przede wszystkim w życiu zawodowym wielu z nas, wymusiła zmiany w formule pracy. Pozostając w domach i pracując zdalnie, wspieraliśmy biznesy naszych firm, choć nierzadko odbywało się to w trudnych do pogodzenia sytuacjach. Obecność dzieci, partnerów, mały metraż mieszkania etc. nie sprzyjały wydajności, a jednak musieliśmy się z tym zmierzyć. Okazało się, że to co w wielu firmach dotąd było nieosiągalne, okazało się możliwe, a nawet konieczne, bo najzwyczajniej nie było innego wyjścia. I jak w tym całym zamieszaniu odnalazło się tak cenne zaufanie?

Powszechnie znane powiedzenie „ufaj, ale kontroluj” nie budzi obecnie już takich emocji, gdyż korporacje czy firmy zarządzające dużymi zespołami m.in. w tzw. terenie, stosują od wielu lat mechanizmy (systemy) monitorujące pracę swoich ludzi. Pojawia się jednak pytanie czy powszechnie rozumiana „wydajność” pracownika będzie wynikiem owego monitoringu czy jednak zaufania, a może obu tych czynników?

Zdaję sobie sprawę, że w organizacji zatrudniającej kilkudziesięciu, kilkuset i więcej pracowników zaufanie buduje się na każdym poziomie zarządzania, ale to także od doboru całej kadry zarządzającej zależy czy dana organizacja będzie firmą o ludzkiej twarzy. Badania wskazują, że wśród firm odnoszących sukcesy, zaufanie odgrywa kluczową rolę. Potwierdza tę tezę ostatnia edycja badania, przeprowadzonego przez Antal w czerwcu 2018 roku „Najbardziej pożądani pracodawcy w opinii specjalistów i menedżerów”, które dowodzi, że polscy specjaliści i menedżerowie coraz większą wagę przykładają do wielkości i prestiżu firmy, ale również do stylu jej zarządzania oraz kultury organizacyjnej.

 

A co na to badania ...

Nie trzeba nikogo przekonywać, że w firmie, w której organizacja i kultura pracy oparta jest  m.in. na zaufaniu, to nie tylko pracuje się tam w lepszej atmosferze, przy większym zaangażowaniu, ale również uzyskuje się lepsze wyniki.

Należy przyjąć tezę, że zaufanie jest kluczowym spoiwem organizacyjnym nie tylko wewnątrz firmy, ale także w szeroko rozumianym biznesie. Właśnie, bo gdyby odwrócić pytanie, a mianowicie: Czy pracownicy okazują zaufanie swoim pracodawcom?

Okazuje się, że badania CBOS z 2016 i 2018 r. wykazują, że niestety nie do końca. W badaniach czytamy, że tylko co czwarty Polak – 23 proc. w 2016 r. i 22 proc. w 2018 r., uważa, że większości ludzi można zaufać.

Jednocześnie te same badania CBOS pokazują, że aż 81 proc. ludzi ufa osobom, z którymi pracują, co sugeruje, że pracownicy cenią sobie miejsce, w którym spędzają większą część swojego czasu i liczy się dla nich nie tylko miejsce pracy (sama organizacja), ale również atmosfera, w której pracują. Oba ta warianty w znacznej mierze zależne są od samego pracodawcy, który kreuje „workingową” przestrzeń swojej firmy. To oczywiście niewątpliwie ma swoje odbicie w biznesie.

Dlatego, w nowych okolicznościach, spowodowanych pandemią, należałoby zwrócić szczególną uwagę na relacje jakie panują w firmie zadbać o sprawną i otwartą komunikację.

 

 


Mapa myśli online - aplikacje dla firm

W myśl zasady – co dwie głowy to nie jedna, pracownicy często organizują burze mózgów, aby wspólnie uporać się z pewnymi problematycznymi kwestiami, jak: nowe hasło reklamowe, inny sposób dystrybucji produktu, unowocześnienie transportu itp. Jak jednak, wśród różnorodnych propozycji nie zgubić głównego sensu dyskusji? W celu uporządkowania chaotycznie rzucanych haseł, na pomoc przychodzi mapa myśli.

Mapa myśli (mind map) to specjalny rodzaj notowania, który łączy w sobie kreatywne myślenie i logiczny porządek. Dzięki temu rozwiązaniu, użytkownicy przy tworzeniu mapy myśli wykorzystują obie półkule mózgowe. To świetny sposób na pobudzenie kreatywności. Uczestnicy dyskusji, którzy zapisują swoje pomysły na mapie myśli, lepiej przyswajają wiedzę na dany temat. Poznają odmienne perspektywy widzenia i wychodzą poza granice szablonowych rozwiązań. Badania przeprowadzone przez specjalistę Chucka Freya ujawniają, że zastosowanie tego narzędzia do spotkań, prezentacji, planowania, zwiększyło produktywność średnio o 25%.

Jak mapa myśli działa?

Mapa myśli ma na celu zebranie wszystkich informacji, pomysłów i uporządkowanie ich w logiczny, przystępny sposób, który pozwoli pod koniec dyskusji znaleźć rozwiązanie problemu. Przy tworzeniu takiej mapy, używa się krótkich haseł i rysunków, które są zazwyczaj pierwszymi skojarzeniami. Oczywiście, można stworzyć mapę myśli na kartce długopisem, jednakże przeniesienie pracy na komputer ułatwia cały proces spisywania i daje więcej możliwości. Nie trzeba martwić się rozmiarem papieru, hasła są uporządkowane, istnieje możliwość dodawania innych materiałów, jak: zdjęcia, linki, notatki.  Niektóre aplikacje mind map, pozwalają na współpracę online z innymi użytkownikami (co jest przydatne przy współpracy na odległość). W przypadku burzliwych dyskusji i sporej liczby haseł, komputerowe mapy myśli wygrywają z tradycyjnymi sposobami, przejrzystością i łatwością wprowadzania zmian (bez potrzeby kreślenia).

5 najlepszych aplikacji Mind Maps

1. Mindmaps

Mindmaps to jedna z aplikacji online, która oferuje użytkownikom tworzenie mapy myśli przez stronę internetową. Aplikacja jest prosta w działaniu i bardzo intuicyjna, a dzięki przejrzystej szacie graficznej, obsługa jest bardzo łatwa. Od razu po otworzeniu strony, pojawia się możliwość tworzenia haseł i dodawania do nich innych elementów. Istnieją dwie możliwości tworzenia podgrupy do głównego hasła: należy przeciągnąć strzałkę od głównego hasła lub skorzystać z przycisku Add. Kreator programu, daje możliwość zmieniania czcionki i koloru linii, aby łatwiej podzielić elementy. Mindemaps to dobra aplikacja, jeśli zależy nam na czytelnym zebraniu informacji, nie oferuje jednak ani możliwości współpracy online ani opcji dołączania zdjęć i notatek. Mimo tych mankamentów, aplikacja jest darmowa, więc można przymknąć na nie oko.

2. Coggle

Coggle to ulepszona wersja Mindmaps polecanej wyżej. To aplikacja równie prosta w obsłudze, która jednak wyróżnia się możliwością współtworzenia mapy z innymi użytkownikami. Zaproszenie do aplikacji jest bardzo proste, a praca z kilkoma osobami nad jednym projektem nie sprawia żadnych problemów (każdy może dodawać, zmieniać hasła i kategorie). Aplikacja oferuje możliwość dodawania zdjęć, linków i artykułów. W opcjach dodatkowych, znajduje się ekran do rozmowy z innymi użytkownikami mapy. Duża liczba skrótów ułatwia  tworzenie haseł głównych i pobocznych. Użytkownik bez problemu będzie poruszał się po stronie, wszystko jest intuicyjne. Dodatkowo, opcja automatycznego rysowania linii świetnie porządkuje przestrzeń (linie przechodzące do następnych haseł nie przecinają się). Z dodatkowych opcji, aplikacja Coggle oferuje możliwość zapisania mapy oraz otworzenia jej na całym ekranie.

Coogle umożliwia stworzenie 3 darmowych diagramów, co daje możliwość bezpiecznego wypróbowania aplikacji. Po testach próbnych, by otrzymać nielimitowany dostęp należy zapłacić 5$ miesięcznie. Użytkownik oprócz możliwości korzystania  aplikacji, zyskuje również opcje dodatkowe (np. dodawanie kształtów, kolorów).

3. Draw.io

Drawo.io to aplikacja, która wychodzi poza możliwości tworzenia tylko mapy myśli. Pozwala ona narysować wszystko czego można potrzebować w biurze: od diagramów, słupków statystycznych po mapę myśli i layouty. Użytkownik zyskuje nielimitowaną możliwość tworzenia różnych kształtów, dodawania linków, teksów, obrazów, może również zmienić kolory, bez konieczności kupowania rozszerzonej wersji.

Nie jest to aplikacja stricte związana z mind map, dlatego przy pierwszym użyciu, może wydać się mało intuicyjna. Tworzenie linii prowadzących od haseł do haseł nie jest automatyczne, jednakże w odróżnieniu od innych aplikacji, plan w draw.io jest bardziej przejrzysty. Użytkownik ma też więcej możliwości tworzenia. Aplikacja, dodatkowo pozwala zapisywać projekty, na nowo je odtwarzać i edytować, a dzięki dodatkowej aplikacji sampage, można współpracować z innymi osobami w tym samym czasie.  Draw.io jest aplikacją darmową, co robi wrażenie, zwłaszcza, że oferuje tyle możliwości.

4. Mindmup

Mindmup to jedna z lepszych aplikacji, która w łatwy i przystępny sposób pozwala użytkownikom tworzyć mapę myśli. Dzięki przyciskowi automatycznego dodawania linii, wszystkie elementy są logicznie i przejrzyście poukładane (nic na siebie nie nachodzi). Automatyczny zapis, pozwala na bezpieczne korzystanie z aplikacji, bez obawy o utratę danych. Z Mindmup korzysta się bardzo intuicyjne, a dzięki możliwości dodawania: tabel, obrazów, notatek, tworzy się oryginalne i funkcjonalne mapy myśli. Do aplikacji nie trzeba się logować. Istnieje również możliwość przesyłania projektów przez Google Drive.

Mindmup jest darmowa przy tworzeni map o wielkości 100KB. W przypadku większych map i rozszerzenia pakietu, np. o współpracę z innymi osobami, należy zapłacić 2, 99$ za miesiąc (MindMup Gold). Jeśli korzystamy z darmowej wersji i nie zapiszemy projektu – znika on po 6 miesiącach, o czym trzeba pamiętać.

5. SimpleMind

SimpleMind to  jedna z niewielu aplikacji, którą trzeba zainstalować. Na początku należy wybrać platformę na której chcemy pracować (Mac, Windows, App Store i Google Play). Nie ma wersji darmowej, a administrator strony oferuje jedynie darmowe 30 dni korzystania z aplikacji. SimpleMind jak wskazuje nazwa, jest bardzo prosta w obsłudze, interfejs jest przejrzysty  i intuicyjny. Bez problemu można umieścić na planie nowe elementy, jak zdjęcia czy linki; użytkownik dostaje możliwość zmiany układu strony na poziomą lub pionową. Całość prezentuje się profesjonalnie. Aplikacja świetnie działa na smartfonach, umożliwia więc pracę nad mapą myśli w drodze. Niestety, aplikacja nie oferuje możliwości pracowania z innymi w czasie rzeczywistym, można jednak ściągnąć mapę w formie PDF i przesłać przez np. Google Drive.

SimpleMind w wersji pełnej kosztuje 6,99$ na telefon i 24,99$ na komputer. Jest to cena dość wygórowana, jednakże aplikacja jest bardzo dobrze zrobiona: przejrzystość interfejsu, możliwość łatwego dodawania haseł, świetna organizacja przestrzenią, robi wrażenie i wyśmienicie sprawdza się w pracy.

Wszystkie wymienione aplikację świetnie sprawdzają się w pracy, można korzystać z nich w grupie, np. przy burzy mózgów lub samemu, gdy ilość informacji wymaga uporządkowania i zaklasyfikowania. Wiele większych i mniejszych firm korzysta z tego typu aplikacji, warto więc zobaczyć i sprawdzić mind map w swojej firmie.

Nowoczesne technologie są coraz częściej wykorzystywane w codziennej pracy. Zwróciła na to uwagę również Maja Zdrojewska w artykule o aplikacjach z których korzysta się w agencjach PR: Warsztat pracy PR-owca.