Content is king

Content is king. Distribution is queen.

Content marketing, czyli komunikacja firmy oparta o treści użyteczne dla potencjalnych klientów. Jest z nami od ponad dekady, ale można odnieść wrażenie, że wciąż się go uczymy: firmy B2B, sklepy internetowe, branża FMCG, profesjonalni wydawcy… No i eksperci w agencjach PR. Musimy się stale uczyć, bo zmieniają się reguły dystrybucji treści, dyktowane w znacznej mierze przez takich gigantów, jak Google czy Facebook.

Nawet najlepszy, najciekawszy tekst, przygotowany w oparciu o rzetelną analizę rynku i potrzeb klientów, nie obroni się sam. Opublikowany na Twojej stronie internetowej będzie czekał na przypadkowych gości. Musisz mu pomóc dotrzeć do właściwych osób angażując swój czas, a niekiedy i środki, żeby Królowa Dystrybucja była dla niego łaskawa. Na tym właśnie polega dobry content marketing.

Kanały własne firmy

Masz do wyboru naprawdę szerokie spektrum narzędzi. Ale nie łudź się, że rozwijanie kanałów własnych można robić po godzinach, jedną ręką w czasie spotkań wideo albo kiedy Ci się akurat przypomni, bo mówili o tym na szkoleniu. Kluczem do sukcesu jest w tym przypadku KONSEKWENCJA.

Nie próbuj być aktywnym we wszystkich mediach społecznościowych, jeśli nie masz na to czasu. Wybierz jeden lub dwa kanały i dostosuj treści do odbiorców, którzy zgromadzili się wokół Twojej marki (lub których dopiero chcesz zgromadzić). Nie kopiuj na LinkedIna postów z Instagrama i nie wrzucaj na Facebooka linków do YouTube. Każdy z tych kanałów ma swoją specyfikę i swoich użytkowników.

Kanały własne to także newslettery. Nie musisz wysyłać ich regularnie, nie musisz też przejmować się zachowaniem tych samych rubryk czy kategorii. Szanuj czas swoich czytelników i dziel się z nimi tylko tymi materiałami, które są ważne. Możesz przesłać maila z jednym tylko tekstem – to lepsze niż tematy zapchaj-dziury. Ważne, żebyś wypracował sobie swój własny styl komunikacji z odbiorcami. Pomyśl, za co lubisz niektóre newslettery? Czym się wyróżniają? Podpatruj i ucz się od najlepszych. I, oczywiście, analizuj statystyki otwarć i klików.

Recycling treści

To działanie powinieneś polubić! Chodzi o teksty lub inne materiały, które angażowały jakiś czas temu użytkowników. Możesz je po roku odświeżyć i znów puścić w obieg. Sprawdź, czy dane są aktualne, czy nie pojawiły się jakieś nowe badania albo case studies.

Możesz też rozważyć przerobienie treści w innym formacie. Z artykułu zrobić infografikę albo animację wideo. Posta wydłużyć do artykułu. Temat, który okazał się swego czasu interesujący, omówić z gościem podczas webinaru albo podcastu. Miksuj formaty, bo klienci nie znoszą nudy.

Evergreeny

„Najbardziej lubimy te piosenki, które znamy”. Podobnie działa content marketing. Są treści, które zawsze się klikają. To wszelkiego rodzaju listy trendów, podsumowania zmian i poradniki. Do tych ostatnich szukaj inspiracji w Google Trends albo Answer the public. Pamiętaj jednak, że z tych samych narzędzi korzysta Twoja konkurencja. Oni też tworzą content. No, chyba, że działasz w naprawdę wąskiej niszy, albo jesteś liderem rynku i niczego się nie boisz.

Postaw na SEO

Obecnie każdy marketer, ekspert PR czy komunikacji musi znać podstawy SEO. Nawet jeśli od kwestii technicznych / informatycznych będzie miał osobnego specjalistę, to w zakresie doboru słów kluczowych, formatowania tekstu, budowania zdań i akapitów odpowiedniej długości – powinien się sprawnie poruszać. Algorytmy Google mogą się zmieniać, ale jeśli materiał będzie tworzony z myślą o zainteresowaniu potencjalnego klienta (a nie np. handlowców czy prezesa) to znacząco zbliżysz się do sukcesu. Pilnuj też prostego języka. To trend, który obejmuje coraz więcej instytucji i firm. Nie bądź urzędnikiem, nie pisz zdań wielokrotnie złożonych na 4 linijki, bo zniechęcisz nie tylko czytelników, ale i roboty Google.

Zaplanuj budżet

Nie licz, że sama dystrybucja organiczna Twojego contentu przyniesie satysfakcjonujące efekty. Prawdopodobnie trafisz w ten sposób do osób, które i tak już lubią twoją markę. Jeśli chcesz poszerzyć zasięg i w konsekwencji zwiększyć sprzedaż, zaplanuj budżet na promocję przygotowanego przez Ciebie materiału. Mam namyśli nie tylko posty sponsorowane w mediach społecznościowych (które coraz bardziej się zapychają), ale także płatne publikacje w mediach tradycyjnych. Treści, które najwięcej mówią o Twojej marce, możesz też wesprzeć reklamami w Google.

 

Lista działań, które można podjąć, aby przygotowany dużym nakładem pracy content dotarł do odpowiednich osób, jest długa. Powstają na ten temat książki i kilkudniowe szkolenia. Tutaj zasygnalizowałam tylko niektóre. Zachęcam do pogłębiania wiedzy na stronach Marketer + oraz Nowy Marketing - znajdziecie tam sporo artykułów omawiających content marketing. Możecie też zajrzeć do innych materiałów na naszej stronie.

PS

A wiedzieliście, że autorem zdania „Content is king” jest Bill Gates? 😉

 


Którędy do czytelnika? Sześć dróg do dobrego tekstu

Nic nie sprzedaje się tak dobrze, jak seks i przemoc. Ta stara prawda pozostaje wciąż aktualna. Redaktorzy przed laty mawiali, że „nic tak nie ożywia gazety, jak kilka trupów na pierwszej kolumnie”. Dziś trawestując ich słowa, moglibyśmy napisać, że „nic tak nie napędza ruchu na stronie, jak kilka trupów na pierwszym ekranie”.

Dowody? Oto kilka przykładowych tytułów zaczerpniętych wyłącznie jednego dnia z popularnych ogólnopolskich serwisów online:

„Pasażerów ogarnął strach. Śmierć na pokładzie Ryanaira”

„Krew na szafocie. Najbardziej znane egzekucje w historii Anglii”

„Włożyły na mecz szorty zamiast majtek. Groziła im dyskwalifikacja”

„Opublikowali porno z jej udziałem. Po zobaczeniu prawie się zabiła”

„Pokazała zdjęcie w bikini. Ma apel do komentujących mężczyzn”

Co zamiast seksu i przemocy?

Świetnie! Tylko jak wykorzystać seks i przemoc w pracy nad profesjonalnym, branżowym tekstem – dajmy na to – o finansach przedsiębiorstw, który chcielibyśmy opublikować np. na swoim profilu w serwisie LinkedIn? Innymi słowy: Jak napisać dobry tekst, który czytelnicy będą chętnie czytali, w sytuacji, w której nie sposób epatować drastycznymi opisami przemocy, czy też seksualnymi podtekstami?

Istnieje wyjście z sytuacji i nie jest nim żadne z narzędzi Google’a. Nie potrzebujemy więc Google Trends ani Google Analitics (choć nie zaszkodzi rzucić tam okiem). Wystarczy krótka refleksja nad źródłem popularności seksu i przemocy. A zatem co jest ich źródłem?

Wielokrotnie już dowodzono w naukach społecznych, że jest nim po prostu nasze zainteresowanie innymi ludźmi, jakkolwiek w tym wypadku w dość ekstremalnych sytuacjach: siła i brutalność versus prywatność i intymność. Nie zmienia to jednakże uniwersalnej reguły, która mówi o tym, że jeśli chcesz pisać w sposób interesujący, musisz być empatyczny i patrzeć na świat oczami swojego czytelnika.

Jak wzbudzić ponadprzeciętne zainteresowanie?

Niespecjalnie też trzeba się napracować, żeby odkryć, wokół jakich tematów należy się obracać, żeby liczyć na wierną publikę. Już dekady temu amerykański profesor Kennet E. Andersen opisał sześć zagadnień (a zreferował Walery Pisarek, guru adeptów polskiego dziennikarstwa), które cieszą się ponadprzeciętnym zainteresowaniem czytelników:

  1. Interesuje nas to, co wiąże się z życiem codziennym (sąsiedzi, czy współpracownicy, a nie anonimowi mieszkańcy innego kontynentu)
  2. Interesuje nas to, co jest konkretne i bliskie (moje podatki i budżet mojej firmy, a nie rządowe obligacje i budżet państwa)
  3. Interesuje nas to, co rzeczywiste (stało się, a nie mogło się stać)
  4. Interesuje nas to, co konfliktowe (zakaz rejestracji spółki poza Polską, zakaz aborcji, zakaz zgromadzeń)
  5. Interesuje nas to, co niezwykłe, nowe i nieoczekiwane (pandemia covid-19 i jej konsekwencje)
  6. Interesuje nas to, co wesołe (a nie smutne)

Podsumowując: jeśli chcesz pisać tak, żeby inni to chętnie czytali, nie trać z oczu czytelnika i charakterystycznych dla niego realiów codziennego życia. Skup się na faktach, które będą mieć wpływ na jego funkcjonowanie. Pisz o tym, co wzbudza jego podziw, albo rodzi kontrowersje, bo np. burzy dotychczasowe status quo. I nie zawsze musisz być super poważny, odrobina poczucia humoru jeszcze nikomu nie zaszkodziła.


LinkedIn

Wszyscy mówią: LinkedIn!

„Nasz prezes chciałby publikować swoje posty na LinkedInie”... „Jakie są najlepsze praktyki w prowadzeniu strony firmowej na LinkedInie?”... „Jak stworzyć strategię social selling?”...  Ostatnio coraz częściej klienci zwracają się do nas w tych sprawach.

LinkedIn - skąd się bierze jego rosnąca popularność?

To serwis społecznościowy, który powstał w Kalifornii w Stanach Zjednoczonych w 2002 roku. Od 2016 roku jego właścicielem jest Microsoft. Dostępny jest w kilkunastu językach, w tym również w polskim. Wyróżnikiem LinkedIna jest jego profesjonalny charakter i przewaga treści eksperckich dotyczących różnych branż. Początkowo LinkedIn był wykorzystywany głównie w celach rekrutacyjnych. Wciąż niektórzy uważają, że ich profil to rodzaj wirtualnego CV, a jakąkolwiek aktywność warto wykazywać jedynie w sytuacji poszukiwania pracy. Takie myślenie jednak świadczy o niedocenianiu wszystkich możliwości LinkedIna, w którym obecnie na całym świecie 700 mln użytkowników buduje swoje sieci zawodowych kontaktów. W Polsce o tempie rozwoju może świadczyć fakt, że w ostatnim roku miesięcznie przybywało średnio 40 tys. nowych kont.

A zatem: po co nam LinkedIn?

Po to, żeby rozmawiać o swojej branży, obserwować ekspertów i liderów opinii, być na bieżąco z nowinkami. Ale także po to, by dzielić się swoją wiedzą, chwalić osiągnięciami, omawiać case studies. No i dyskutować. Pamiętając o tym, że portal zrzesza profesjonalistów, lepiej zatem zabierać głos w taki sposób, jakbyśmy to robili na konferencji branżowej.

Oprócz budowania marki osobistej, na LinkedInie można również prowadzić bardziej zaawansowane działania, m.in. rekrutacje, kampanie reklamowe, czy nawiązywanie kontaktów handlowych (social selling). Obok bezpłatnej wersji profilu dostępna jest również wersja premium, umożliwiająca m.in wysyłanie większej liczby wiadomości prywatnych, czy sprawdzanie, kto odwiedził nasz profil.

Przyszłość LinkedIna

Niektórzy mówią, że LinkedIn „fejsbuczeje”. Nie ma na nim co prawda zdjęć z dziećmi, czy wakacyjnych widoków, ostatnio jednak pojawiły się np. stories, wzorowane na tych dostępnych dla użytkowników Instagrama i Facebooka. Jednak, dopóki na Linkedinie ludzie będą przede wszystkim rozmawiać o pracy, pozostanie on wyjątkowy. A biorąc pod uwagę pandemię i niedobór rozmów korytarzowych w biurze, można śmiało prognozować dalszy rozwój tej platformy społecznościowej.

 


Blue Monday

Blue Monday – czyli jak (nie)robić PRu

Określenie Blue Monday na przestrzeni kilkunastu lat stało się niesamowicie popularne. Obecnie jest powszechnie wykorzystywane w kampaniach marketingowych przez co mamy wrażenie, że tego dnia wręcz musimy uronić choć jedną niebieską łzę smutku. W trzeci poniedziałek stycznia Internet zalewają informacje o najbardziej depresyjnym dniu w roku oraz… o promocjach, które mają ten zły dzień poprawić. Ale czy wiecie, że Blue Monday to zwykła bajka?

Blue Monday to mit

Założenie teorii Blue Monday stworzonej przez Cliffa Arnalla (nota bene psychologa) nie jest prawdziwe. Bum! Okazuje się, że wzór na najbardziej depresyjny dzień w roku jest bardzo subiektywny. Dzisiaj, sam twórca przyznaje, że Blue Monday należy do działu: „pseudonauka”, ale spirala nakręca się dalej. Jak to się stało, że tak wielu ludzi uwierzyło w bezsensowny wzór, który wyznacza najsmutniejszy dzień w roku?

Pierwotnie Arnall został poproszony przez agencję PR obsługującą biuro podróży o wyznaczenie najlepszego dnia na zarezerwowanie wakacji. Podczas badań, o ile można je tak nazwać, okazało się, że to właśnie pod koniec stycznia ludzie przybierają nostalgiczną postawę. Owszem, krótki dzień, często brak słońca i ponura pogoda podczas zimowych miesięcy to czynniki negatywnie wpływające na samopoczucie. Natomiast, wzór zawiera dodatkowo niemierzalne zmienne min. poziom motywacji i stan psychiczny. Zatem czy wynik może być realny? Nie sądzę.

Stop normalizacji smutku

Od momentu pojawienia się hasła Blue Monday słychać wiele głosów krytyki pochodzących ze środowiska naukowego. Lekarze twierdzą, że problem depresji i sezonowych zaburzeń afektywnych, w skrócie SAD (Sasonal Affective Disorder), jest bagatelizowany poprzez uproszczenie podejścia do walki ze smutkiem i negatywnymi emocjami. Tańsza rolka sushi, zestaw do aromaterapii czy „podnoszące na duchu” zabiegi pielęgnacji ciała nie są w stanie rozwiązać poważnych problemów, z którymi co raz częściej boryka się społeczeństwo. Przesuwając palcem po tablicy Facebook’a czy Instagrama w trzeci poniedziałek stycznia często można jednak mieć odwrotne wrażenie.

Nagłośnienie oferty popularno-naukowymi wnioskami bez absolutnie żadnych naukowych podstaw przerodziło się w trend, który nieodpowiedzialnie wykorzystują firmy z branży marketingowej i nie tylko. Chwytliwa koncepcja pożyczona na dłużej powoduje bezwiedne, często nieświadome, powtarzanie fałszywej teorii. Teorii, która jest zwyczajnie szkodliwa, szczególnie w dzisiejszych czasach, gdy zaczyna się uwypuklać problem depresji w społeczeństwie.

Jak zatrzymać spiralę Blue Monday?

Sam twórca koncepcji kilka lat temu rozpoczął ruch pod hasłem #StopBlueMonday. Niestety próba wyprostowania bardzo krzywej teorii nie ma siły przebicia. Dowód?  Hashtag promujący przerwanie powielania teorii Blue Monday ma 859 oznaczeń na Instagramie, podczas gdy hasło Blue Monday zostało użyte blisko 800, ale tysięcy, razy!

Obserwując branże uważamy, że nasza praca jest bardzo odpowiedzialna. Dlatego zawsze działamy profesjonalnie, szanujemy klienta i jego otoczenie. Część z nas jest nawet sygnatariuszami Kodeksu Dobrych Praktyki PR Związku Firm Public Relations.


Obrazek pokazujący mężczyznę w centrym handlowym niosącego torby z zamkupami

Customer Experience - co to jest i ile kosztuje?

Świadome i celowe dobieranie działań z uwzględnieniem personalizacji jest kluczowe w strategii kreowania Customer Experience. Należy pamiętać o trzech istotnych elementach, które razem stworzą zarówno niezapomniane doznania dla klienta, jak i możliwości dla marki – bo przecież o to właśnie chodzi, prawda?

Trzyskładnikowy sukces

Klient jest osobą, dla której tworzymy Customer Experience i dlatego zawsze trzeba mieć oczy szeroko otwarte, by zrozumieć jego potrzeby i oczekiwania. Warto pokusić się o wyjście poza granice branży, ponieważ pewne działania są uniwersalne i sprawdzą się niezależnie od tego co sprzedajemy.

To nic odkrywczego, że klienci się różnią, mają odmienne oczekiwania i… inną wartość dla firmy. Tak! Dlatego trzeba ich „posegregować”. Z perspektywy biznesu zasadne jest myślenie w kategorii poziomu potencjału klienta. Taka analiza umożliwia przygotowanie odpowiednich działań dla poszczególnych grup, co daje szanse na trafne inwestycje w najbardziej wartościowe relacje, które mogą umocnić lojalność i przekształcić się w długoterminowe więzi. Trzeba pamiętać, że relacja z firmą i Customer Experience, zaczyna się jeszcze zanim klient dokona zakupu produktu czy usługi. Zatem jakie czynniki trzeba wziąć pod uwagę planując proces tworzenia doświadczenia? Przede wszystkim należy skupić się na kliencie, jego dynamice (wybrać odpowiedni moment) oraz na kanale, który będzie pośrednikiem przekazywanego komunikatu.

Moment i dynamika

Wyobraźmy sobie sytuację, w której zamawiamy produkt, o którym przeczytaliśmy wiele pozytywnych opinii, nakarmiliśmy się jego pięknymi zdjęciami ze strony internetowej i profili w social media. Cały proces zakupu przebiegł szybko i sprawnie, co jeszcze bardziej umacnia nas w przekonaniu, że „to porządna firma”. Emocje rosną, wyczekujemy kuriera i w końcu nadchodzi moment otwarcia paczki… a produkt okazuje się uszkodzony przez co nie możemy go użyć.

Dobre emocje przekształcają się wtedy w niezadowolenie i tabun pytań. W tym momencie firma musi zareagować szybko, bo inaczej klient poczuje się porzucony. Warto wykorzystać wtedy czat i media społecznościowe, które są łatwe i intuicyjne w użyciu, a także autentyczne! Przecież jak tu nie zaufać wiadomości wysłanej z profilu firmy, której konto barwnie żyje każdego dnia? Dobrze zorganizowany biznes zawsze ma zaprojektowaną alternatywną ścieżkę do tej pozytywnej i radosnej. Okazanie zainteresowania i sprawienie, że klient poczuje się „zaopiekowany” i wysłuchany – niezależnie od rodzaju feedbacku – tworzy tytułowe Customer Experience.

Każda relacja z klientem ma swoją dynamikę. Znajdziemy w niej momenty o kluczowym znaczeniu dla zaangażowania, ale też takie, które mają znacznie mniejsze przełożenie na oceny klientów czy ich zachowania. Warto zidentyfikować́ te momenty prawdy, dzięki temu można zaoszczędzić na inwestycjach, które w mniejszym stopniu, bądź wcale, nie przełożą się na efekty biznesowe.

Weźmy np. kwestię ceny. Prawdopodobnie w większości przypadków to ona decyduje o zakupie, natomiast nie uczyni klienta szczęśliwym i nie zaangażuje go w dłuższy związek z marką.

Kanał

Cyfrowa era omnichannel oferuje szeroki wachlarz możliwości kontaktu z obecnymi i potencjalnymi klientami. Dzięki świadomemu zintegrowaniu odpowiednich kanałów i narzędzi jesteśmy w stanie stworzyć spójne doświadczenie oraz kształtować optymalny model usługi. Co jest fundamentem komunikacji? Przede wszystkim należy pamiętać o przejrzystości, intuicyjności i funkcjonalności procesu.

W raporcie Izby Gospodarki Elektronicznej „Porzucony e-koszyk” czytamy, że tylko co trzeci koszyk jest od razu opłacany. Dlaczego? Często klienci poszukują możliwych zniżek, darmowej dostawy czy po prostu odkładają decyzję w czasie, by uniknąć kompulsywnych zakupów. Z perspektywy firmy dobrze jest dawać możliwości i komunikować je. Według badania Gemius „E-commerce w Polsce” w 2019 roku ponad połowa klientów cyfrowych zadeklarowała, że to możliwość odesłania produktu kurierem (door-to-door) zachęca ich najbardziej do dokonania zakupu. Drugim elementem są szybkie przelewy (w szczególności ostatnio niezwykle popularny blik).

Poza technicznymi aspektami na odczucia klientów wpływają działania CSR (Corporate Social Responsability), które umacniają w przekonaniu, że firma dba o środowisko naturalne oraz społeczne, w którym działa. Raport „Deloitte Global Millennial Survey 2020” wskazuje na to, że 3 na 5 przedstawicieli pokolenia Y i Z jest zdania, że biznes pokazał podczas pandemii prawdziwe zaangażowanie w sprawy społeczne, co oznacza, że firmy działały w real time, wyznaczając konkretnych odbiorców (klient), kierując działania w specyficznym czasie (moment) w docierając do odbiorców w konkretny sposób (kanał). Więcej o działaniach CSR podczas pandemii przeczytacie tutaj.

Zatem, ile kosztuje Customer Experience? Działania komunikacyjne i PR prowadzone przez firmę lub markę muszą być częścią procesu tworzenia doświadczeń klienta, dlatego z pewnością dla tych, którzy nie przypisują im wagi ta cena będzie znacznie wyższa. Tworzenie relacji jest niezwykle złożonym procesem i wyzwaniem. Należy śledzić trendy, analizować je i personalizować działania biznesowe, pamiętając, że to właśnie personalizacja jest kluczem do sukcesu!


Obrazek pokazujący telefon z interface Instagrama na tle miasta

Mobilny przybornik specjalisty ds. Social Media # Instagram

Smartfon jest nieodłącznym elementem pracy w social mediach. Można go porównać do nowoczesnego piórnika, dlatego, że daje możliwość tworzenia wirtualnych treści. Istnieje wiele narzędzi pomocnych w przygotowaniu wymarzonego contentu. Dzisiejsze możliwości technologiczne sprawiają, że nie jest konieczna znajomość specjalistycznych programów, by konto wyglądało profesjonalnie. Przedstawiamy wirtualny, mobilny przybornik specjalisty ds. Social Media, który można zabrać ze sobą wszędzie. Dzięki niemu stworzysz, zaplanujesz, opublikujesz i przeanalizujesz treści na swoim Instagramie.

Bitly

Znany i lubiany „skracacz” linków, ale czy wiesz, że poza skracaniem potrafi także liczyć? Prowadzenie konta na Instagramie ze stosunkowo małą liczbą followersów wiąże się z pewnymi ograniczeniami.

Przykład: konta posiadające poniżej 10 tys. obserwujących nie mają opcji dodania linku typu „swipe up” do Insta Story. Nawet konta biznesowe są w tej sytuacji ograniczone i jedyne co mogą zrobić to odesłać użytkownika do swojego sklepu na Facebooku, a potem na stronę internetową. Jak to obejść?

Wyobraź sobie, że chcesz podzielić się pełną treścią artykułu lub podcastu. Najprościej byłoby skierować obserwatora bezpośrednio do strony, na której się znajdują, ale tu napotykasz ścianę w postaci braku możliwości dodania call to action. Co więc zrobić? Zainwestuj swój czas w stworzenie frapującego i nieszablonowego, z dozą niedosytu, Insta Story, które zachęci obserwatora to przejścia na profil. Skrócony w bitly link umieść w bio i śledź, ile osób kliknęło w link!

Unfold

Żyjemy w czasach nadprodukcji treści i kulturze nanosekundy, przez co ścieżka użytkowników aplikacji zmieniła się z horyzontalnej (przewijania feedu) na wertykalną (Insta Stories) – jak to do niedawna było w aplikacji Instagram.

Unfold jest prostym narzędziem umożliwiającym tworzenie relacji. Proponuje tzw. „templates”, czyli szablony. Wystarczy jedynie wybrać zdjęcie z galerii oraz lukę, gdzie ma się ono znaleźć. Dodatkowo można umieścić własny tekst napisany wybranym fontem o pożądanej wielkości. Znajdą się też, popularne ostatnio, naklejki.

Mojo

Aplikacja Mojo pozwala na wprowadzenie ruchu do contentu, co przyciągnie uwagę obserwatora, który zatrzyma palec na ekranie na moment dłużej niż zazwyczaj – przecież o to chodzi, prawda?

W momencie, gdy żyjemy pod presją czasu, a szum informacyjny daje się we znaki, dobrym rozwiązaniem stają się ruchome treści, które wytyczą kierunek obserwatorowi i ułatwią mu podążanie za tekstem. Zgodnie z modelem koncepcji „Spotlight model of atttention” wzrok może być skupiony na pewnym punkcie lub obszarze, ale uwaga może zostać nakierowana na inne regiony pola wzrokowego za pomocą tzw. wskazówek centralnych (strzałki) lub peryferycznych (błysku światła, poruszającego się elementu).

Caption Maker

Zawsze warto „wpuścić trochę powietrza do tekstu” w postaci enterów między akapitami. Taki zabieg uporządkuje treść, sprawi, że będzie przejrzysta i uwypukli najważniejsze elementy. Pewnie zastanawiacie się jak to zrobić, bo zwykły enter na klawiaturze nie zawsze daje zamierzony efekt. Wystarczy wkleić gotowe copy do aplikacji Caption Maker, która umieszcza niewidzialne entery na stałe, dzięki czemu Instagram odczytuje je jako znaki i pozwala na zapisanie treści posta dokładnie tak, jak chcemy, żeby wyglądał.

PLANN

Ta aplikacja jest pewnego rodzaju rozbudowanym organizerem, który pozwala zebrać treści graficzne i tekstowe w jednym miejscu. Można podłączyć do niej konto Instagram i z jej poziomu publikować posty na profilu, a następnie analizować ich zasięgi, liczbę serduszek i komentarzy. W PLANN możemy tworzyć posty w symulatorze feedu, zarządzać nimi przeciągając je po ekranie palcem i zmieniając ich miejsce. Aplikacja daje także możliwość zaplanowania treści na konkretny dzień i godzinę (istnieje nawet opcja ustawienia przypomnienia o publikacji!).

Ponadto, w najnowszej wersji narzędzia można skorzystać z rozwiązań Canvy (graficznego programu online) oraz darmowych baz ze zdjęciami typu free stock, dzielić się treścią za pośrednictwem innych aplikacji dosłownie dwoma kliknięciami. Na koniec… pojawiła się również możliwość planowania contentu bez dostępu do Internetu, zatem możesz planować nie dość, że mobile to jeszcze offline!

 

Co sekundę do serwisu Instagram wpada blisko 1000 zdjęć, co daje ponad 86 milionów na dobę, czyli dwa razy tyle, ile ludzi zamieszkuje Argentynę! Codziennie ponad 500 milionów użytkowników jest aktywnych na Insta Story. Liczby mówią same za siebie – Instagram jest potężnym narzędziem, o ogromnych możliwościach. W czasach nanosekundy trzeba walczyć o uwagę, a z tymi narzędziami będzie znacznie łatwiej, szybciej i skuteczniej!


Obrazek pokazujący grafikę Google

Cmentarzysko Google - czyli dlaczego nie o genialny pomysł chodzi

Czy jest jakiś przepis na sukces, który warunkuje powodzenie lub niepowodzenie przedsięwzięcia? Niestety nie dysponujemy na razie takim wzorem, jednak najwięcej można nauczyć się na błędach najlepiej cudzych. Kopalnią, a właściwie cmentarzyskiem ciekawych refleksji na ten temat jest strona gcemetery.com. Zebrano tu wszystkie pomysły Google’a, które okazały się fiaskiem. Jednym z nich był gadżet rodem z serii o agencie Bondzie. Jamesie Bondzie.

Co mogło pójść nie tak?

Inicjatywa Google Glass powstała na założeniu, a nie realnej potrzebie. Nowatorskie okulary miały pozwolić na bezpośrednie łączenie się z Siecią i korzystanie z filtra sztucznej inteligencji, który informowałby na bieżąco o zwiększonym ruchu na drodze do pracy lub aktualnej prognozie pogody. Brzmi świetnie, prawda? Niestety Google nie wziął pod uwagę, że w 2020 r. będziemy raczej dążyli do zminimalizowania nasycenia bodźcami. Potrzeba odcięcia się od świata online jest widoczna zwłaszcza u pokolenia, które od najmłodszych lat korzystało z jego dobrodziejstw i już teraz ma problem z oddzieleniem świata wykreowanego z tym realnym.

Zagrożenia online’u

Posiadamy już pewną wiedzę dotyczącą wpływu mediów społecznościowych na kształtowanie się psychiki młodzieży. Ciekawą perspektywę na to zagadnienie dało badanie przeprowadzone przez University College London i Imperial College London. Przeanalizowano w nim zachowanie ok. 10000 nastolatków z Wielkiej Brytanii. Przez kilka lat śledzono czas spędzany przez nich w aplikacjach, takich jak Facebook, Instagram, Twitter, Snapchat czy WhatsApp. Po tym czasie zaczęto dociekać, czy problemy, z którymi boryka się młodzież na co dzień (cyberprzemoc, problemy ze snem, złe samopoczucie), mogą być bezpośrednio powiązane z użytkowaniem mediów społecznościowych.

Faktycznie, im częściej nastolatki korzystały z mediów społecznościowych, tym na większy stres psychiczny się skarżyły. Jednak największym zagrożeniem świata online wydaje się tak naprawdę kradzież czasu. Czas spędzony przed ekranem smartfona zabiera użytkownikiem okazję do wyspania się, ćwiczeń czy spotkań twarzą w twarz ze znajomymi – rzeczy te są ściśle związane ze zdrowiem psychicznym. I to właśnie m.in. brak tej świadomości pogrzebał innowacyjny pomysł Google’a.

Strach przed inwigilacją

Jak wiele wie o nas nasz smartfon? Kto jest już przyzwyczajony do otrzymywania informacji o tym, że droga do domu lub pracy jest o kilkanaście minut dłuższa niż zazwyczaj? Właśnie niechęć przed utratą prywatności była drugą prawdopodobną przyczyną wycofania projektu Google Glass. Trudno sobie wyobrazić, że w dobie oswajania się z RODO, organy prawne byłyby w stanie egzekwować odpowiednie regulacje dla okularów, które śledzą wszystko, co widzi ich użytkownik – np. przechodniów.

Mimo wszystko pomysł Google Glass może zostać reaktywowany w przyszłości. Czy tak się stanie? A może patent zostanie przez jakąś firmę lub instytucję wykupiony? Nic na razie na ten temat nie wiadomo. Jednak pomysł Google można wykorzystać do pewnej lekcji. Przed wprowadzeniem każdego produktu konieczna jest analiza aspektów prawnych, trendów rynkowych oraz zachowań grupy docelowej. Bez pogłębionych badań łatwo dać się ponieść przekonaniu o geniuszu własnego pomysłu i tym samym podzielić los Google Glass.


Narzędzia marketingowe

Narzędzia marketingowe na czas lockdownu

Jeśli ktoś z branży marketingowej i PR-owej miał do tej pory problemy z elastycznością, jego problem rozwiązały pandemiczne realia. Dostosowanie się do pracy w warunkach domowych wymusiło poszukiwanie nowoczesnych form komunikacji, a niepewność związana z możliwością utraty pracy zmotywowała niektórych do poszerzania swoich kompetencji. Stopniowo wracamy do „normalności”, ale nie zapominajmy o możliwościach, które oferuje świat online. Jakie narzędzia marketingowe warto w związku z tym zachować w pamięci? Gdzie szukać wiedzy dotyczącej SEO, content marketingu, social mediów czy e-mail marketingu?

1. Webinary, konferencje i narzędzia do transmisji online

W dobie powszechności dostępu do wiedzy szkoda nie wykorzystać potencjału wyszukiwarki Google, która zdaje się wiedzieć wszystko. Jeśli jednak potrzebujesz konkretnej wiedzy, poszukaj autorytetu w branży - może dzieli się on wiedzą w social mediach? Część szkoleń z powodzeniem przeniosła się z offline do online a ich organizatorzy oferują za uczestnictwo dodatkowe rabaty. Można do takiego wydarzenia wykorzystać narzędzia marketingowe takie jak Streamyard, umożliwiające wywiady na żywo z platform takich jak Facebook, YouTube oraz LinkedIn.

Jedną z ciekawszych form nauki są webinary, które pozwalają zgłębiać np. tajniki różnych zawodów. Ciekawią Cię kwestie związane z transportem? A może chcesz poznać najnowsze trendy w komunikacji B2C? Szukaj informacji u źródeł, a więc fachowców, którzy zdradzą Ci kulisy swojej pracy - bardzo często bez opłat.

Jeśli Twój zespół marketingowy (i nie tylko) potrzebuje komunikować się na bieżąco, dobrym rozwiązaniem jest aplikacja ZOOM. Pozwala na darmowe 40-minutowe połączenia w grupach do 50 osób. Warto wykorzystać fakt, że ZOOM umożliwia udostępnianie ekranu oraz nagrywanie konferencji.

2. Kursy Google, czyli internetowe rewolucje

Jeśli jesteś na początku swojej drogi w PR i nie wiesz, jakie narzędzia marketingowe są adekwatne dla Twojego stanowiska, na pewno nie zaszkodzi uporządkować wiedzę, którą dotychczas nabyłeś. Google ma w swojej ofercie darmowe kursy takie jak: podstawy marketingu internetowego, zwiększanie bezpieczeństwa firmy w Internecie, jej pozycjonowanie czy sposoby na pozyskanie nowych klientów. Każdy z kursów trwa określoną, z góry wskazaną, liczbę godzin i posiada system modułowy, który na każdym etapie weryfikuje nabytą wiedzę. Po odbyciu kursu otrzymuje się certyfikat, którym warto pochwalić się na swoim profilu na LinkedIn. Po co? Pracownik, który chce zdobywać wiedzę to wizytówka dla obecnego pracodawcy.
P.S. Sprawdźcie też kurs Google Analytics for Beginners.

3. Verseo - czyli skuteczne pozycjonowanie od podstaw

SEO, a właściwie Search Engine Optimization, to nic innego jak optymalizacja treści pod kątem wyszukiwarki internetowej. Zastanawiasz się, jak sprawić, aby Twoja strona pojawiała się wcześniej w propozycjach? Dlaczego nie należy tworzyć stron www za pomocą kreatorów?  Kurs Verseo to codzienny newsletter z 40 lekcjami i doskonałe narzędzie do nauki, pozwalające lepiej zrozumieć algorytm Google i lepiej promować własną markę w Sieci.

Inne

Również Freshmail czy Brand24 oferują darmowe kursy, które z jednej strony uczą o zagadnieniach, którymi się zajmują (e-mail marketing oraz monitoring mediów), z drugiej zaś pokazują, na jakiej zasadzie działają. Nawet jeśli nie planujesz wykupić dostępu do ich platformy, możesz dowiedzieć się więcej. Monitorowanie mediów to jedno z ważniejszych zadań content marketingu. Pozwoli Ci też sprawdzić pozycjonowanie firmy na tle konkurencji. Mierz działania marketingowe - to jedyny sposób na sprawdzenie, czy faktycznie są skuteczne.

4. Opanuj w końcu Excela!

Narzędzia narzędziami, jednak pracując w agencjach PR-owych, kreatywnych lub gdziekolwiek indziej, to więcej niż pewne, że nieznajomość Excela będzie do Ciebie wracać niczym bumerang. Umiejętność analizowania danych, sporządzanie budżetów, tworzenie baz do dystrybucji informacji prasowych…  Dobra wiadomość brzmi następująco: program ten możesz opanować w przyzwoitym stopniu za darmo, wchodząc na: http://excelszkolenie.pl.

5. Sieć kontaktów na Linkedinie

LinkedIn na każdym szczeblu kariery może przynieść korzyści. Copywriterzy załączają do swoich profili teksty jako dowód biegłości w sztuce pisarskiej, specjaliści ds. CSR-u udostępniają przeprowadzone kampanie społeczne. Wszystko po to, aby nie być anonimowym i wyróżnić się w tłumie osób, mających podobne kompetencje. Zadbaj o sieć swoich kontaktów - dodawaj do niej współpracowników, kontrahentów lub po prostu osoby, których wpisy z przyjemnością czytasz. Pamiętaj, że LinkedIn to również narzędzie marketingowe dla specjalistów HR, którzy z pewnością docenią wiedzę, popartą konkretnymi certyfikatami.


Kondycja marketingu offline w dobie omnichannel

Choć reklama online to chleb powszedni marketerów, jednak w wielu przypadkach to o reklamie offline mówi się głośniej. Większe jest tu chyba pole do popisu, a odpowiednio zorganizowany happening czy chwytliwe hasło na billboardzie i tak hula w online. Które branże kochają offline? Czy na rynku jest wciąż miejsce np. dla gazetek promocyjnych?

Narzędzia marketerów

Jesteśmy chwilę po wyborach parlamentarnych 2019 roku. I jak zwykle można było spotkać na ulicach entuzjastów tej, czy innej partii, namawiających do oddania głosu właśnie na ich kandydatów. Co ich łączyło? Każdy oferował przechodniom tradycyjną ulotkę. 

Oczywiście większość z nas jest już ściśle za pan brat z digital marketingiem, nic jednak nie zapowiada, aby popularność offline marketingu miała drastycznie spaść. Potwierdzeniem tej tezy zdaje się obecny trend określany mianem omnichannel, który dotyczy ostatecznie większości konsumentów. Poza tym nie ma niczego dziwnego w tym, że agencje reklamowe łączą w kampaniach wiele mediów, aby w komunikacji mobilizować np. wszystkie grupy wiekowe. 

Za skutecznością marketingu offline wciąż przemawia jego oryginalność. Ponieważ większość firm skupia się raczej na reklamie online, nieszablonowa akcja w realu ma większy potencjał dostrzeżenia. Przykład? Platforma Netflix, która chętnie wychodzi poza ramy świata wirtualnego, realizując fabularne scenariusze reklamowe w realu (patrz zdjęcie poniżej).

Źródło: https://justinpettit.com/netflix-haus-des-geldes

Omnichannelowy zawrót głowy?

Z badania EY “Konsument w dobie omnichannel” z maja 2019 roku wynika, że choć Polacy stają się coraz bardziej „cyfrowi”, blisko 60 proc. robi zakupy zarówno metodą online, jak i stacjonarnie. Natomiast wraz z wiekiem użytkowanie kanału online spada – co widać w preferencjach zakupowych konsumentów w wieku 50+. Dlatego sklepy stacjonarne powinny zostać uwzględnione w strategii marketingowej. Największy współczynnik preferencji zakupu stacjonarnego ma branża spożywcza – 90 proc. klientów woli udać się do sklepu niż zamówić zakupy do domu.

Problem utrzymania równowagi

Aby idea omnichannel działała zgodnie z założeniami, konieczna jest równowaga między mediami online oraz offline. Niestety, jak wynika z badania „Getting Media Right: Marketing in Motion” Kantar, prawie połowa marketerów z całego świata przyznaje, że synergia między tymi dwoma kanałami sprawia im trudność. To samo badanie zwraca uwagę na fakt, że zaskakująca liczba reklamodawców i firm medialnych (aż 40 proc.) nie jest pewna swoich działań medialnych. Można to podsumować zaskakującą tezą: marketerzy często działają po omacku. I choć obecność w sieci jest konieczna, to dywersyfikacja środków przekazu jest podstawą nowoczesnej komunikacji marketingowej.

Skuteczność marketingu offline

Według badań GfK „Shoping Monitor 2019” zdecydowanie najważniejszym źródłem informacji o promocjach w sieciach handlowych pozostają gazetki reklamowe.

Niemal 60 proc. nabywców deklaruje, że robi zakupy przynajmniej od czasu do czasu, bazując na informacjach z gazetek. Potwierdza to także ankieta dziennika Rzeczpospolita, w której 47 proc. respondentów przyznało, że papierowe gazetki są dla nich głównym źródłem informacji o promocjach. Dopiero jako kolejne wymieniali: reklamę telewizyjną, plakaty w sklepie oraz wpływ najbliższej rodziny i znajomych. Badanie Focus „Promotion Insigths 2019 Poland” przeprowadzone w 17 krajach wskazuje wyraźną dominację ulotek jako silnego motywatora skłaniającego do zakupu. Według tego badania w branży spożywczej aż 59 proc. klientów decyduje się na zakupy po obejrzeniu papierowej ulotki, a łącznie ponad 77 proc. konsumentów korzysta z reklamy w formie offline (ulotki, gazety, billboardy) przed zakupami.

Gazetka to must have?

Niedawno ukazało się także badanie CTRL System (największej firmy zajmującej się kolportażem) oraz Nielsena. Skoncentrowano się w nim na analizie narzędzi promocyjnych wykorzystywanych przez dyrektorów marketingu sieci handlowych. Dużo uwagi poświęcono gazetkom promocyjnym, ponieważ zdaniem badanych dyrektorów jest to najlepsza i najskuteczniejsza forma komunikacji z klientami, jeśli kryterium jest realizacja celu sprzedażowego. Ponadto istnieją branże, dla których papierowa gazetka to tzw. must have. Dotyczy to artykułów spożywczych, mebli i wyposażenia wnętrz. Istotną kwestią jest jednak jakość kolportażu, który decyduje o skuteczności działania gazetki promocyjnej.

Ponadto konsumenci wykazują przywiązanie sentymentalne do tej formy reklamy. Co więcej w opinii większości rozmówców gazetki są obecnie nie do zastąpienia. Jednak, na co trzeba zwrócić uwagę, marketerzy spodziewają się, że sytuacja ta jest dynamiczna i prawdopodobnie będzie się zmieniać w przyszłości.

Jak się wyróżnić na rynku?

Nie zapominajmy również, że w dobie wszechobecnej cyfryzacji, papier daje oczywistą możliwość dotknięcia reklamy. Gazetki reklamowe czy ulotki oddziałują na nasze zmysły. Wpisuje się to również w trend personalizacji relacji z klientem, który oczywiście lubi poczuć się wyjątkowo. Pytanie, w jaki sposób najłatwiej to osiągnąć? Istnieje duża szansa, że każda niecodzienna – czyli raczej już niekoniecznie spowszedniała cyfrowa – forma przekazu dotrze do konsumenta skuteczniej.

*Artykuł ukazał się w najnowszym numerze Marketingu w Praktyce. Znajdziecie tam również wiele innych ciekawych materiałów m.in. o influencer marketingu czy podcastach. Magazyn kupicie w Empiku 🙂