Obrazek pokazujący telefon z interface Instagrama na tle miasta

Mobilny przybornik specjalisty ds. Social Media # Instagram

Smartfon jest nieodłącznym elementem pracy w social mediach. Można go porównać do nowoczesnego piórnika, dlatego, że daje możliwość tworzenia wirtualnych treści. Istnieje wiele narzędzi pomocnych w przygotowaniu wymarzonego contentu. Dzisiejsze możliwości technologiczne sprawiają, że nie jest konieczna znajomość specjalistycznych programów, by konto wyglądało profesjonalnie. Przedstawiamy wirtualny, mobilny przybornik specjalisty ds. Social Media, który można zabrać ze sobą wszędzie. Dzięki niemu stworzysz, zaplanujesz, opublikujesz i przeanalizujesz treści na swoim Instagramie.

Bitly

Znany i lubiany „skracacz” linków, ale czy wiesz, że poza skracaniem potrafi także liczyć? Prowadzenie konta na Instagramie ze stosunkowo małą liczbą followersów wiąże się z pewnymi ograniczeniami.

Przykład: konta posiadające poniżej 10 tys. obserwujących nie mają opcji dodania linku typu „swipe up” do Insta Story. Nawet konta biznesowe są w tej sytuacji ograniczone i jedyne co mogą zrobić to odesłać użytkownika do swojego sklepu na Facebooku, a potem na stronę internetową. Jak to obejść?

Wyobraź sobie, że chcesz podzielić się pełną treścią artykułu lub podcastu. Najprościej byłoby skierować obserwatora bezpośrednio do strony, na której się znajdują, ale tu napotykasz ścianę w postaci braku możliwości dodania call to action. Co więc zrobić? Zainwestuj swój czas w stworzenie frapującego i nieszablonowego, z dozą niedosytu, Insta Story, które zachęci obserwatora to przejścia na profil. Skrócony w bitly link umieść w bio i śledź, ile osób kliknęło w link!

Unfold

Żyjemy w czasach nadprodukcji treści i kulturze nanosekundy, przez co ścieżka użytkowników aplikacji zmieniła się z horyzontalnej (przewijania feedu) na wertykalną (Insta Stories) – jak to do niedawna było w aplikacji Instagram.

Unfold jest prostym narzędziem umożliwiającym tworzenie relacji. Proponuje tzw. „templates”, czyli szablony. Wystarczy jedynie wybrać zdjęcie z galerii oraz lukę, gdzie ma się ono znaleźć. Dodatkowo można umieścić własny tekst napisany wybranym fontem o pożądanej wielkości. Znajdą się też, popularne ostatnio, naklejki.

Mojo

Aplikacja Mojo pozwala na wprowadzenie ruchu do contentu, co przyciągnie uwagę obserwatora, który zatrzyma palec na ekranie na moment dłużej niż zazwyczaj – przecież o to chodzi, prawda?

W momencie, gdy żyjemy pod presją czasu, a szum informacyjny daje się we znaki, dobrym rozwiązaniem stają się ruchome treści, które wytyczą kierunek obserwatorowi i ułatwią mu podążanie za tekstem. Zgodnie z modelem koncepcji „Spotlight model of atttention” wzrok może być skupiony na pewnym punkcie lub obszarze, ale uwaga może zostać nakierowana na inne regiony pola wzrokowego za pomocą tzw. wskazówek centralnych (strzałki) lub peryferycznych (błysku światła, poruszającego się elementu).

Caption Maker

Zawsze warto „wpuścić trochę powietrza do tekstu” w postaci enterów między akapitami. Taki zabieg uporządkuje treść, sprawi, że będzie przejrzysta i uwypukli najważniejsze elementy. Pewnie zastanawiacie się jak to zrobić, bo zwykły enter na klawiaturze nie zawsze daje zamierzony efekt. Wystarczy wkleić gotowe copy do aplikacji Caption Maker, która umieszcza niewidzialne entery na stałe, dzięki czemu Instagram odczytuje je jako znaki i pozwala na zapisanie treści posta dokładnie tak, jak chcemy, żeby wyglądał.

PLANN

Ta aplikacja jest pewnego rodzaju rozbudowanym organizerem, który pozwala zebrać treści graficzne i tekstowe w jednym miejscu. Można podłączyć do niej konto Instagram i z jej poziomu publikować posty na profilu, a następnie analizować ich zasięgi, liczbę serduszek i komentarzy. W PLANN możemy tworzyć posty w symulatorze feedu, zarządzać nimi przeciągając je po ekranie palcem i zmieniając ich miejsce. Aplikacja daje także możliwość zaplanowania treści na konkretny dzień i godzinę (istnieje nawet opcja ustawienia przypomnienia o publikacji!).

Ponadto, w najnowszej wersji narzędzia można skorzystać z rozwiązań Canvy (graficznego programu online) oraz darmowych baz ze zdjęciami typu free stock, dzielić się treścią za pośrednictwem innych aplikacji dosłownie dwoma kliknięciami. Na koniec… pojawiła się również możliwość planowania contentu bez dostępu do Internetu, zatem możesz planować nie dość, że mobile to jeszcze offline!

 

Co sekundę do serwisu Instagram wpada blisko 1000 zdjęć, co daje ponad 86 milionów na dobę, czyli dwa razy tyle, ile ludzi zamieszkuje Argentynę! Codziennie ponad 500 milionów użytkowników jest aktywnych na Insta Story. Liczby mówią same za siebie – Instagram jest potężnym narzędziem, o ogromnych możliwościach. W czasach nanosekundy trzeba walczyć o uwagę, a z tymi narzędziami będzie znacznie łatwiej, szybciej i skuteczniej!


Obrazek pokazujący grafikę Google

Cmentarzysko Google - czyli dlaczego nie o genialny pomysł chodzi

Czy jest jakiś przepis na sukces, który warunkuje powodzenie lub niepowodzenie przedsięwzięcia? Niestety nie dysponujemy na razie takim wzorem, jednak najwięcej można nauczyć się na błędach najlepiej cudzych. Kopalnią, a właściwie cmentarzyskiem ciekawych refleksji na ten temat jest strona gcemetery.com. Zebrano tu wszystkie pomysły Google’a, które okazały się fiaskiem. Jednym z nich był gadżet rodem z serii o agencie Bondzie. Jamesie Bondzie.

Co mogło pójść nie tak?

Inicjatywa Google Glass powstała na założeniu, a nie realnej potrzebie. Nowatorskie okulary miały pozwolić na bezpośrednie łączenie się z Siecią i korzystanie z filtra sztucznej inteligencji, który informowałby na bieżąco o zwiększonym ruchu na drodze do pracy lub aktualnej prognozie pogody. Brzmi świetnie, prawda? Niestety Google nie wziął pod uwagę, że w 2020 r. będziemy raczej dążyli do zminimalizowania nasycenia bodźcami. Potrzeba odcięcia się od świata online jest widoczna zwłaszcza u pokolenia, które od najmłodszych lat korzystało z jego dobrodziejstw i już teraz ma problem z oddzieleniem świata wykreowanego z tym realnym.

Zagrożenia online’u

Posiadamy już pewną wiedzę dotyczącą wpływu mediów społecznościowych na kształtowanie się psychiki młodzieży. Ciekawą perspektywę na to zagadnienie dało badanie przeprowadzone przez University College London i Imperial College London. Przeanalizowano w nim zachowanie ok. 10000 nastolatków z Wielkiej Brytanii. Przez kilka lat śledzono czas spędzany przez nich w aplikacjach, takich jak Facebook, Instagram, Twitter, Snapchat czy WhatsApp. Po tym czasie zaczęto dociekać, czy problemy, z którymi boryka się młodzież na co dzień (cyberprzemoc, problemy ze snem, złe samopoczucie), mogą być bezpośrednio powiązane z użytkowaniem mediów społecznościowych.

Faktycznie, im częściej nastolatki korzystały z mediów społecznościowych, tym na większy stres psychiczny się skarżyły. Jednak największym zagrożeniem świata online wydaje się tak naprawdę kradzież czasu. Czas spędzony przed ekranem smartfona zabiera użytkownikiem okazję do wyspania się, ćwiczeń czy spotkań twarzą w twarz ze znajomymi – rzeczy te są ściśle związane ze zdrowiem psychicznym. I to właśnie m.in. brak tej świadomości pogrzebał innowacyjny pomysł Google’a.

Strach przed inwigilacją

Jak wiele wie o nas nasz smartfon? Kto jest już przyzwyczajony do otrzymywania informacji o tym, że droga do domu lub pracy jest o kilkanaście minut dłuższa niż zazwyczaj? Właśnie niechęć przed utratą prywatności była drugą prawdopodobną przyczyną wycofania projektu Google Glass. Trudno sobie wyobrazić, że w dobie oswajania się z RODO, organy prawne byłyby w stanie egzekwować odpowiednie regulacje dla okularów, które śledzą wszystko, co widzi ich użytkownik – np. przechodniów.

Mimo wszystko pomysł Google Glass może zostać reaktywowany w przyszłości. Czy tak się stanie? A może patent zostanie przez jakąś firmę lub instytucję wykupiony? Nic na razie na ten temat nie wiadomo. Jednak pomysł Google można wykorzystać do pewnej lekcji. Przed wprowadzeniem każdego produktu konieczna jest analiza aspektów prawnych, trendów rynkowych oraz zachowań grupy docelowej. Bez pogłębionych badań łatwo dać się ponieść przekonaniu o geniuszu własnego pomysłu i tym samym podzielić los Google Glass.


Narzędzia marketingowe

Narzędzia marketingowe na czas lockdownu

Jeśli ktoś z branży marketingowej i PR-owej miał do tej pory problemy z elastycznością, jego problem rozwiązały pandemiczne realia. Dostosowanie się do pracy w warunkach domowych wymusiło poszukiwanie nowoczesnych form komunikacji, a niepewność związana z możliwością utraty pracy zmotywowała niektórych do poszerzania swoich kompetencji. Stopniowo wracamy do „normalności”, ale nie zapominajmy o możliwościach, które oferuje świat online. Jakie narzędzia marketingowe warto w związku z tym zachować w pamięci? Gdzie szukać wiedzy dotyczącej SEO, content marketingu, social mediów czy e-mail marketingu?

1. Webinary, konferencje i narzędzia do transmisji online

W dobie powszechności dostępu do wiedzy szkoda nie wykorzystać potencjału wyszukiwarki Google, która zdaje się wiedzieć wszystko. Jeśli jednak potrzebujesz konkretnej wiedzy, poszukaj autorytetu w branży - może dzieli się on wiedzą w social mediach? Część szkoleń z powodzeniem przeniosła się z offline do online a ich organizatorzy oferują za uczestnictwo dodatkowe rabaty. Można do takiego wydarzenia wykorzystać narzędzia marketingowe takie jak Streamyard, umożliwiające wywiady na żywo z platform takich jak Facebook, YouTube oraz LinkedIn.

Jedną z ciekawszych form nauki są webinary, które pozwalają zgłębiać np. tajniki różnych zawodów. Ciekawią Cię kwestie związane z transportem? A może chcesz poznać najnowsze trendy w komunikacji B2C? Szukaj informacji u źródeł, a więc fachowców, którzy zdradzą Ci kulisy swojej pracy - bardzo często bez opłat.

Jeśli Twój zespół marketingowy (i nie tylko) potrzebuje komunikować się na bieżąco, dobrym rozwiązaniem jest aplikacja ZOOM. Pozwala na darmowe 40-minutowe połączenia w grupach do 50 osób. Warto wykorzystać fakt, że ZOOM umożliwia udostępnianie ekranu oraz nagrywanie konferencji.

2. Kursy Google, czyli internetowe rewolucje

Jeśli jesteś na początku swojej drogi w PR i nie wiesz, jakie narzędzia marketingowe są adekwatne dla Twojego stanowiska, na pewno nie zaszkodzi uporządkować wiedzę, którą dotychczas nabyłeś. Google ma w swojej ofercie darmowe kursy takie jak: podstawy marketingu internetowego, zwiększanie bezpieczeństwa firmy w Internecie, jej pozycjonowanie czy sposoby na pozyskanie nowych klientów. Każdy z kursów trwa określoną, z góry wskazaną, liczbę godzin i posiada system modułowy, który na każdym etapie weryfikuje nabytą wiedzę. Po odbyciu kursu otrzymuje się certyfikat, którym warto pochwalić się na swoim profilu na LinkedIn. Po co? Pracownik, który chce zdobywać wiedzę to wizytówka dla obecnego pracodawcy.
P.S. Sprawdźcie też kurs Google Analytics for Beginners.

3. Verseo - czyli skuteczne pozycjonowanie od podstaw

SEO, a właściwie Search Engine Optimization, to nic innego jak optymalizacja treści pod kątem wyszukiwarki internetowej. Zastanawiasz się, jak sprawić, aby Twoja strona pojawiała się wcześniej w propozycjach? Dlaczego nie należy tworzyć stron www za pomocą kreatorów?  Kurs Verseo to codzienny newsletter z 40 lekcjami i doskonałe narzędzie do nauki, pozwalające lepiej zrozumieć algorytm Google i lepiej promować własną markę w Sieci.

Inne

Również Freshmail czy Brand24 oferują darmowe kursy, które z jednej strony uczą o zagadnieniach, którymi się zajmują (e-mail marketing oraz monitoring mediów), z drugiej zaś pokazują, na jakiej zasadzie działają. Nawet jeśli nie planujesz wykupić dostępu do ich platformy, możesz dowiedzieć się więcej. Monitorowanie mediów to jedno z ważniejszych zadań content marketingu. Pozwoli Ci też sprawdzić pozycjonowanie firmy na tle konkurencji. Mierz działania marketingowe - to jedyny sposób na sprawdzenie, czy faktycznie są skuteczne.

4. Opanuj w końcu Excela!

Narzędzia narzędziami, jednak pracując w agencjach PR-owych, kreatywnych lub gdziekolwiek indziej, to więcej niż pewne, że nieznajomość Excela będzie do Ciebie wracać niczym bumerang. Umiejętność analizowania danych, sporządzanie budżetów, tworzenie baz do dystrybucji informacji prasowych…  Dobra wiadomość brzmi następująco: program ten możesz opanować w przyzwoitym stopniu za darmo, wchodząc na: http://excelszkolenie.pl.

5. Sieć kontaktów na Linkedinie

LinkedIn na każdym szczeblu kariery może przynieść korzyści. Copywriterzy załączają do swoich profili teksty jako dowód biegłości w sztuce pisarskiej, specjaliści ds. CSR-u udostępniają przeprowadzone kampanie społeczne. Wszystko po to, aby nie być anonimowym i wyróżnić się w tłumie osób, mających podobne kompetencje. Zadbaj o sieć swoich kontaktów - dodawaj do niej współpracowników, kontrahentów lub po prostu osoby, których wpisy z przyjemnością czytasz. Pamiętaj, że LinkedIn to również narzędzie marketingowe dla specjalistów HR, którzy z pewnością docenią wiedzę, popartą konkretnymi certyfikatami.


Kondycja marketingu offline w dobie omnichannel

Choć reklama online to chleb powszedni marketerów, jednak w wielu przypadkach to o reklamie offline mówi się głośniej. Większe jest tu chyba pole do popisu, a odpowiednio zorganizowany happening czy chwytliwe hasło na billboardzie i tak hula w online. Które branże kochają offline? Czy na rynku jest wciąż miejsce np. dla gazetek promocyjnych?

Narzędzia marketerów

Jesteśmy chwilę po wyborach parlamentarnych 2019 roku. I jak zwykle można było spotkać na ulicach entuzjastów tej, czy innej partii, namawiających do oddania głosu właśnie na ich kandydatów. Co ich łączyło? Każdy oferował przechodniom tradycyjną ulotkę. 

Oczywiście większość z nas jest już ściśle za pan brat z digital marketingiem, nic jednak nie zapowiada, aby popularność offline marketingu miała drastycznie spaść. Potwierdzeniem tej tezy zdaje się obecny trend określany mianem omnichannel, który dotyczy ostatecznie większości konsumentów. Poza tym nie ma niczego dziwnego w tym, że agencje reklamowe łączą w kampaniach wiele mediów, aby w komunikacji mobilizować np. wszystkie grupy wiekowe. 

Za skutecznością marketingu offline wciąż przemawia jego oryginalność. Ponieważ większość firm skupia się raczej na reklamie online, nieszablonowa akcja w realu ma większy potencjał dostrzeżenia. Przykład? Platforma Netflix, która chętnie wychodzi poza ramy świata wirtualnego, realizując fabularne scenariusze reklamowe w realu (patrz zdjęcie poniżej).

Źródło: https://justinpettit.com/netflix-haus-des-geldes

Omnichannelowy zawrót głowy?

Z badania EY “Konsument w dobie omnichannel” z maja 2019 roku wynika, że choć Polacy stają się coraz bardziej „cyfrowi”, blisko 60 proc. robi zakupy zarówno metodą online, jak i stacjonarnie. Natomiast wraz z wiekiem użytkowanie kanału online spada – co widać w preferencjach zakupowych konsumentów w wieku 50+. Dlatego sklepy stacjonarne powinny zostać uwzględnione w strategii marketingowej. Największy współczynnik preferencji zakupu stacjonarnego ma branża spożywcza – 90 proc. klientów woli udać się do sklepu niż zamówić zakupy do domu.

Problem utrzymania równowagi

Aby idea omnichannel działała zgodnie z założeniami, konieczna jest równowaga między mediami online oraz offline. Niestety, jak wynika z badania „Getting Media Right: Marketing in Motion” Kantar, prawie połowa marketerów z całego świata przyznaje, że synergia między tymi dwoma kanałami sprawia im trudność. To samo badanie zwraca uwagę na fakt, że zaskakująca liczba reklamodawców i firm medialnych (aż 40 proc.) nie jest pewna swoich działań medialnych. Można to podsumować zaskakującą tezą: marketerzy często działają po omacku. I choć obecność w sieci jest konieczna, to dywersyfikacja środków przekazu jest podstawą nowoczesnej komunikacji marketingowej.

Skuteczność marketingu offline

Według badań GfK „Shoping Monitor 2019” zdecydowanie najważniejszym źródłem informacji o promocjach w sieciach handlowych pozostają gazetki reklamowe.

Niemal 60 proc. nabywców deklaruje, że robi zakupy przynajmniej od czasu do czasu, bazując na informacjach z gazetek. Potwierdza to także ankieta dziennika Rzeczpospolita, w której 47 proc. respondentów przyznało, że papierowe gazetki są dla nich głównym źródłem informacji o promocjach. Dopiero jako kolejne wymieniali: reklamę telewizyjną, plakaty w sklepie oraz wpływ najbliższej rodziny i znajomych. Badanie Focus „Promotion Insigths 2019 Poland” przeprowadzone w 17 krajach wskazuje wyraźną dominację ulotek jako silnego motywatora skłaniającego do zakupu. Według tego badania w branży spożywczej aż 59 proc. klientów decyduje się na zakupy po obejrzeniu papierowej ulotki, a łącznie ponad 77 proc. konsumentów korzysta z reklamy w formie offline (ulotki, gazety, billboardy) przed zakupami.

Gazetka to must have?

Niedawno ukazało się także badanie CTRL System (największej firmy zajmującej się kolportażem) oraz Nielsena. Skoncentrowano się w nim na analizie narzędzi promocyjnych wykorzystywanych przez dyrektorów marketingu sieci handlowych. Dużo uwagi poświęcono gazetkom promocyjnym, ponieważ zdaniem badanych dyrektorów jest to najlepsza i najskuteczniejsza forma komunikacji z klientami, jeśli kryterium jest realizacja celu sprzedażowego. Ponadto istnieją branże, dla których papierowa gazetka to tzw. must have. Dotyczy to artykułów spożywczych, mebli i wyposażenia wnętrz. Istotną kwestią jest jednak jakość kolportażu, który decyduje o skuteczności działania gazetki promocyjnej.

Ponadto konsumenci wykazują przywiązanie sentymentalne do tej formy reklamy. Co więcej w opinii większości rozmówców gazetki są obecnie nie do zastąpienia. Jednak, na co trzeba zwrócić uwagę, marketerzy spodziewają się, że sytuacja ta jest dynamiczna i prawdopodobnie będzie się zmieniać w przyszłości.

Jak się wyróżnić na rynku?

Nie zapominajmy również, że w dobie wszechobecnej cyfryzacji, papier daje oczywistą możliwość dotknięcia reklamy. Gazetki reklamowe czy ulotki oddziałują na nasze zmysły. Wpisuje się to również w trend personalizacji relacji z klientem, który oczywiście lubi poczuć się wyjątkowo. Pytanie, w jaki sposób najłatwiej to osiągnąć? Istnieje duża szansa, że każda niecodzienna – czyli raczej już niekoniecznie spowszedniała cyfrowa – forma przekazu dotrze do konsumenta skuteczniej.

*Artykuł ukazał się w najnowszym numerze Marketingu w Praktyce. Znajdziecie tam również wiele innych ciekawych materiałów m.in. o influencer marketingu czy podcastach. Magazyn kupicie w Empiku 🙂