podcast

Podcast jako sposób na content atrakcyjny dla klientów

Przebodźcowanie i przesycenie reklamami sprawia, że coraz częściej konsumenci wybierają taką formę rozrywki, która angażuje tylko jeden zmysł - słuch. To właśnie podcast staje się coraz bardziej popularną metodą komunikacji marek. Firmy, które chcą dotrzymać kroku swoim klientom, starają się ich zaskakiwać coraz częściej oferując podcasty.

Badanie Tandem Media wykazało, że co czwarty polski internauta powyżej 15 r.ż. regularnie słucha podcastów. Z tego artykułu dowiesz się, czym jest podcast i dlaczego warto o nim pamiętać przy planowaniu strategii.

Podcast, czyli prosty i przyjemny przekaz

Podcast to audycja, której można odsłuchać w dowolnej chwili. Polacy zazwyczaj słuchają podcastów na smartfonie lub komputerze. Najpopularniejsze okazują się te o tematyce kryminalnej, do nauki angielskiego i biznesowej. Różnorodna i stale powiększająca się baza materiałów, sprawia, że każdy znajduje coś dla siebie. Dzięki temu podcasty trafiają do dużej liczby odbiorców.

Kojarzą się z odpoczynkiem, czasem tylko dla siebie. Dodatkowo osoby zapracowane, uważają je za wygody sposób pozyskiwania informacji, uczenia się lub po prostu słuchania opowieści podczas wykonywania codziennych obowiązków. 

Podcast idealnie pasuje do wizji wielozadaniowego człowieka.

Podcast to pomysł na nową formę content marketingu

Badania wykazały, że odbiorcy najchętniej słuchają podcastów wieczorami w domu. Komfortowe, wręcz intymne warunki, nienachalna forma, po którą można sięgnąć wtedy kiedy się ma na to ochotę - to wszystko daje możliwość nawiązania bliskiego kontaktu ze słuchaczem. 

Dzięki nietypowej formie jaką jest podcast, promocja produktów jest przeprowadzona w sposób autentyczny. Reklama nie jest głównym elementem odcinka, tylko zwykle zajmuje jego małą część. Na dodatek o produkcie mówi osoba, której wcześniej słuchacz zaufał. 

Twórca podcastów Tim Ferriss przeprowadził eksperyment. Zapytał swoich odbiorców, czy wolą zapłacić i słuchać jego odcinków bez reklam, czy jednak wolą nie ponosić kosztów i słuchać audycji sponsorowanej. Wynik jest zaskakujący. W czasach, gdy reklamy bombardują nas z każdej strony, aż 99% badanych nie ma nic przeciwko sponsorowanym treściom w podcaście. Więcej informacji na temat eksperymentu znajdziecie tutaj.

Liczy się treść

Dyrektorzy i pracownicy działów marketingowych przy wyborze podcastu jako jednej z form contentu marketingowego muszą zadać sobie kilka podstawowych pytań:

  • Co chcą w nim przekazać?
  • Czy te treści są wartościowe dla słuchaczy, potencjalnych klientów firmy?
  • Czy treści będzie wystarczająco dużo, aby stworzyć kilka odcinków podcastu? Jeśli nie, warto zastanowić się, czy w jakiś inny sposób można urozmaicić materiał np. poprzez zaproszenie gości.
  • Czy treści będą bezpośrednio związane z oferowanymi przez firmę produktami lub usługami? Czy raczej będą dostarczały wiedzy lub rozrywki, a marka pojawi się w formie sponsoringu?

Zaplanowane i spójnie tematycznie odcinki dadzą wrażenie, że konto jest przemyślane, a przekaz jasny, uporządkowany w logiczny sposób. Słuchacze, którym spodoba się tematyka i jakość treści, zostaną prawdopodobnie wiernymi odbiorcami kanału. Będą liczyli na nowe materiały o podobnej, interesującej ich tematyce.

W podcastach, jak i innych formach komunikacji, najważniejsza jest wartościowa treść. Szerzej o content marketingu przeczytacie w artykule: https://humansigns.pl/content-is-king/

Podcasty w liczbach, czyli o ich sukcesie

Podcasty to całkiem nowa forma rozrywki, która zyskuje na popularności. W Polsce korzysta z niej już 9 milionów osób. 

Można by się spodziewać, że jej odbiorcami są głównie młodzi ludzie, lecz tak nie jest. Kim więc są słuchacze podcastów w Polsce? Badania Publish Group na zlecenie Tandem Media wykazały, że ponad połowa, bo aż 57%, to osoby powyżej 35 roku życia. Prawie ½ słuchaczy ma wyższe wykształcenie. Taka grupa konsumentów jest bardzo atrakcyjna dla firm.

Dodatkowo popularność tego rodzaju przekazu rośnie z roku na rok. Odbiorców podcastów ciągle przybywa, dlatego warto zainteresować się tematem. Aż 65% badanych stwierdziło, że słucha podcastów dopiero od roku.

Jak wskazują powyższe badania, podcasty mają solidne podstawy i stają się coraz bardziej popularną formą komunikacji marek z rynkiem, z potencjalnymi klientami. Jednak jest to inwestycja, którą trzeba dobrze rozważyć i zaplanować. Bo bez strategii nawet doświadczony marketer może się czasem zgubić w digitalnym labiryncie.


wirtualne-spotkania-lokalne

Wirtualne spotkania lokalne

Na jesień 2020 roku mieliśmy zaplanowanych blisko 20 spotkań dla dziennikarzy mediów regionalnych z lekarzami w szpitalach na terenie całej Polski. Kiedy okazało się, że organizacja tego przedsięwzięcia w dotychczasowej formule nie będzie możliwa, opracowaliśmy skuteczny patent na przygotowanie wydarzeń regionalnych w formule online. Oto nasza top lista pięciu sprawdzonych rozwiązań.

Lokalne kampanie świadomościowe dotyczące objawów i diagnostyki różnych chorób są niezwykle istotne. Powszechnie wiadomo, że lepiej zapobiegać niż leczyć, a w czasach, kiedy profilaktyka schodzi w świadomości społecznej na dalszy plan, warto działać ze zdwojoną mocą – rak nie poczeka na koniec pandemii. Dlatego też łącząc wspólne siły lokalnych ośrodków, lekarzy i zaangażowanych w akcję pacjentów stworzyliśmy wirtualne spotkania lokalne budujących wiedzę na temat sześciu jednostek chorobowych.

Zwyczajna – niezwyczajna formuła wirtualnych spotkań 

Spotkania organizowaliśmy na platformie Zoom. Zazwyczaj ekspert i pacjent przebywali w jednym pomieszczeniu, pozostali uczestnicy łączyli się z domu lub swoich miejsc pracy. Spotkanie było nagrywane – po spotkaniu dziennikarze otrzymywali materiał video oraz materiał prasowy wzbogacony o autorskie komentarze eksperta. Co sprawiało, że po każdym naszym spotkaniu ukazywało się od kilkunastu do kilkudziesięciu publikacji? Poniżej kilka naszych rad:

  1. Stawiaj na lokalny kontekst

Bez lokalnych danych, trudno o atencję mediów. Ile chorych jest w danym województwie/mieście, a ilu choruje w Polsce? Czy jest coś czym możemy się pochwalić w zakresie opieki realizowanej przez regionalny ośrodek, z którego pochodzi ekspert? Może szpital posiada wyjątkowe na skalę regionu lub kraju narzędzia diagnostyczne, może nowo wyremontowany oddział lub nowoczesny sprzęt medyczny? Odpowiedzi na te pytania były zawsze interesujące dla mediów regionalnych.

  1. Stwórz wartość dodaną dla lokalnych odbiorców

Zadbaj o dodatkowy pretekst do komunikacji. Czy lokalny ośrodek oprócz szerzenia wiedzy mógłby zrobić coś dla lokalnej społeczności? Zorganizować otwartą infolinię, w której ekspert będzie danego dnia odpowiadał na pytania potencjalnych pacjentów? Być może uda się zorganizować dzień/tydzień otwarty, podczas którego pacjenci ze skierowaniem będą przyjmowani priorytetowo? Każda inicjatywa tego typu, to świetny kontekst dla lokalnych mediów.

  1. Zadbaj o miejscowe wsparcie

Nikt nie zna lokalnych mediów lepiej niż rzecznik danego szpitala. Budowane przez lata kontakty być może chętnie wykorzysta, aby nagłośnić spotkanie z ekspertem. Może zechce wysłać zaproszenie do swojej bazy dziennikarzy lub prześle informację prasową po wydarzeniu? Zaangażowany rzecznik zaopiekuje się również ekipą telewizyjną czy radiową, która będzie chciała na miejscu nagrać dodatkowy komentarz. Takie wsparcie jest nieocenione.

  1. Nadaj chorobie twarz

Choroby mają to do siebie, że są dość abstrakcyjne. Często w naszej głowie jawią się po prostu jako zlepek różnych symptomów. Zaproszenie pacjenta z regionu, takiego „sąsiada” przeciętnego czytelnika, widza lub słuchacza, który podzieli się historią swojej choroby, naprawdę otwiera oczy i sprawia, że choroba staje się realna. Dodatkowo, lokalna telewizja bardzo chętnie nagra setkę z pacjentem, która będzie stanowiła świetne uzupełnienie materiału eksperckiego.

  1. PAP jest dobry na wszystko

Oprócz lokalnych dzienników, tygodników, radiostacji i telewizji, warto dołożyć wszelkich starań, aby na spotkaniu pojawił się przedstawiciel lokalnego oddziału PAP. Obecność dziennikarza, to gwarancja powstania depeszy, a z tej chętnie korzystają bardzo poczytne portale, dzięki czemu zyskujemy szeroki zasięg naszej akcji.

Czy formuła spotkania determinuje sukces?

Z naszych doświadczeń wynika, że nie ma to aż takiego znaczenia, a w skrócie przepis na udane spotkanie z dziennikarzami brzmi: weź garść sprawdzonych lokalnych danych, dodaj dobry kontekst i wartość dodaną dla lokalnych odbiorców, zmieszaj wszystko z dawką merytorycznej wiedzy i okraś profesjonalizmem i uśmiechem.

 


Content is king

Content is king. Distribution is queen.

Content marketing, czyli komunikacja firmy oparta o treści użyteczne dla potencjalnych klientów. Jest z nami od ponad dekady, ale można odnieść wrażenie, że wciąż się go uczymy: firmy B2B, sklepy internetowe, branża FMCG, profesjonalni wydawcy… No i eksperci w agencjach PR. Musimy się stale uczyć, bo zmieniają się reguły dystrybucji treści, dyktowane w znacznej mierze przez takich gigantów, jak Google czy Facebook.

Nawet najlepszy, najciekawszy tekst, przygotowany w oparciu o rzetelną analizę rynku i potrzeb klientów, nie obroni się sam. Opublikowany na Twojej stronie internetowej będzie czekał na przypadkowych gości. Musisz mu pomóc dotrzeć do właściwych osób angażując swój czas, a niekiedy i środki, żeby Królowa Dystrybucja była dla niego łaskawa. Na tym właśnie polega dobry content marketing.

Kanały własne firmy

Masz do wyboru naprawdę szerokie spektrum narzędzi. Ale nie łudź się, że rozwijanie kanałów własnych można robić po godzinach, jedną ręką w czasie spotkań wideo albo kiedy Ci się akurat przypomni, bo mówili o tym na szkoleniu. Kluczem do sukcesu jest w tym przypadku KONSEKWENCJA.

Nie próbuj być aktywnym we wszystkich mediach społecznościowych, jeśli nie masz na to czasu. Wybierz jeden lub dwa kanały i dostosuj treści do odbiorców, którzy zgromadzili się wokół Twojej marki (lub których dopiero chcesz zgromadzić). Nie kopiuj na LinkedIna postów z Instagrama i nie wrzucaj na Facebooka linków do YouTube. Każdy z tych kanałów ma swoją specyfikę i swoich użytkowników.

Kanały własne to także newslettery. Nie musisz wysyłać ich regularnie, nie musisz też przejmować się zachowaniem tych samych rubryk czy kategorii. Szanuj czas swoich czytelników i dziel się z nimi tylko tymi materiałami, które są ważne. Możesz przesłać maila z jednym tylko tekstem – to lepsze niż tematy zapchaj-dziury. Ważne, żebyś wypracował sobie swój własny styl komunikacji z odbiorcami. Pomyśl, za co lubisz niektóre newslettery? Czym się wyróżniają? Podpatruj i ucz się od najlepszych. I, oczywiście, analizuj statystyki otwarć i klików.

Recycling treści

To działanie powinieneś polubić! Chodzi o teksty lub inne materiały, które angażowały jakiś czas temu użytkowników. Możesz je po roku odświeżyć i znów puścić w obieg. Sprawdź, czy dane są aktualne, czy nie pojawiły się jakieś nowe badania albo case studies.

Możesz też rozważyć przerobienie treści w innym formacie. Z artykułu zrobić infografikę albo animację wideo. Posta wydłużyć do artykułu. Temat, który okazał się swego czasu interesujący, omówić z gościem podczas webinaru albo podcastu. Miksuj formaty, bo klienci nie znoszą nudy.

Evergreeny

„Najbardziej lubimy te piosenki, które znamy”. Podobnie działa content marketing. Są treści, które zawsze się klikają. To wszelkiego rodzaju listy trendów, podsumowania zmian i poradniki. Do tych ostatnich szukaj inspiracji w Google Trends albo Answer the public. Pamiętaj jednak, że z tych samych narzędzi korzysta Twoja konkurencja. Oni też tworzą content. No, chyba, że działasz w naprawdę wąskiej niszy, albo jesteś liderem rynku i niczego się nie boisz.

Postaw na SEO

Obecnie każdy marketer, ekspert PR czy komunikacji musi znać podstawy SEO. Nawet jeśli od kwestii technicznych / informatycznych będzie miał osobnego specjalistę, to w zakresie doboru słów kluczowych, formatowania tekstu, budowania zdań i akapitów odpowiedniej długości – powinien się sprawnie poruszać. Algorytmy Google mogą się zmieniać, ale jeśli materiał będzie tworzony z myślą o zainteresowaniu potencjalnego klienta (a nie np. handlowców czy prezesa) to znacząco zbliżysz się do sukcesu. Pilnuj też prostego języka. To trend, który obejmuje coraz więcej instytucji i firm. Nie bądź urzędnikiem, nie pisz zdań wielokrotnie złożonych na 4 linijki, bo zniechęcisz nie tylko czytelników, ale i roboty Google.

Zaplanuj budżet

Nie licz, że sama dystrybucja organiczna Twojego contentu przyniesie satysfakcjonujące efekty. Prawdopodobnie trafisz w ten sposób do osób, które i tak już lubią twoją markę. Jeśli chcesz poszerzyć zasięg i w konsekwencji zwiększyć sprzedaż, zaplanuj budżet na promocję przygotowanego przez Ciebie materiału. Mam namyśli nie tylko posty sponsorowane w mediach społecznościowych (które coraz bardziej się zapychają), ale także płatne publikacje w mediach tradycyjnych. Treści, które najwięcej mówią o Twojej marce, możesz też wesprzeć reklamami w Google.

 

Lista działań, które można podjąć, aby przygotowany dużym nakładem pracy content dotarł do odpowiednich osób, jest długa. Powstają na ten temat książki i kilkudniowe szkolenia. Tutaj zasygnalizowałam tylko niektóre. Zachęcam do pogłębiania wiedzy na stronach Marketer + oraz Nowy Marketing - znajdziecie tam sporo artykułów omawiających content marketing. Możecie też zajrzeć do innych materiałów na naszej stronie.

PS

A wiedzieliście, że autorem zdania „Content is king” jest Bill Gates? 😉

 


Czy 2021 będzie jeszcze dziwniejszy?

A tak dobrze się zapowiadał. I tak dobrze wyglądał (ach te dwie 20-tki). Teraz z perspektywy 12 miesięcy czar roku 2020 prysł. Dlaczego? Czego spodziewać po jego sukcesorze?

Z perspektywy branży komunikacji marketingowej, w tym współpracujących z dziennikarzami PR-owców, siłą rzeczy wydarzeniem roku jest zakup mediów regionalnych należących do Polska Press przez Orlen. Można uciekać od polityki, ale co zrobić, jeśli ona i tak cię dopada? (o pandemii nie ma potrzeby pisać - jej pierwszoplanowa rola w tegorocznych wydarzeniach w Polsce i na świecie nie podlega dyskusji i można o niej czytać każdego dnia).

Orlen wydawcą 

Analizę sensu (czy też raczej bezsensu) biznesowego tej transakcji kompetentnie przygotował m.in. red. Maciej Samcik z „Subiektywnie o finansach”. My spójrzmy na konsekwencje dla pracy osób zatrudnionych w marketingu.

Z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością można założyć, że z upływem czasu w poszczególnych tytułach Polska Press występować będzie zjawisko, które poznaliśmy dzięki TVP i Polskiemu Radiu. Mówiąc krótko nastąpi upolitycznienie linii redakcyjnych zgodnie z oczekiwaniami partii rządzącej. Z oczywistych względów spowoduje to odpływ części dotychczasowych czytelników i użytkowników serwisów internetowych tych tytułów. Spadną więc nakłady i wskaźniki UU, CTR, itd.

Rydzyk red. nacz.

Równolegle z poszczególnych redakcji poodchodzą lub zostaną zwolnieni dziennikarze. I będą to raczej ci bardziej, a nie mniej kompetentni (vide: casus redakcji radiowej Trójki czy telewizyjnych Wydarzeń). Zastąpią ich m.in. absolwenci Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu.

Czy taki tytuł będzie wówczas wciąż pożądanym medium do publikacji na jego łamach, w tym sensie również w jego serwisach, materiałów prywatnych spółek współpracujących z agencjami? Przecież - abstrahując nawet od profilu politycznego danego tytułu - dla komercyjnego klienta interesujące są zasięgi w grupie docelowej, jakość treści i kontekst, w którym ma być opublikowany jego materiał.

Czytelnik wg PiS

Profil wyborcy PiS jest dobrze socjologicznie i demograficznie opisany. Wiemy zatem jak prawdopodobnie ukształtuje się profil przeciętnego czytelnika (na ten temat pisałem w jednym z wcześniejszych tekstów tutaj). Ilu klientów, jaki procent biznesu w tym kraju jest zainteresowany tego typu konsumentem?

W ślad za częścią czytelników, internautów i dziennikarzy odpłyną z łamów reklamodawcy. W konsekwencji każdy z tych tytułów będzie musiał polegać na reklamach Orlenu i współpracy z innymi spółkami Skarbu Państwa (które w wyborze medium nie będą się kierować żadnymi przesłankami merytorycznymi, a jedynie politycznymi).

Brak alternatywy

Alternatywą dla mediów regionalnych, takich jak „Gazeta Pomorska” (codzienny nakład 30 tys. egz.) raczej nie staną się dzienniki czy tygodniki lokalne tudzież ich serwisy www, których zasięgi mają się nijak do zasięgów "Naszego Miasta" (czyli serwisów www należących do Polska Press). Nawet te tak nagradzane za osiągnięcia dziennikarskie, jak np. „Pałuki” prowadzone przez red. Dominika Księskiego (tygodniowy nakład 10 tys. egz.). Zresztą ich los może być też w rękach Daniela Obajtka czyli polityków, jeśli drukują się w drukarniach kupionych właśnie od Polska Press przez Orlen. A dystrybuują m.in. przez sieć kiosków Ruchu. Niewielkie wahania cen druku czy dystrybucji mogą skutecznie zachwiać rentownością tego typu wydawnictw, jeśli władza uzna, że są niepoprawne politycznie.

Będzie Bis

Zatem to są zmiany niedobre dla czytelników, internautów i dla branży marketingowej (która i tak już wcześniej musiała przecież przełknąć fakt powstania państwowego de facto domu mediowego czyli Sigma Bis – co w praktyce sprowadza się przecież do przekładania pieniędzy z kieszeni do kieszeni w tych samych spodniach, zamiast stabilizowania pluralistycznego rynku mediów).

Ta sytuacja pokazuje, jak bardzo ważne powinny się stać i tak już przecież coraz bardziej hołubione własne kanały komunikacji. Mam tu na myśli strony internetowe, newslettery, papierowe wydawnictwa. A także media społecznościowe, czyli Facebook, LinkedIn albo Instagram. Przy czym i w tym obszarze następują zmiany, które raczej wywołają ból głowy w branży marketingowej.

Nie będzie ciasteczek

Jedna z najpopularniejszych przeglądarek internetowych na świecie, czyli Google Chrome zapowiada w 2021 r. blokowanie śledzenia za pomocą tzw. ciasteczek (pochodzących od tzw. firm trzecich). Może nie jest to rewolucja, bo już wcześniej na podobne kroki zdecydowali się inni (Apple w Safari, Microsoft w Bing), ale z punktu widzenia agencji marketingowych jest to problem. Jak prowadzić kampanie remarketingowe? Jak mierzyć ich skuteczność? Itd. itp. Jak informuje Kantar te zapowiedzi niepokoją, póki co, 48 proc. marketerów (globalnie). Teoretycznie skorzystają użytkownicy internetu czyli my wszyscy, a konkretnie nasza prywatność (chociaż i w tym wypadku nie ma zgody, bo 54 proc. konsumentów deklaruje, że lubi być śledzona w sieci, ponieważ chce aby reklamy były dostosowane do ich potrzeb).

Nie będzie hejtu

Jakby było mało zmian Komisja Europejska chce, żeby tzw. platformy internetowe takie jak Google czy Facebook zaczęły lepiej moderować treści. Oczekuje, aby przestrzegały reguł ujętych w dwóch właśnie im przedłożonych dokumentach Digital Services Act i Digital Market Act. To znów teoretycznie dobre posunięcie dla nas wszystkich - rzecz idzie m.in. o eliminowanie z sieci fake newsów i mowy nienawiści. Ale wcale nie jest powiedziane, że skutkiem ubocznym będzie modyfikacja funkcjonalności narzędzi marketingowych wykorzystywanych przez agencje do realizacji kampanii online. Natomiast jeśli w efekcie ukróci się lub chociaż utrudni w ten sposób życie farmom trolli, to będzie niewątpliwie sukcesem. Także z punktu widzenia etycznie pracujących agencji.

 

 


social media

Social media – PR dla firm B2B

Myli się ten, kto myśli, że social media są tylko dla branży modowej czy FMCG. W błędzie jest ten, kto uważa swoich klientów za zbyt poważnych i za starych na śledzenie social media. Racja zaś jest po stronie tych, którzy eksplorują nowe kanały komunikacji z rynkiem, uczą się ich (często na błędach) i nawiązują nowe relacje.

Social media są już z nami tak długo, że korzystać z nich nauczyło się także pokolenie seniorów (definiuję je jako 70 +, czyli osoby, które nie są już czynne zawodowo). Kto się opierał, tego przymusiła pandemia. Jednak nie wszystkie firmy korzystają z tych kanałów do komunikacji i budowania wizerunku. Ba, niektóre zachowują się tak, jakby uważały je za miejsce nielicujące z powagą ich biznesu. Rozmawiałam ostatnio z pracownikiem międzynarodowej firmy, która ma zakaz budowania stron na Facebooku we wszystkich krajach, w których działa. Cóż, może kiedyś coś nie zagrało i się zniechęcili.

Social media – garść statystyk

W Polsce jest 19 milionów aktywnych użytkowników mediów społecznościowych, co oznacza penetrację na poziomie 50 proc. (dane ze stycznia 2020 r, źródło: we are social & HootSuite). Średnio w mediach społecznościowych spędzamy 2 godziny dziennie. 97 proc. użytkowników mediów społecznościowych korzysta z nich na swoim smartfonie, co jest ważną wskazówką dla osób prowadzących komunikację w tych kanałach.

Klienci Twojej firmy zapewne również są w mediach społecznościowych. Niektórzy prywatnie, ale znakomita większość również zawodowo – śledząc tematy branżowe, liderów opinii, czy konkurencję. Twoja firma powinna wykorzystać te kanały:

  • do tworzenia wizerunku eksperta,
  • do komunikacji z potencjalnymi klientami,
  • niekiedy też do obsługi zapytań aktualnych klientów, gdy zawiodą inne kanały,
  • do budowania społeczności osób zainteresowanych branżą,
  • do nawiązywania relacji.

A zatem, pytanie nie brzmi: “czy być obecnym w social media z komunikacją B2B?” ale: „Jak to robić?”, „Gdzie, w których kanałach?”

I o tym zaraz pokrótce opowiem.

LinkedIn 

Jeśli chcesz postawić na branżowe dyskusje, eksperckie porady i social selling, wybierz LinkeIn. Pamiętaj, że te aktywności wymagają zaangażowania pracowników, a zwłaszcza zespołu sprzedażowego. Sam zespół komunikacji czy PR (ani tym bardziej agencja) nie dostarczy ciepłych leadów z LinkedIna. Może co najwyżej podpowiedzieć kilka zabiegów, które uatrakcyjnią przekaz Twojej firmy.

LinkedIn to również doskonałe narzędzie rekrutacyjne. Wiele osób, które planują zmienić pracę, swoją opinię o poszczególnych firmach wyrabiają sobie właśnie zaglądając na LinkedIn. To tutaj można umieszczać bardziej bezpośrednie, nieszablonowe ogłoszenia rekrutacyjne. Można przedstawiać szefa zespołu i jego członków, każdy może poprosić o poszerowanie ogłoszenia w sieci kontaktów.

Twitter

Dziennikarzy, którzy piszą o Twojej branży, możesz znaleźć na Twitterze. Włączając się w ich dyskusje, komentując ich teksty, możesz niekiedy więcej zdziałać niż wysyłając informacje prasowe. Ale znów – na to trzeba mieć czas, nie można tego robić z doskoku.

Analogicznie, na Twitterze możesz prowadzić relacje inwestorskie i docierać do liderów opinii, np. członków think tanków, organizacji pozarządowych, czy nawet pracowników ministerstw i sejmowych komisji. Nie ryzykuj prowadzenia wymiany postów na Twitterze wieczorową porą z butelką piwa w ręku – przecież w „normalnych” warunkach ze wszystkimi tymi ludźmi spotykałbyś się oficjalnie, ubrany w garnitur.

Facebook

Tak, tak, Facebook to też jest miejsce na relacje B2B. Zwłaszcza dla małych i średnich przedsiębiorstw, działających w mniejszych miastach, czy w specyficznych niszach. Wiadomo, język komunikacji może być bardziej swobodny, możemy pozwolić sobie na więcej emocji i więcej zdjęć. Możemy się chwalić osiągnięciami, pokazywać pracowników przy ich codziennych zajęciach, celebrować sukcesy naszych klientów i kontrahentów, włączać się w różne akcje (i sami je inicjować) i komentować wszystko, co dzieje się w branży.

Facebook powinien być kolorowy i ciekawy, powinien żyć i wprost zachęcać do rozmowy (a właściwie: do pogadania - czujecie różnicę?).

YouTube

W branży B2B szczególnie ważne są tutoriale, filmy instruktażowe, materiały pokazujące zalety produktów i rozwiązań, a także opinie klientów. Warto gromadzić je na własnym kanale YouTube, nawet jeśli wszystkie były zrobione na potrzeby social media i strony internetowej. YouTube to potężna wyszukiwarka, wiele osób tam właśnie poszukuje informacji o tym, „jak zrobić…?”. Nie powinno się rezygnować z obecności w tym kanale.

Instagram

Jeśli Twoje produkty da się pokazać na pięknych zdjęciach lub jeśli Twoje usługi przyczyniają się do powstania pięknych miejsc, przedmiotów, itp. nie rezygnuj z Instagrama. Sprawdź hasztagi, które kojarzą Ci się z działalnością twojej firmy. Zobacz, co już jest, a czego jeszcze brakuje. Poszukaj w zespole osoby z pasją do fotografii, zainwestuj w dobre filtry albo w agencję z kompetencjami w obszarze Instagrama – i do dzieła!

Przy okazji, polecam na naszym blogu tekst o mobilnym przyborniku social media managera działającego na Instagramie!

Podsumowując: social media przestały już być zabawką dla nastolatków i celebrytów. To jedne z wielu narzędzi komunikacji, posiadające ogromną zaletę: mamy wpływ na publikowane treści. PR często podkreśla znaczenie tych tzw. nowych mediów. Nie powinno się ich pomijać, ale jednocześnie trzeba pamiętać, że każde działanie musi wpisywać się w strategię firmy. Warto rozpisać sobie cele, które chcemy osiągnąć komunikując się w social media, a następnie przygotować plan i zgodnie z nim działać. Pamiętając, że dobry plan to taki, który uwzględnia też sytuacje kryzysowe. Ale o tym innym razem!

 


Zaufanie do pracownika - luksus czy konieczność

Czasy pandemii bardzo mocno uzmysłowiły pracodawcom, ale także i pracownikom, jak ważne z punktu widzenia sprawnego funkcjonowania organizacji, jest wzajemne zaufanie. Jest ono niezbędne nie tylko w tak wymagającym czasie, ale to właśnie teraz  najłatwiej je zweryfikować i docenić jego wartość.

To czy zaufanie jest w DNA firmy wymaga od zarządzających nią hołdowania wartościom, które zaufanie budują. Jest to proces i często jest on ściśle związany z osobami, które stoją na czele organizacji, bo to one, bez względu na to gdzie „dowodzą”, są w jakimś sensie „gwarancją” zaufania do firmy. Budowanie organizacji opartej na wzajemnym zaufaniu wymaga kompetencji, wysokiej świadomości oraz zaangażowania pracowników. Dlatego należy stworzyć do tego dobry grunt poprzez m.in. otwartą komunikację. Kiedy stworzymy mocną platformę do dyskusji, wykażemy się szacunkiem i zrozumieniem względem innych postaw czy opinii, możemy liczyć na dobry feedback.

Zaufanie w czasach zarazy

Zaufanie najczęściej weryfikowane jest w trudnych, nieszablonowych sytuacjach. A jak weryfikuje to czas pandemii? Wzrost znaczenia zaufania we współczesnym świecie jest niebagatelny i wynika z wielu czynników, między innymi ze zjawiska globalizacji, cyfryzacji, digitalizacji. Sytuacja związana z  COVID-19 zrewidowała nasze postawy, wymusiła określone zachowania, ale przede wszystkim w życiu zawodowym wielu z nas, wymusiła zmiany w formule pracy. Pozostając w domach i pracując zdalnie, wspieraliśmy biznesy naszych firm, choć nierzadko odbywało się to w trudnych do pogodzenia sytuacjach. Obecność dzieci, partnerów, mały metraż mieszkania etc. nie sprzyjały wydajności, a jednak musieliśmy się z tym zmierzyć. Okazało się, że to co w wielu firmach dotąd było nieosiągalne, okazało się możliwe, a nawet konieczne, bo najzwyczajniej nie było innego wyjścia. I jak w tym całym zamieszaniu odnalazło się tak cenne zaufanie?

Powszechnie znane powiedzenie „ufaj, ale kontroluj” nie budzi obecnie już takich emocji, gdyż korporacje czy firmy zarządzające dużymi zespołami m.in. w tzw. terenie, stosują od wielu lat mechanizmy (systemy) monitorujące pracę swoich ludzi. Pojawia się jednak pytanie czy powszechnie rozumiana „wydajność” pracownika będzie wynikiem owego monitoringu czy jednak zaufania, a może obu tych czynników?

Zdaję sobie sprawę, że w organizacji zatrudniającej kilkudziesięciu, kilkuset i więcej pracowników zaufanie buduje się na każdym poziomie zarządzania, ale to także od doboru całej kadry zarządzającej zależy czy dana organizacja będzie firmą o ludzkiej twarzy. Badania wskazują, że wśród firm odnoszących sukcesy, zaufanie odgrywa kluczową rolę. Potwierdza tę tezę ostatnia edycja badania, przeprowadzonego przez Antal w czerwcu 2018 roku „Najbardziej pożądani pracodawcy w opinii specjalistów i menedżerów”, które dowodzi, że polscy specjaliści i menedżerowie coraz większą wagę przykładają do wielkości i prestiżu firmy, ale również do stylu jej zarządzania oraz kultury organizacyjnej.

 

A co na to badania ...

Nie trzeba nikogo przekonywać, że w firmie, w której organizacja i kultura pracy oparta jest  m.in. na zaufaniu, to nie tylko pracuje się tam w lepszej atmosferze, przy większym zaangażowaniu, ale również uzyskuje się lepsze wyniki.

Należy przyjąć tezę, że zaufanie jest kluczowym spoiwem organizacyjnym nie tylko wewnątrz firmy, ale także w szeroko rozumianym biznesie. Właśnie, bo gdyby odwrócić pytanie, a mianowicie: Czy pracownicy okazują zaufanie swoim pracodawcom?

Okazuje się, że badania CBOS z 2016 i 2018 r. wykazują, że niestety nie do końca. W badaniach czytamy, że tylko co czwarty Polak – 23 proc. w 2016 r. i 22 proc. w 2018 r., uważa, że większości ludzi można zaufać.

Jednocześnie te same badania CBOS pokazują, że aż 81 proc. ludzi ufa osobom, z którymi pracują, co sugeruje, że pracownicy cenią sobie miejsce, w którym spędzają większą część swojego czasu i liczy się dla nich nie tylko miejsce pracy (sama organizacja), ale również atmosfera, w której pracują. Oba ta warianty w znacznej mierze zależne są od samego pracodawcy, który kreuje „workingową” przestrzeń swojej firmy. To oczywiście niewątpliwie ma swoje odbicie w biznesie.

Dlatego, w nowych okolicznościach, spowodowanych pandemią, należałoby zwrócić szczególną uwagę na relacje jakie panują w firmie zadbać o sprawną i otwartą komunikację.

 

 


Dlaczego ludzie wierzą w kłamstwa?

Zakończone właśnie wybory prezydenckie w naszym kraju po raz kolejny powodują u wielu osób wrażenie, że można zwyczajnie mówić cokolwiek, żeby u części słuchaczy wywołać wiarę w prawdziwość jakichkolwiek twierdzeń, np. że oponent polityczny jest nieudacznikiem, a najpewniej i zdrajcą.

Taka konstatacja jest tym bardziej drażniąca, jeśli dostrzega się ewidentny dysonans pomiędzy słowami danej osoby, a jej czynami, które świadczą o jej niewielkim przywiązaniu do faktów.

Czy to w ogóle możliwe, że ludzie wierzą w kłamstwa?

Tak. I nauki społeczne niejednokrotnie opisywały to zjawisko. Spełnione muszą być jedynie - lub aż - trzy warunki, aby mogło ono zaistnieć. Po pierwsze nadawca świadomie musi ignorować fakty, w imię realizacji swoich partykularnych interesów. Po drugie odbiorcy z racji ograniczeń poznawczych (np. braku możliwości zweryfikowania faktów) są otwarci przyjąć słowa wyjaśniające rzeczywistość, której sami nie rozumieją. Po trzecie potrzebny jest czas na wielokrotne oddziaływanie „mijania się z prawdą”, aby przez powtarzanie ugruntować pożądane twierdzenie (np. że oponent polityczny jest nieudacznikiem, etc.). Takie postępowanie nazywa się dezinformacją.

Nota bene politycy bardzo chętnie chcąc zdemaskować przeciwnika i obnażyć jego nieczyste intencje, zarzucają mu uprawianie „czarnego PR-u”, co jest merytorycznie błędne (nie ma czegoś takiego jak „czarny PR”), ale wciąż obecne w publicznej debacie.

Tymczasem właściwiej byłoby mówić w tym kontekście właśnie o dezinformacji lub nieetycznej propagandzie, która ma to do siebie, że nie liczy się z faktami.

Potocznie propagandzie przypisuje się wyłącznie negatywne konotacje, ale w istocie rzeczy wcale tak być nie musi. Propaganda może służyć również szlachetnym celom, takim jak ochrona zdrowia - np. przestrzegać przed skutkami palenia tytoniu (zdjęcia wypadających zębów lub osmolonych fragmentów płuc na plakatach w placówkach służby zdrowia, czy - od kilku już lat - na opakowaniach papierosów to przecież nie reklama).

Jak w ogóle można wierzyć w kłamstwo, skoro tak łatwo je obnażyć?

Niekoniecznie zdemaskowanie nieprawdy jest tak proste, jak mogłoby się wydawać przeciętnemu obywatelowi współczesnego europejskiego kraju. Oczywiście jest telewizja, są gazety i jest wreszcie Internet, ale one wcale nie ułatwiają zadania. Wręcz przeciwnie.

Wróćmy zatem do polityki i wyborów. Andrzej Duda zdobył największe poparcie wśród ludzi z wykształceniem podstawowym (ponad 77 proc.), zasadniczym zawodowym (75 proc.), wśród mieszkańców wsi (blisko 64 proc.). Grupą go popierającą byli ludzie starsi, emeryci i renciści. Ludzie religijni. Z punktu widzenia marketingu dotarcie do tego typu grupy gwarantuje publiczna telewizja albo publiczne radio (bo jest w praktyce „za darmo”, wystarczy antena; nie bez znaczenia jest siła nawyku, czyli przyzwyczajenie do słuchania i oglądania właśnie tych mediów) albo tabloidy (niska cena, krótkie, prosto napisane teksty, niekoniecznie o najważniejszych sprawach). W tym zestawie możliwych kanałów dotarcia są jeszcze media katolickie - wręcz rozdawane przed lub po mszach i siłą rzeczy reprezentujące dość wąski punkt widzenia kościoła katolickiego – oraz instytucja kazania. Status ww. mediów i ich aktualne zaangażowanie w politykę były przedmiotem wielu publikacji, więc opisywanie ich wpływu na odbiorców wydaje się tu zbędne. Ale już nie tak oczywiste jest to, że Andrzej Duda w minionych latach zbudował sobie własny kanał komunikacji - jeżdżąc i spotykając się osobiście z mieszkańcami wszystkich powiatów w Polsce. Zapewne dla wielu osób, które uczestniczyły w takim spotkaniu z Głową Państwa, była to chwila wyjątkowa, niezapomniana, silnie nacechowana emocjonalnie.

Oczekiwać od takiej grupy wyborców, że będzie dociekliwie analizować wypowiedzi polityków, przetrząsać badania albo dane makroekonomiczne i porównywać je ze sobą, byłoby po prostu naiwnością. Świadomie lub nie, ale w istocie polegają na pracy dziennikarzy, co przecież samo w sobie nie jest błędem.

Niestety, upolitycznione i zideologizowane media, wspólnie z politykami, przyłączają się do procederu dezinformowania, świadomego manipulowania faktami i wprowadzania tym samym w błąd.

Opisana powyżej sytuacja nie jest jakimś typowo polskim zjawiskiem i nie dotyczy wyłącznie jednej strony sceny politycznej. Scenariusz, w którym politycy – z różnych motywacji zapewne – opowiadają swoim wyborcom „bajki” występują w różnych krajach. Tymi szczególnie popularnymi aktualnie „bohaterami” są Stany Zjednoczone i Donald Trump oraz Węgry i Orban. Do tego zestawu śmiało można dołączyć jeszcze Turcję i Erdogana a także Rosję i Putina.

Czy jest coś, co może nas ochronić?

Z punktu widzenia nauk społecznych uciec przed manipulacją wręcz nie sposób. Jesteśmy biologicznie tak ukształtowani, że nasz mózg chętnie chodzi na skróty i tym samym naraża nas na błędy poznawcze.

Przez kolejne lata funkcjonowania w świecie gospodarki wolnorynkowej nawet ci Polacy, którzy nie poszli na studia nauczyli się, że reklama jest czymś umownym. Że to co widzą w spocie reklamowym nie można traktować dosłownie - przecież cukierki Skittles nie biorą się z dojenia żyrafy a parówki Berlinki nie potrafią mówić, itd. itp. Równocześnie, niestety, Polacy nie nauczyli się rozróżniać reklamy politycznej od realnej polityki. I ma z tym problem nawet część tych po studiach. W tym wypadku w dużej części wierzą w to, co politycy im pokazują. A polityków stać na to, żeby promować autentycznie fantastyczne rzeczy, takie jak np. milion elektrycznych aut, największy port lotniczy w Europie, czy Kanał Sueski na Mierzei Wiślanej. Komunikowanie treści abstrakcyjnych przychodzi politykom wyjątkowo łatwo, bo w praktyce dla dużej części społeczeństwa jest trudne do zweryfikowania. Niestety, trudne do zweryfikowania, bo abstrakcyjne, są również treści odnoszące się do realnej polityki, o fundamentalnym znaczeniu dla demokracji, czyli trójpodział władzy czy niezależne media i sądownictwo.

W szybko zmieniającym się świecie osobom starszym, gorzej wykształconym, wykluczonym cyfrowo trudniej się odnaleźć niż młodszym, wykształconym i już obytym, mówiącym w językach obcych. Jedyna zatem nadzieja w wykształceniu. To studia podnoszą nasze umiejętności społeczne, w tym komunikacyjne i wpływają na poglądy społeczno-polityczne.

Jak pokazują badania amerykańskie przeprowadzone w pierwszej dekadzie XXI w. na grupie studentów z blisko 150 college’ów i uniwersytetów, wykształcenie powoduje, że stajemy się bardziej liberalni, a mniej konserwatywni.

Bardziej otwarci i tolerancyjni (badano studentów przed rozpoczęciem nauki i po jej zakończeniu; odsetek deklarujących siebie jako liberalnych wzrósł w okresie studiów o 30 proc.).

W tym kontekście zmiany w szkolnictwie wprowadzane i zapowiadane w ostatnich latach przez polskich polityków są niepokojące, zarówno w odniesieniu do szkolnictwa podstawowego, jak i średniego oraz wyższego. Tzn. mogą cieszyć wyłącznie tych, którzy są zainteresowani wykorzystywaniem nieetycznej propagandy i dezinformacji.

* * *

A propos dezinformacji (poniższy cytat pochodzi z newslettera serwisu 300gospodarka):

"Co z kwestią praworządności? Premier Mateusz Morawiecki wystąpił na wspólnej konferencji z Victorem Orbanem, premierem Węgier.

Obaj mówili, że nie zostało wypracowane bezpośrednie połączenie między praworządnością a środkami budżetowymi i że taki mechanizm ma dopiero zostać wypracowany i będzie wymagać jednomyślnej zgody szefów rządów krajów UE.

Jednak niemal wszystkie media oraz komentatorzy mówią coś innego.

Po raz pierwszy praworządność będzie decydującym kryterium przy wydatkach z budżetu UE. Wprowadzenie takiej warunkowości to była ambitna decyzja” – powiedział na konferencji prasowej Charles Michel, przewodniczący Rady Europejskiej.

"Zapisy o powiązaniu wypłat z praworządnością zostały złagodzone wobec wersji proponowanej przez Komisję Europejską, ale wygląda na to, że takie powiązanie zostało zatwierdzone i nie będzie wymagało jednomyślności w Radzie Europejskiej" - napisali ekonomiści Santandera.

Według Deutsche Welle ustalono, że wypłaty z budżetu będą mogły zostać wstrzymane krajowi, który nie przestrzega zasad rządów prawa, jeśli tak zdecyduje 5 z 27 krajów Unii obejmujących 65 proc. ludności UE (czyli większość kwalifikowana)."


Mem dżungla

Memy w komunikacji – marki w internetowej dżungli

Internet memem stoi, a śmieszne obrazki z tekstem stały się istotnym elementem naszej socjalizacji. Kontent znaleziony w sieci momentalnie puszczamy dalej, zanim znajomy zobaczy go sam i rozedrze nasze serce krótkie: „widziałem :D”. Dołączamy do grup, w których kontent odpowiada naszym gustom i zainteresowaniom. Interesują cię memy historyczne, gwiezdnowojenne, a może postmemy do których zrozumienia musisz mieć przynajmniej licencjat z lolcontentu? Nasz klient, nasz pan! Poruszanie się po memiarskiej dżungli wymaga zwinności węża i ostrego jak maczeta poczucia humoru, a jeden fałszywy krok może wepchnąć nas w pułapkę cringe’u. Mimo czyhających niebezpieczeństw do buszu wchodzą marki ze swoją komunikacją i wiele z nich mogłoby pisać podręcznik survivalu w internetowej puszczy, ponieważ radzą sobie wyśmienicie.

Wchodząc do memowej dżungli marki sięgają po różne taktyki przetrwania. Jedne stawiają na pełen kamuflaż i wykorzystują formaty, które na przestrzeni dni lub lat zyskały popularność. Odpowiednie zaadoptowanie znanych formatów, to szansa na stanie się integralną częścią online’owej społeczności. Cześć marek stawia na innowację, broń niesprawdzoną w nieprzyjaznych warunkach. Tworzą własne memy i grafiki, pozwalając swoim marketerom na istną kanonadę kreatywności. Ruszamy z kamerą do internetowej dżungli, by śledzić marki, które według różnych strategii próbują w niej przetrwać.

Chcesz do nich trafić, stań się jednym z nich – znane formaty memów w komunikacji

Odbiorcami marek w mediach społecznościowych w coraz większej części są młodzi ludzie wychowani na memach, którzy z niejednego lolcontentowego pieca chleb jedli. Dlatego stawiając na popularne w sieci formaty, stajemy naprzeciwko surowego Jury. Część firm jednak świetnie sobie z tą presją radzi i regularnie zbiera 38 – 40 punktów w skali Tańca z Gwiazdami.

Doskonale w świecie memów czuje się firma InPost, świetnie realizując ideę real time marketingu. W pierwszej połowie czerwca Sony pokazało nowe Playstation 5, którego design był szeroko komentowany i „memowany”. Inpost nie przespał okazji i stworzył wizję swojego „paczkomatu 5”, w którym szafki zostały zastąpione właśnie przez nową konsolę japońskiej firmy. Kilka dni wcześniej, na 15 urodziny jednej z najbardziej „memicznych” gier w historii – GTA San Andreas – Inpost umieścił swój paczkomat na podwórku głównego bohatera – CJa. Efekt? Ponad 7 tysięcy reakcji.

 

Spore ilości mocnego kontentu wykopiemy również na fanpage’u Jakdojade.pl. Od porównania metra w 1995 i 2020 za pomocą mema „buff dodge vs crying cheems”, przez wykorzystanie formatu z  Lisą z Simpsonów, po genialny 10 – sekundowy filmik, w którym najpierw translator google czyta „na górze róże, na dole kasztany”, by głos ze stacji PKP dokończył „za opóźnienia pociągu przepraszamy”. Memy oczywiście nie są jedynym elementem fanpage'a. Jednak ich duch unosi się nawet w zwykłych postach, sprawiając że jakdojade, staje się również rozwiązaniem problemu jaksierozbawie.

Zrób to sam – memy wykreowane przez marki

Obawiając się, że kamuflaż w dżungli okaże się nieskuteczny, część marek stawia na prototypowy system – kreowanie całkowicie oryginalnego contentu.

Netflix tworząc memy, uwielbia nawiązywać do swoich produkcji. Tu wykorzysta kadr z serialu „Ostatni Taniec”, by wyrazić żal z powodu ostatniego odcinka. Innym razem sięgnie po scenę z serialu, by oznajmić odbiorcom, że są piękni. Ponadto twórcy kontentu  doskonale czują się w świecie twitterowych emotikonek, za pomocą których odpowiadają swoim fanom, czy zapowiadają zbliżające się produkcje. Kreatywne wykorzystanie zasobów Twittera, własnych produkcji oraz reagowanie na społeczność, czynią komunikację Netflixa wiarygodną i po prostu budzącą sympatię.

Doskonałym przykładem jest też często wymieniany, choć już nieaktywny fanpage PizzaPortal.pl. Na dziesiątki sposobów wykorzystywał on motyw swojej tytułowej potrawy, np. tworząc wykres w kształcie pizzy (okrągły), w którym mały kawałek symbolizuje „faktyczne zamawianie”, a pozostała część „czas poświęcony na wybór jedzenia”. Na Boże Narodzenie na fanpage trafił mem z dwoma pizzami: jedna uginająca się od składników, symbolizowała przód choinki, druga, niemal pusta, tył. Fanpage PizzaPortal.pl był czymś unikalnym i wypada tylko żałować, że na początku lutego 2020 przestał publikować treści.


Oficjalnie nieoficjalnie – memy w rządzie i samorządzie

Komunikacja memami nie jest też obca organizacjom rządowym czy samorządowym. Regularnie korzysta z niej np. Agencja Mienia Wojskowego, nadzorowana przecież przez Ministra Obrony Narodowej. W ostatnim czasie na jej fanpage’u pojawiły się takie formaty jak „oj tak byczq”, mem który internauci wykorzystują do wyrażenia aprobaty, czy „buff dodge vs crying cheems”, w którym porównana została odzież z AMW z ubraniami stylizowanymi na wojskowe. Humorystyczne zestawienie pozwoliło na 1400 pozytywnych reakcji (przy ok. 100 w przypadku zwykłych postów).

Na skok w memowy bok pozwolił sobie także oficjalny fanpage Urzędu Miasta Sosnowiec „Sosnowiec Łączy”. Na początku czerwca w dużej części Sosnowca zaczęła działać sieć 5G. Z tej okazji postanowiono zwizualizować teorie spiskowe dotyczące tematu. Panorama Sosnowca została przyozdobiona pomnikiem strzelającym z oczu laserem i wielkimi antenami wystrzeliwującymi w powietrze niebiskie wiązki. Dodatkowo w komentarzu dodano wersję zdjęcia z dwoma gigantycznymi kotami. Komunikacja nietypowa dla urzędowego fanpage’a doskonale się przyjęła, a post jest jednym z najpopularniejszych.

Chcesz zrozumieć internet? Bądź jego częścią

Marek „próbujących w memy” jest na pewno sporo więcej, ale już na podstawie kilku przykładów możemy wyciągnąć jeden, najważniejszy wniosek. Do zrozumienia internetu, trzeba w nim po prostu być. Po większości z powyższych działań doskonale widać, że twórcy żyją w świecie memów, wiedzą co w danym momencie jest w „peaku”, a co pikuje w dół. Dlatego są w stanie dostarczać kontent nieprzestrzelony czasowo, który nie wywołuje politowania, ale szczerą radość odbiorcy. A to już prosta droga do wyjścia marki poza krąg swoich dotychczasowych odbiorców.


Content marketing

Strategia content marketing — jak zacząć?

W ciągu 1 sekundy w Google wpisywanych jest aż 80 000 zapytań! Trudno sobie wyobrazić, ile stron, produktów, pojawia się w ciągu tej jeden sekundy. Nie narzekajmy na obfitość treści, ale… Jak sprawić, żeby użytkownik Internetu trafił na właściwą stronę? W kompleksowej odpowiedzi na to pytanie muszą znaleźć się działania SEO oraz strategia content marketing. Dlatego nie sposób dziś mówić o PR bez kompetencji w tych obszarach.

Chcesz robić dobrą komunikację? – obserwuj trendy

Ostatnio w przestrzeni medialnej trafiłam na osobę, która przedstawiła się jako „trend watcher”. Jednak zadanie obserwowania, analizowania trendów i wyciągania wniosków nie jest przypisane tylko do wybranych specjalistów. Każdy, kto na co dzień zajmuje się komunikacją, czy w obszarze PR, czy marketingu, powinien pracować z trendami. A szerzej mówiąc, powinien jak najwięcej interesować się otaczającym go światem. W dobie czwartej rewolucji przemysłowej mamy ułatwione zadanie. Dzięki sztucznej inteligencji i obliczeniom kwantowym możemy szybko analizować napływające dane, np. o tym, jak klienci zachowują się na stronie internetowej firmy, co oglądają w sklepie internetowym, jakie treści czytają, jak reagują na kampanię reklamową i czego szukają w mediach społecznościowych. Czasem wręcz danych jest tak dużo, że marketer zamienia się w analityka i spędza więcej czasu nad Excelem niż nad Wordem. Excel to w tym przypadku symbol danych liczbowych, a Word – symbol komunikatów, pracy z językiem. Dane to teraz punkt wyjścia każdej strategii komunikacji. Zanim rzucimy się w wir pracy i działania (pisanie tekstów na bloga, tworzenie planów content marketingowych, wybieranie słów kluczowych, itp.), sprawdźmy, czym interesuje się grupa docelowa danego produktu.

Czego możemy nauczyć się od … hulajnogi? 

Pracując dla klienta z konkretnej branży wybieramy treści, które mogą nas zainspirować przy tworzeniu informacji prasowych czy artykułów na bloga. Szukamy zmian w prawie, przełomowych wynalazków, branżowych wydarzeń, śledzimy ekspertów i liderów opinii, a także konkurencję.

Ale to nie wszystko. Czasami inspiracja może przyjść z zaskakującej strony. Trafiamy na prezentację nowych narzędzi komunikacji, poznajemy wyniki badań na całości populacji (a nie tylko na grupie docelowej lub jeszcze węziej – na klientach firmy), dowiadujemy się, że coś akurat jest modne i bije rekordy popularności, jak np. hulajnoga. I nagle rozumiemy, że to ma pewien związek z marką, dla której pracujemy, więc wpisuje się w strategię content marketingu. Pewne wyraźne trendy, takie jak rosnąca świadomość środowiskowa, cyfryzacja pracy, starzenie się społeczeństwa, cyberterroryzm, rozwój sztucznej inteligencji, czy bezpieczeństwo energetyczne, obejmują swoim wpływem wszystkie branże (więcej na ten temat w raporcie Infuture Institute Transformacja cyfrowa w Polsce). Nie można ich spuścić z oka, nawet jeśli klient sugeruje, że głównym celem działań PR jest wzrost sprzedaży 😉 Bez wpisania w te trendy samego produktu czy usługi, a także komunikacji, marka zwyczajnie straci.

Nie chodzi tylko o wizerunek, ale o zrozumienie potrzeb statystycznych Kowalskich. Śledząc trendy w wyszukiwarce Google dbamy o SEO, przyszłe pozycjonowanie strony – ale nie powinno to być celem samym w sobie (pisałam już o tym w tekście „Internet – błogosławieństwo czy przekleństwo?”). To nie techniczne zabiegi zadecydują o popularności produktu, ale jego faktyczna użyteczność.

Segreguj treści, na które trafiasz – w przyszłości mogą się przydać

Każdy, kto tworzy materiały na bloga, robi content marketing, czy zajmuje się pozycjonowaniem produktów i tworzeniem marek, powinien mieć nawyk „chomikowania” treści. Newsy, wątki, analizy, które dziś wydają się ciekawe, ale niepasujące do żadnego bieżącego projektu, mogą się przydać w przyszłości. Dlatego warto segregować treści, na które trafiamy w Internecie czy w mediach społecznościowych. Zaprzyjaźnić się z zakładkami Ulubione, tworzyć katalogi z linkami lub danymi, notować zaskakujące cyfry, gromadzić pliki „do przeczytania”. I to zarówno na komputerze, jak i na telefonie, który zazwyczaj utrudnia nam konsumpcję dłuższych materiałów. Takie „chomikowanie” treści i stron jest nie tylko dobrym nawykiem, to rodzaj strategii, którą powinien wdrożyć każdy copywriter i specjalista od PR.

Zmiana ról w komunikacji

Czwarta rewolucja przemysłowa spowodowała również zmiany na rynku pracy. Potrzebne są nowe zawody i specjalizacje. Także w komunikacji. W 2020 roku w zespole marketingu pracować będą: specjalista SEO, bloger, social media manager, brand reputation manager. Marketing staje się szybszy, mocniej oparty na danych i spersonalizowany. To dotyczy także PR. Nasi klienci coraz częściej oczekują szczegółowych raportów z efektywności poszczególnych działań. Klasyczne media relations, kiedy to miarą sukcesu była liczba kontaktów do dziennikarzy przechowywana w telefonie, zastąpione zostały sprytnymi narzędziami, w których prześledzimy losy wysyłki informacji prasowej (jako nasz polski przykład niech posłuży Prowly). Do lamusa przeszło regularne uzupełnianie sekcji aktualności na stronie internetowej. Teraz liczy się content marketing i działania SEO na blogu i stronie produktowej. Jeśli nie wiemy, czego szuka w Internecie nasza grupa docelowa, jak chcemy do niej dotrzeć? W świecie, w którym informacji przybywa w postępie geometrycznym, marketing analityczny pomaga się odnaleźć. Wprowadźmy zatem w naszych działaniach analityczne podejście, dbajmy o porządek treści, a naszej kreatywności dostarczajmy regularnej pożywki w postaci „wieści ze świata”. To z pewnością pomoże w:

  • budowaniu marek, których klienci potrzebują,
  • pozycjonowaniu produktów, zgodnie z dominującymi trendami,
  • i tworzeniu strategii content marketingowych dopasowanych do zmieniających się warunków.