podcast

Podcast jako sposób na content atrakcyjny dla klientów

Przebodźcowanie i przesycenie reklamami sprawia, że coraz częściej konsumenci wybierają taką formę rozrywki, która angażuje tylko jeden zmysł - słuch. To właśnie podcast staje się coraz bardziej popularną metodą komunikacji marek. Firmy, które chcą dotrzymać kroku swoim klientom, starają się ich zaskakiwać coraz częściej oferując podcasty.

Badanie Tandem Media wykazało, że co czwarty polski internauta powyżej 15 r.ż. regularnie słucha podcastów. Z tego artykułu dowiesz się, czym jest podcast i dlaczego warto o nim pamiętać przy planowaniu strategii.

Podcast, czyli prosty i przyjemny przekaz

Podcast to audycja, której można odsłuchać w dowolnej chwili. Polacy zazwyczaj słuchają podcastów na smartfonie lub komputerze. Najpopularniejsze okazują się te o tematyce kryminalnej, do nauki angielskiego i biznesowej. Różnorodna i stale powiększająca się baza materiałów, sprawia, że każdy znajduje coś dla siebie. Dzięki temu podcasty trafiają do dużej liczby odbiorców.

Kojarzą się z odpoczynkiem, czasem tylko dla siebie. Dodatkowo osoby zapracowane, uważają je za wygody sposób pozyskiwania informacji, uczenia się lub po prostu słuchania opowieści podczas wykonywania codziennych obowiązków. 

Podcast idealnie pasuje do wizji wielozadaniowego człowieka.

Podcast to pomysł na nową formę content marketingu

Badania wykazały, że odbiorcy najchętniej słuchają podcastów wieczorami w domu. Komfortowe, wręcz intymne warunki, nienachalna forma, po którą można sięgnąć wtedy kiedy się ma na to ochotę - to wszystko daje możliwość nawiązania bliskiego kontaktu ze słuchaczem. 

Dzięki nietypowej formie jaką jest podcast, promocja produktów jest przeprowadzona w sposób autentyczny. Reklama nie jest głównym elementem odcinka, tylko zwykle zajmuje jego małą część. Na dodatek o produkcie mówi osoba, której wcześniej słuchacz zaufał. 

Twórca podcastów Tim Ferriss przeprowadził eksperyment. Zapytał swoich odbiorców, czy wolą zapłacić i słuchać jego odcinków bez reklam, czy jednak wolą nie ponosić kosztów i słuchać audycji sponsorowanej. Wynik jest zaskakujący. W czasach, gdy reklamy bombardują nas z każdej strony, aż 99% badanych nie ma nic przeciwko sponsorowanym treściom w podcaście. Więcej informacji na temat eksperymentu znajdziecie tutaj.

Liczy się treść

Dyrektorzy i pracownicy działów marketingowych przy wyborze podcastu jako jednej z form contentu marketingowego muszą zadać sobie kilka podstawowych pytań:

  • Co chcą w nim przekazać?
  • Czy te treści są wartościowe dla słuchaczy, potencjalnych klientów firmy?
  • Czy treści będzie wystarczająco dużo, aby stworzyć kilka odcinków podcastu? Jeśli nie, warto zastanowić się, czy w jakiś inny sposób można urozmaicić materiał np. poprzez zaproszenie gości.
  • Czy treści będą bezpośrednio związane z oferowanymi przez firmę produktami lub usługami? Czy raczej będą dostarczały wiedzy lub rozrywki, a marka pojawi się w formie sponsoringu?

Zaplanowane i spójnie tematycznie odcinki dadzą wrażenie, że konto jest przemyślane, a przekaz jasny, uporządkowany w logiczny sposób. Słuchacze, którym spodoba się tematyka i jakość treści, zostaną prawdopodobnie wiernymi odbiorcami kanału. Będą liczyli na nowe materiały o podobnej, interesującej ich tematyce.

W podcastach, jak i innych formach komunikacji, najważniejsza jest wartościowa treść. Szerzej o content marketingu przeczytacie w artykule: https://humansigns.pl/content-is-king/

Podcasty w liczbach, czyli o ich sukcesie

Podcasty to całkiem nowa forma rozrywki, która zyskuje na popularności. W Polsce korzysta z niej już 9 milionów osób. 

Można by się spodziewać, że jej odbiorcami są głównie młodzi ludzie, lecz tak nie jest. Kim więc są słuchacze podcastów w Polsce? Badania Publish Group na zlecenie Tandem Media wykazały, że ponad połowa, bo aż 57%, to osoby powyżej 35 roku życia. Prawie ½ słuchaczy ma wyższe wykształcenie. Taka grupa konsumentów jest bardzo atrakcyjna dla firm.

Dodatkowo popularność tego rodzaju przekazu rośnie z roku na rok. Odbiorców podcastów ciągle przybywa, dlatego warto zainteresować się tematem. Aż 65% badanych stwierdziło, że słucha podcastów dopiero od roku.

Jak wskazują powyższe badania, podcasty mają solidne podstawy i stają się coraz bardziej popularną formą komunikacji marek z rynkiem, z potencjalnymi klientami. Jednak jest to inwestycja, którą trzeba dobrze rozważyć i zaplanować. Bo bez strategii nawet doświadczony marketer może się czasem zgubić w digitalnym labiryncie.


wirtualne-spotkania-lokalne

Wirtualne spotkania lokalne

Na jesień 2020 roku mieliśmy zaplanowanych blisko 20 spotkań dla dziennikarzy mediów regionalnych z lekarzami w szpitalach na terenie całej Polski. Kiedy okazało się, że organizacja tego przedsięwzięcia w dotychczasowej formule nie będzie możliwa, opracowaliśmy skuteczny patent na przygotowanie wydarzeń regionalnych w formule online. Oto nasza top lista pięciu sprawdzonych rozwiązań.

Lokalne kampanie świadomościowe dotyczące objawów i diagnostyki różnych chorób są niezwykle istotne. Powszechnie wiadomo, że lepiej zapobiegać niż leczyć, a w czasach, kiedy profilaktyka schodzi w świadomości społecznej na dalszy plan, warto działać ze zdwojoną mocą – rak nie poczeka na koniec pandemii. Dlatego też łącząc wspólne siły lokalnych ośrodków, lekarzy i zaangażowanych w akcję pacjentów stworzyliśmy wirtualne spotkania lokalne budujących wiedzę na temat sześciu jednostek chorobowych.

Zwyczajna – niezwyczajna formuła wirtualnych spotkań 

Spotkania organizowaliśmy na platformie Zoom. Zazwyczaj ekspert i pacjent przebywali w jednym pomieszczeniu, pozostali uczestnicy łączyli się z domu lub swoich miejsc pracy. Spotkanie było nagrywane – po spotkaniu dziennikarze otrzymywali materiał video oraz materiał prasowy wzbogacony o autorskie komentarze eksperta. Co sprawiało, że po każdym naszym spotkaniu ukazywało się od kilkunastu do kilkudziesięciu publikacji? Poniżej kilka naszych rad:

  1. Stawiaj na lokalny kontekst

Bez lokalnych danych, trudno o atencję mediów. Ile chorych jest w danym województwie/mieście, a ilu choruje w Polsce? Czy jest coś czym możemy się pochwalić w zakresie opieki realizowanej przez regionalny ośrodek, z którego pochodzi ekspert? Może szpital posiada wyjątkowe na skalę regionu lub kraju narzędzia diagnostyczne, może nowo wyremontowany oddział lub nowoczesny sprzęt medyczny? Odpowiedzi na te pytania były zawsze interesujące dla mediów regionalnych.

  1. Stwórz wartość dodaną dla lokalnych odbiorców

Zadbaj o dodatkowy pretekst do komunikacji. Czy lokalny ośrodek oprócz szerzenia wiedzy mógłby zrobić coś dla lokalnej społeczności? Zorganizować otwartą infolinię, w której ekspert będzie danego dnia odpowiadał na pytania potencjalnych pacjentów? Być może uda się zorganizować dzień/tydzień otwarty, podczas którego pacjenci ze skierowaniem będą przyjmowani priorytetowo? Każda inicjatywa tego typu, to świetny kontekst dla lokalnych mediów.

  1. Zadbaj o miejscowe wsparcie

Nikt nie zna lokalnych mediów lepiej niż rzecznik danego szpitala. Budowane przez lata kontakty być może chętnie wykorzysta, aby nagłośnić spotkanie z ekspertem. Może zechce wysłać zaproszenie do swojej bazy dziennikarzy lub prześle informację prasową po wydarzeniu? Zaangażowany rzecznik zaopiekuje się również ekipą telewizyjną czy radiową, która będzie chciała na miejscu nagrać dodatkowy komentarz. Takie wsparcie jest nieocenione.

  1. Nadaj chorobie twarz

Choroby mają to do siebie, że są dość abstrakcyjne. Często w naszej głowie jawią się po prostu jako zlepek różnych symptomów. Zaproszenie pacjenta z regionu, takiego „sąsiada” przeciętnego czytelnika, widza lub słuchacza, który podzieli się historią swojej choroby, naprawdę otwiera oczy i sprawia, że choroba staje się realna. Dodatkowo, lokalna telewizja bardzo chętnie nagra setkę z pacjentem, która będzie stanowiła świetne uzupełnienie materiału eksperckiego.

  1. PAP jest dobry na wszystko

Oprócz lokalnych dzienników, tygodników, radiostacji i telewizji, warto dołożyć wszelkich starań, aby na spotkaniu pojawił się przedstawiciel lokalnego oddziału PAP. Obecność dziennikarza, to gwarancja powstania depeszy, a z tej chętnie korzystają bardzo poczytne portale, dzięki czemu zyskujemy szeroki zasięg naszej akcji.

Czy formuła spotkania determinuje sukces?

Z naszych doświadczeń wynika, że nie ma to aż takiego znaczenia, a w skrócie przepis na udane spotkanie z dziennikarzami brzmi: weź garść sprawdzonych lokalnych danych, dodaj dobry kontekst i wartość dodaną dla lokalnych odbiorców, zmieszaj wszystko z dawką merytorycznej wiedzy i okraś profesjonalizmem i uśmiechem.

 


Content is king

Content is king. Distribution is queen.

Content marketing, czyli komunikacja firmy oparta o treści użyteczne dla potencjalnych klientów. Jest z nami od ponad dekady, ale można odnieść wrażenie, że wciąż się go uczymy: firmy B2B, sklepy internetowe, branża FMCG, profesjonalni wydawcy… No i eksperci w agencjach PR. Musimy się stale uczyć, bo zmieniają się reguły dystrybucji treści, dyktowane w znacznej mierze przez takich gigantów, jak Google czy Facebook.

Nawet najlepszy, najciekawszy tekst, przygotowany w oparciu o rzetelną analizę rynku i potrzeb klientów, nie obroni się sam. Opublikowany na Twojej stronie internetowej będzie czekał na przypadkowych gości. Musisz mu pomóc dotrzeć do właściwych osób angażując swój czas, a niekiedy i środki, żeby Królowa Dystrybucja była dla niego łaskawa. Na tym właśnie polega dobry content marketing.

Kanały własne firmy

Masz do wyboru naprawdę szerokie spektrum narzędzi. Ale nie łudź się, że rozwijanie kanałów własnych można robić po godzinach, jedną ręką w czasie spotkań wideo albo kiedy Ci się akurat przypomni, bo mówili o tym na szkoleniu. Kluczem do sukcesu jest w tym przypadku KONSEKWENCJA.

Nie próbuj być aktywnym we wszystkich mediach społecznościowych, jeśli nie masz na to czasu. Wybierz jeden lub dwa kanały i dostosuj treści do odbiorców, którzy zgromadzili się wokół Twojej marki (lub których dopiero chcesz zgromadzić). Nie kopiuj na LinkedIna postów z Instagrama i nie wrzucaj na Facebooka linków do YouTube. Każdy z tych kanałów ma swoją specyfikę i swoich użytkowników.

Kanały własne to także newslettery. Nie musisz wysyłać ich regularnie, nie musisz też przejmować się zachowaniem tych samych rubryk czy kategorii. Szanuj czas swoich czytelników i dziel się z nimi tylko tymi materiałami, które są ważne. Możesz przesłać maila z jednym tylko tekstem – to lepsze niż tematy zapchaj-dziury. Ważne, żebyś wypracował sobie swój własny styl komunikacji z odbiorcami. Pomyśl, za co lubisz niektóre newslettery? Czym się wyróżniają? Podpatruj i ucz się od najlepszych. I, oczywiście, analizuj statystyki otwarć i klików.

Recycling treści

To działanie powinieneś polubić! Chodzi o teksty lub inne materiały, które angażowały jakiś czas temu użytkowników. Możesz je po roku odświeżyć i znów puścić w obieg. Sprawdź, czy dane są aktualne, czy nie pojawiły się jakieś nowe badania albo case studies.

Możesz też rozważyć przerobienie treści w innym formacie. Z artykułu zrobić infografikę albo animację wideo. Posta wydłużyć do artykułu. Temat, który okazał się swego czasu interesujący, omówić z gościem podczas webinaru albo podcastu. Miksuj formaty, bo klienci nie znoszą nudy.

Evergreeny

„Najbardziej lubimy te piosenki, które znamy”. Podobnie działa content marketing. Są treści, które zawsze się klikają. To wszelkiego rodzaju listy trendów, podsumowania zmian i poradniki. Do tych ostatnich szukaj inspiracji w Google Trends albo Answer the public. Pamiętaj jednak, że z tych samych narzędzi korzysta Twoja konkurencja. Oni też tworzą content. No, chyba, że działasz w naprawdę wąskiej niszy, albo jesteś liderem rynku i niczego się nie boisz.

Postaw na SEO

Obecnie każdy marketer, ekspert PR czy komunikacji musi znać podstawy SEO. Nawet jeśli od kwestii technicznych / informatycznych będzie miał osobnego specjalistę, to w zakresie doboru słów kluczowych, formatowania tekstu, budowania zdań i akapitów odpowiedniej długości – powinien się sprawnie poruszać. Algorytmy Google mogą się zmieniać, ale jeśli materiał będzie tworzony z myślą o zainteresowaniu potencjalnego klienta (a nie np. handlowców czy prezesa) to znacząco zbliżysz się do sukcesu. Pilnuj też prostego języka. To trend, który obejmuje coraz więcej instytucji i firm. Nie bądź urzędnikiem, nie pisz zdań wielokrotnie złożonych na 4 linijki, bo zniechęcisz nie tylko czytelników, ale i roboty Google.

Zaplanuj budżet

Nie licz, że sama dystrybucja organiczna Twojego contentu przyniesie satysfakcjonujące efekty. Prawdopodobnie trafisz w ten sposób do osób, które i tak już lubią twoją markę. Jeśli chcesz poszerzyć zasięg i w konsekwencji zwiększyć sprzedaż, zaplanuj budżet na promocję przygotowanego przez Ciebie materiału. Mam namyśli nie tylko posty sponsorowane w mediach społecznościowych (które coraz bardziej się zapychają), ale także płatne publikacje w mediach tradycyjnych. Treści, które najwięcej mówią o Twojej marce, możesz też wesprzeć reklamami w Google.

 

Lista działań, które można podjąć, aby przygotowany dużym nakładem pracy content dotarł do odpowiednich osób, jest długa. Powstają na ten temat książki i kilkudniowe szkolenia. Tutaj zasygnalizowałam tylko niektóre. Zachęcam do pogłębiania wiedzy na stronach Marketer + oraz Nowy Marketing - znajdziecie tam sporo artykułów omawiających content marketing. Możecie też zajrzeć do innych materiałów na naszej stronie.

PS

A wiedzieliście, że autorem zdania „Content is king” jest Bill Gates? 😉

 


Którędy do czytelnika? Sześć dróg do dobrego tekstu

Nic nie sprzedaje się tak dobrze, jak seks i przemoc. Ta stara prawda pozostaje wciąż aktualna. Redaktorzy przed laty mawiali, że „nic tak nie ożywia gazety, jak kilka trupów na pierwszej kolumnie”. Dziś trawestując ich słowa, moglibyśmy napisać, że „nic tak nie napędza ruchu na stronie, jak kilka trupów na pierwszym ekranie”.

Dowody? Oto kilka przykładowych tytułów zaczerpniętych wyłącznie jednego dnia z popularnych ogólnopolskich serwisów online:

„Pasażerów ogarnął strach. Śmierć na pokładzie Ryanaira”

„Krew na szafocie. Najbardziej znane egzekucje w historii Anglii”

„Włożyły na mecz szorty zamiast majtek. Groziła im dyskwalifikacja”

„Opublikowali porno z jej udziałem. Po zobaczeniu prawie się zabiła”

„Pokazała zdjęcie w bikini. Ma apel do komentujących mężczyzn”

Co zamiast seksu i przemocy?

Świetnie! Tylko jak wykorzystać seks i przemoc w pracy nad profesjonalnym, branżowym tekstem – dajmy na to – o finansach przedsiębiorstw, który chcielibyśmy opublikować np. na swoim profilu w serwisie LinkedIn? Innymi słowy: Jak napisać dobry tekst, który czytelnicy będą chętnie czytali, w sytuacji, w której nie sposób epatować drastycznymi opisami przemocy, czy też seksualnymi podtekstami?

Istnieje wyjście z sytuacji i nie jest nim żadne z narzędzi Google’a. Nie potrzebujemy więc Google Trends ani Google Analitics (choć nie zaszkodzi rzucić tam okiem). Wystarczy krótka refleksja nad źródłem popularności seksu i przemocy. A zatem co jest ich źródłem?

Wielokrotnie już dowodzono w naukach społecznych, że jest nim po prostu nasze zainteresowanie innymi ludźmi, jakkolwiek w tym wypadku w dość ekstremalnych sytuacjach: siła i brutalność versus prywatność i intymność. Nie zmienia to jednakże uniwersalnej reguły, która mówi o tym, że jeśli chcesz pisać w sposób interesujący, musisz być empatyczny i patrzeć na świat oczami swojego czytelnika.

Jak wzbudzić ponadprzeciętne zainteresowanie?

Niespecjalnie też trzeba się napracować, żeby odkryć, wokół jakich tematów należy się obracać, żeby liczyć na wierną publikę. Już dekady temu amerykański profesor Kennet E. Andersen opisał sześć zagadnień (a zreferował Walery Pisarek, guru adeptów polskiego dziennikarstwa), które cieszą się ponadprzeciętnym zainteresowaniem czytelników:

  1. Interesuje nas to, co wiąże się z życiem codziennym (sąsiedzi, czy współpracownicy, a nie anonimowi mieszkańcy innego kontynentu)
  2. Interesuje nas to, co jest konkretne i bliskie (moje podatki i budżet mojej firmy, a nie rządowe obligacje i budżet państwa)
  3. Interesuje nas to, co rzeczywiste (stało się, a nie mogło się stać)
  4. Interesuje nas to, co konfliktowe (zakaz rejestracji spółki poza Polską, zakaz aborcji, zakaz zgromadzeń)
  5. Interesuje nas to, co niezwykłe, nowe i nieoczekiwane (pandemia covid-19 i jej konsekwencje)
  6. Interesuje nas to, co wesołe (a nie smutne)

Podsumowując: jeśli chcesz pisać tak, żeby inni to chętnie czytali, nie trać z oczu czytelnika i charakterystycznych dla niego realiów codziennego życia. Skup się na faktach, które będą mieć wpływ na jego funkcjonowanie. Pisz o tym, co wzbudza jego podziw, albo rodzi kontrowersje, bo np. burzy dotychczasowe status quo. I nie zawsze musisz być super poważny, odrobina poczucia humoru jeszcze nikomu nie zaszkodziła.


mózg

Jak dotlenić mózg i mieć więcej energii na wiosnę

Co robić i co jeść, żeby do głowy wpadały same dobre pomysły, a koncentracja na zadaniach była wyższa? Jak zadbać o swój mózg? Odpowiedzi w tekście!

Zdarzyło się Wam kiedyś paść ofiarą słynnego „wiosennego przesilenia”? U mnie w rodzinie określało się w ten sposób trudną do wytłumaczenia ospałość (lenistwo?), która ogarniała nas zazwyczaj pod koniec marca. Niby dzień już dłuższy, ptaki głośno śpiewają, więcej słońca, temperatury ciągną w kierunku 10 stopni… A jednak jakoś nic się nie chce. Człowiek taki zmęczony, najchętniej poszedłby na wagary, albo… spać. Te pierwsze wiosenne cieplejsze dni zaskakują nasz organizm i szybko męczymy się w za ciepłych kurtkach. Jak zatem odzyskać energię?

Odpowiedź jest prosta: trzeba dotlenić swój mózg!

Rusz się!

Mózg stanowi u człowieka jedynie 2% wagi ciała, ale pochłania aż 20% tlenu i energii. Wbrew powszechnemu przekonaniu, jego aktywność metaboliczna utrzymuje się na stałym poziomie. Bez względu na to, czy odpoczywamy, czy jesteśmy pochłonięci aktywnością fizyczną lub umysłową, prawie nie ma różnic w poborze glukozy.

Najprostszym sposobem na dotlenienie mózgu jest aktywność fizyczna. A najlepiej  - aktywność o charakterze aerobowym, podnosząca na dłuższy czas tętno. Nie powinno się ćwiczyć w domu ani w zamkniętych pomieszczeniach. Skuteczniejsze będzie wyjście na świeże powietrze. Można pobiegać, ale nie każdy lubi biegać przed pracą. Ja zdecydowanie preferuję rower. Nawet 20 -30 minut na dwóch kółkach pozwala się skutecznie obudzić, poprawia humor, dotlenia lepiej mózg i aktywizuje go. To się nazywa dobrze zacząć dzień. Podczas pierwszego pandemicznego lockdownu tego mi najbardziej brakowało – rowerowej przejażdżki na początek i koniec dnia pracy.

Mój sposób na więcej energii? Rower. I to nie od święta, nie w weekend, nie tylko przy ciepłej, słonecznej pogodzie, ale codziennie. Po to, żeby mózg lepiej funkcjonował. Po to, żeby więcej się chciało, żeby powstawały lepsze pomysły, żeby koncentracja była wyższa… Długo by wymieniać. Do tego bezcenne wrażenia: obserwowanie kormoranów na Wiśle, pierwsze krokusy na trawniku, coraz bardziej zielone drzewa, wznoszące się wyżej i wyżej słońce. Codzienne ćwiczenia z zachwytu nad światem. A jak pada deszcz, zacina śniegiem albo wieje, że urywa głowę? Wtedy przejazd rowerem staje się walką o życie i do pracy dojeżdżam przekonana, że jestem bohaterem.

Znajdź swój sposób

Trudno namawiać na rowerowanie do pracy osoby, które do biura mają 50 km. Każdy powinien znaleźć swój własny sposób i własną aktywność fizyczną. Na szczęście na rynku jest szeroki wybór różnego rodzaju aplikacji, które mierzą aktywność fizyczną, nie mówiąc już o coraz popularniejszych sportowych zegarkach i fit opaskach. W aplikacjach można dołączyć do wyzwania, czyli zaplanować wykonanie określonych treningów, np. ustalić liczbę kilometrów, które się w określonym czasie przebiegnie lub przejedzie na rowerze. Aplikacja będzie przypominać nam, ile czasu mamy jeszcze na wykonanie wyzwania, może też porównać nasze osiągnięcia z tymi naszych znajomych.

Nakarm swój mózg

Nasz mózg, obok dotlenienia, potrzebuje też energii. Tutaj z pomocą przychodzi zróżnicowane dieta. Warto pamiętać o występujących w rybach morskich kwasach omega 3 i omega 6, które zwiększają półprzepuszczalność błon komórkowych i dzięki temu wszystkie substancje (a także tlen) lepiej odżywiają komórki. W ciągu dnia można pomóc mózgowi sięgając np. po:

  • pestki dyni, bogate w cynk, który jest istotny dla wzmocnienia pamięci i szybkości myślenia;
  • gorzką czekoladę o zawartości kakao minimum 70% (dwie kostki dziennie), która działa antydepresyjnie, obniża ciśnienie krwi, poprawia wydolność serca, zapobiega miażdżycy oraz polepsza zdolności matematyczne. Ciemna czekolada likwiduje też uczucie zmęczenia fizycznego i umysłowego;
  • owoce borówki amerykańskiej, które naturalnie dopingują mózg, ponieważ mają właściwości przeciwutleniające i przeciwzapalne, spowalniają procesy starzenia się komórek nerwowych;
  • awokado, o dużej zawartości tyrozyny, aminokwasu pełniącego istotną rolę w tworzeniu neuroprzekaźników.

Tę listę zaczerpnęłam z raportu „Mental master” przygotowanego trzy lata temu przez ekspertów firmy Human Power (podówczas naszego klienta). Warto obserwować ich stronę na LinkedInie – publikują dużo ciekawych informacji na temat tego, jak dbać o swój mózg i energię do działania.

Niezależnie od tego, czy dopada nas wiosenne przesilenie, czy sami nie wiemy, co jest powodem spadku energii, warto wspomóc nasz mózg i dostarczyć mu więcej tlenu i dobrych składników odżywczych. Przed pracą, w trakcie pracy i także po. A jeśli ktoś chce zrobić sobie prawdziwe out of office, polecam zaplanowanie rowerowego weekendu lub urlopu. Wiele inspiracji znajdziecie na stronie Znajkraj.pl.

 


LinkedIn

Wszyscy mówią: LinkedIn!

„Nasz prezes chciałby publikować swoje posty na LinkedInie”... „Jakie są najlepsze praktyki w prowadzeniu strony firmowej na LinkedInie?”... „Jak stworzyć strategię social selling?”...  Ostatnio coraz częściej klienci zwracają się do nas w tych sprawach.

LinkedIn - skąd się bierze jego rosnąca popularność?

To serwis społecznościowy, który powstał w Kalifornii w Stanach Zjednoczonych w 2002 roku. Od 2016 roku jego właścicielem jest Microsoft. Dostępny jest w kilkunastu językach, w tym również w polskim. Wyróżnikiem LinkedIna jest jego profesjonalny charakter i przewaga treści eksperckich dotyczących różnych branż. Początkowo LinkedIn był wykorzystywany głównie w celach rekrutacyjnych. Wciąż niektórzy uważają, że ich profil to rodzaj wirtualnego CV, a jakąkolwiek aktywność warto wykazywać jedynie w sytuacji poszukiwania pracy. Takie myślenie jednak świadczy o niedocenianiu wszystkich możliwości LinkedIna, w którym obecnie na całym świecie 700 mln użytkowników buduje swoje sieci zawodowych kontaktów. W Polsce o tempie rozwoju może świadczyć fakt, że w ostatnim roku miesięcznie przybywało średnio 40 tys. nowych kont.

A zatem: po co nam LinkedIn?

Po to, żeby rozmawiać o swojej branży, obserwować ekspertów i liderów opinii, być na bieżąco z nowinkami. Ale także po to, by dzielić się swoją wiedzą, chwalić osiągnięciami, omawiać case studies. No i dyskutować. Pamiętając o tym, że portal zrzesza profesjonalistów, lepiej zatem zabierać głos w taki sposób, jakbyśmy to robili na konferencji branżowej.

Oprócz budowania marki osobistej, na LinkedInie można również prowadzić bardziej zaawansowane działania, m.in. rekrutacje, kampanie reklamowe, czy nawiązywanie kontaktów handlowych (social selling). Obok bezpłatnej wersji profilu dostępna jest również wersja premium, umożliwiająca m.in wysyłanie większej liczby wiadomości prywatnych, czy sprawdzanie, kto odwiedził nasz profil.

Przyszłość LinkedIna

Niektórzy mówią, że LinkedIn „fejsbuczeje”. Nie ma na nim co prawda zdjęć z dziećmi, czy wakacyjnych widoków, ostatnio jednak pojawiły się np. stories, wzorowane na tych dostępnych dla użytkowników Instagrama i Facebooka. Jednak, dopóki na Linkedinie ludzie będą przede wszystkim rozmawiać o pracy, pozostanie on wyjątkowy. A biorąc pod uwagę pandemię i niedobór rozmów korytarzowych w biurze, można śmiało prognozować dalszy rozwój tej platformy społecznościowej.

 


Blue Monday

Blue Monday – czyli jak (nie)robić PRu

Określenie Blue Monday na przestrzeni kilkunastu lat stało się niesamowicie popularne. Obecnie jest powszechnie wykorzystywane w kampaniach marketingowych przez co mamy wrażenie, że tego dnia wręcz musimy uronić choć jedną niebieską łzę smutku. W trzeci poniedziałek stycznia Internet zalewają informacje o najbardziej depresyjnym dniu w roku oraz… o promocjach, które mają ten zły dzień poprawić. Ale czy wiecie, że Blue Monday to zwykła bajka?

Blue Monday to mit

Założenie teorii Blue Monday stworzonej przez Cliffa Arnalla (nota bene psychologa) nie jest prawdziwe. Bum! Okazuje się, że wzór na najbardziej depresyjny dzień w roku jest bardzo subiektywny. Dzisiaj, sam twórca przyznaje, że Blue Monday należy do działu: „pseudonauka”, ale spirala nakręca się dalej. Jak to się stało, że tak wielu ludzi uwierzyło w bezsensowny wzór, który wyznacza najsmutniejszy dzień w roku?

Pierwotnie Arnall został poproszony przez agencję PR obsługującą biuro podróży o wyznaczenie najlepszego dnia na zarezerwowanie wakacji. Podczas badań, o ile można je tak nazwać, okazało się, że to właśnie pod koniec stycznia ludzie przybierają nostalgiczną postawę. Owszem, krótki dzień, często brak słońca i ponura pogoda podczas zimowych miesięcy to czynniki negatywnie wpływające na samopoczucie. Natomiast, wzór zawiera dodatkowo niemierzalne zmienne min. poziom motywacji i stan psychiczny. Zatem czy wynik może być realny? Nie sądzę.

Stop normalizacji smutku

Od momentu pojawienia się hasła Blue Monday słychać wiele głosów krytyki pochodzących ze środowiska naukowego. Lekarze twierdzą, że problem depresji i sezonowych zaburzeń afektywnych, w skrócie SAD (Sasonal Affective Disorder), jest bagatelizowany poprzez uproszczenie podejścia do walki ze smutkiem i negatywnymi emocjami. Tańsza rolka sushi, zestaw do aromaterapii czy „podnoszące na duchu” zabiegi pielęgnacji ciała nie są w stanie rozwiązać poważnych problemów, z którymi co raz częściej boryka się społeczeństwo. Przesuwając palcem po tablicy Facebook’a czy Instagrama w trzeci poniedziałek stycznia często można jednak mieć odwrotne wrażenie.

Nagłośnienie oferty popularno-naukowymi wnioskami bez absolutnie żadnych naukowych podstaw przerodziło się w trend, który nieodpowiedzialnie wykorzystują firmy z branży marketingowej i nie tylko. Chwytliwa koncepcja pożyczona na dłużej powoduje bezwiedne, często nieświadome, powtarzanie fałszywej teorii. Teorii, która jest zwyczajnie szkodliwa, szczególnie w dzisiejszych czasach, gdy zaczyna się uwypuklać problem depresji w społeczeństwie.

Jak zatrzymać spiralę Blue Monday?

Sam twórca koncepcji kilka lat temu rozpoczął ruch pod hasłem #StopBlueMonday. Niestety próba wyprostowania bardzo krzywej teorii nie ma siły przebicia. Dowód?  Hashtag promujący przerwanie powielania teorii Blue Monday ma 859 oznaczeń na Instagramie, podczas gdy hasło Blue Monday zostało użyte blisko 800, ale tysięcy, razy!

Obserwując branże uważamy, że nasza praca jest bardzo odpowiedzialna. Dlatego zawsze działamy profesjonalnie, szanujemy klienta i jego otoczenie. Część z nas jest nawet sygnatariuszami Kodeksu Dobrych Praktyki PR Związku Firm Public Relations.


Czy 2021 będzie jeszcze dziwniejszy?

A tak dobrze się zapowiadał. I tak dobrze wyglądał (ach te dwie 20-tki). Teraz z perspektywy 12 miesięcy czar roku 2020 prysł. Dlaczego? Czego spodziewać po jego sukcesorze?

Z perspektywy branży komunikacji marketingowej, w tym współpracujących z dziennikarzami PR-owców, siłą rzeczy wydarzeniem roku jest zakup mediów regionalnych należących do Polska Press przez Orlen. Można uciekać od polityki, ale co zrobić, jeśli ona i tak cię dopada? (o pandemii nie ma potrzeby pisać - jej pierwszoplanowa rola w tegorocznych wydarzeniach w Polsce i na świecie nie podlega dyskusji i można o niej czytać każdego dnia).

Orlen wydawcą 

Analizę sensu (czy też raczej bezsensu) biznesowego tej transakcji kompetentnie przygotował m.in. red. Maciej Samcik z „Subiektywnie o finansach”. My spójrzmy na konsekwencje dla pracy osób zatrudnionych w marketingu.

Z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością można założyć, że z upływem czasu w poszczególnych tytułach Polska Press występować będzie zjawisko, które poznaliśmy dzięki TVP i Polskiemu Radiu. Mówiąc krótko nastąpi upolitycznienie linii redakcyjnych zgodnie z oczekiwaniami partii rządzącej. Z oczywistych względów spowoduje to odpływ części dotychczasowych czytelników i użytkowników serwisów internetowych tych tytułów. Spadną więc nakłady i wskaźniki UU, CTR, itd.

Rydzyk red. nacz.

Równolegle z poszczególnych redakcji poodchodzą lub zostaną zwolnieni dziennikarze. I będą to raczej ci bardziej, a nie mniej kompetentni (vide: casus redakcji radiowej Trójki czy telewizyjnych Wydarzeń). Zastąpią ich m.in. absolwenci Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu.

Czy taki tytuł będzie wówczas wciąż pożądanym medium do publikacji na jego łamach, w tym sensie również w jego serwisach, materiałów prywatnych spółek współpracujących z agencjami? Przecież - abstrahując nawet od profilu politycznego danego tytułu - dla komercyjnego klienta interesujące są zasięgi w grupie docelowej, jakość treści i kontekst, w którym ma być opublikowany jego materiał.

Czytelnik wg PiS

Profil wyborcy PiS jest dobrze socjologicznie i demograficznie opisany. Wiemy zatem jak prawdopodobnie ukształtuje się profil przeciętnego czytelnika (na ten temat pisałem w jednym z wcześniejszych tekstów tutaj). Ilu klientów, jaki procent biznesu w tym kraju jest zainteresowany tego typu konsumentem?

W ślad za częścią czytelników, internautów i dziennikarzy odpłyną z łamów reklamodawcy. W konsekwencji każdy z tych tytułów będzie musiał polegać na reklamach Orlenu i współpracy z innymi spółkami Skarbu Państwa (które w wyborze medium nie będą się kierować żadnymi przesłankami merytorycznymi, a jedynie politycznymi).

Brak alternatywy

Alternatywą dla mediów regionalnych, takich jak „Gazeta Pomorska” (codzienny nakład 30 tys. egz.) raczej nie staną się dzienniki czy tygodniki lokalne tudzież ich serwisy www, których zasięgi mają się nijak do zasięgów "Naszego Miasta" (czyli serwisów www należących do Polska Press). Nawet te tak nagradzane za osiągnięcia dziennikarskie, jak np. „Pałuki” prowadzone przez red. Dominika Księskiego (tygodniowy nakład 10 tys. egz.). Zresztą ich los może być też w rękach Daniela Obajtka czyli polityków, jeśli drukują się w drukarniach kupionych właśnie od Polska Press przez Orlen. A dystrybuują m.in. przez sieć kiosków Ruchu. Niewielkie wahania cen druku czy dystrybucji mogą skutecznie zachwiać rentownością tego typu wydawnictw, jeśli władza uzna, że są niepoprawne politycznie.

Będzie Bis

Zatem to są zmiany niedobre dla czytelników, internautów i dla branży marketingowej (która i tak już wcześniej musiała przecież przełknąć fakt powstania państwowego de facto domu mediowego czyli Sigma Bis – co w praktyce sprowadza się przecież do przekładania pieniędzy z kieszeni do kieszeni w tych samych spodniach, zamiast stabilizowania pluralistycznego rynku mediów).

Ta sytuacja pokazuje, jak bardzo ważne powinny się stać i tak już przecież coraz bardziej hołubione własne kanały komunikacji. Mam tu na myśli strony internetowe, newslettery, papierowe wydawnictwa. A także media społecznościowe, czyli Facebook, LinkedIn albo Instagram. Przy czym i w tym obszarze następują zmiany, które raczej wywołają ból głowy w branży marketingowej.

Nie będzie ciasteczek

Jedna z najpopularniejszych przeglądarek internetowych na świecie, czyli Google Chrome zapowiada w 2021 r. blokowanie śledzenia za pomocą tzw. ciasteczek (pochodzących od tzw. firm trzecich). Może nie jest to rewolucja, bo już wcześniej na podobne kroki zdecydowali się inni (Apple w Safari, Microsoft w Bing), ale z punktu widzenia agencji marketingowych jest to problem. Jak prowadzić kampanie remarketingowe? Jak mierzyć ich skuteczność? Itd. itp. Jak informuje Kantar te zapowiedzi niepokoją, póki co, 48 proc. marketerów (globalnie). Teoretycznie skorzystają użytkownicy internetu czyli my wszyscy, a konkretnie nasza prywatność (chociaż i w tym wypadku nie ma zgody, bo 54 proc. konsumentów deklaruje, że lubi być śledzona w sieci, ponieważ chce aby reklamy były dostosowane do ich potrzeb).

Nie będzie hejtu

Jakby było mało zmian Komisja Europejska chce, żeby tzw. platformy internetowe takie jak Google czy Facebook zaczęły lepiej moderować treści. Oczekuje, aby przestrzegały reguł ujętych w dwóch właśnie im przedłożonych dokumentach Digital Services Act i Digital Market Act. To znów teoretycznie dobre posunięcie dla nas wszystkich - rzecz idzie m.in. o eliminowanie z sieci fake newsów i mowy nienawiści. Ale wcale nie jest powiedziane, że skutkiem ubocznym będzie modyfikacja funkcjonalności narzędzi marketingowych wykorzystywanych przez agencje do realizacji kampanii online. Natomiast jeśli w efekcie ukróci się lub chociaż utrudni w ten sposób życie farmom trolli, to będzie niewątpliwie sukcesem. Także z punktu widzenia etycznie pracujących agencji.

 

 


social media

Social media – PR dla firm B2B

Myli się ten, kto myśli, że social media są tylko dla branży modowej czy FMCG. W błędzie jest ten, kto uważa swoich klientów za zbyt poważnych i za starych na śledzenie social media. Racja zaś jest po stronie tych, którzy eksplorują nowe kanały komunikacji z rynkiem, uczą się ich (często na błędach) i nawiązują nowe relacje.

Social media są już z nami tak długo, że korzystać z nich nauczyło się także pokolenie seniorów (definiuję je jako 70 +, czyli osoby, które nie są już czynne zawodowo). Kto się opierał, tego przymusiła pandemia. Jednak nie wszystkie firmy korzystają z tych kanałów do komunikacji i budowania wizerunku. Ba, niektóre zachowują się tak, jakby uważały je za miejsce nielicujące z powagą ich biznesu. Rozmawiałam ostatnio z pracownikiem międzynarodowej firmy, która ma zakaz budowania stron na Facebooku we wszystkich krajach, w których działa. Cóż, może kiedyś coś nie zagrało i się zniechęcili.

Social media – garść statystyk

W Polsce jest 19 milionów aktywnych użytkowników mediów społecznościowych, co oznacza penetrację na poziomie 50 proc. (dane ze stycznia 2020 r, źródło: we are social & HootSuite). Średnio w mediach społecznościowych spędzamy 2 godziny dziennie. 97 proc. użytkowników mediów społecznościowych korzysta z nich na swoim smartfonie, co jest ważną wskazówką dla osób prowadzących komunikację w tych kanałach.

Klienci Twojej firmy zapewne również są w mediach społecznościowych. Niektórzy prywatnie, ale znakomita większość również zawodowo – śledząc tematy branżowe, liderów opinii, czy konkurencję. Twoja firma powinna wykorzystać te kanały:

  • do tworzenia wizerunku eksperta,
  • do komunikacji z potencjalnymi klientami,
  • niekiedy też do obsługi zapytań aktualnych klientów, gdy zawiodą inne kanały,
  • do budowania społeczności osób zainteresowanych branżą,
  • do nawiązywania relacji.

A zatem, pytanie nie brzmi: “czy być obecnym w social media z komunikacją B2B?” ale: „Jak to robić?”, „Gdzie, w których kanałach?”

I o tym zaraz pokrótce opowiem.

LinkedIn 

Jeśli chcesz postawić na branżowe dyskusje, eksperckie porady i social selling, wybierz LinkeIn. Pamiętaj, że te aktywności wymagają zaangażowania pracowników, a zwłaszcza zespołu sprzedażowego. Sam zespół komunikacji czy PR (ani tym bardziej agencja) nie dostarczy ciepłych leadów z LinkedIna. Może co najwyżej podpowiedzieć kilka zabiegów, które uatrakcyjnią przekaz Twojej firmy.

LinkedIn to również doskonałe narzędzie rekrutacyjne. Wiele osób, które planują zmienić pracę, swoją opinię o poszczególnych firmach wyrabiają sobie właśnie zaglądając na LinkedIn. To tutaj można umieszczać bardziej bezpośrednie, nieszablonowe ogłoszenia rekrutacyjne. Można przedstawiać szefa zespołu i jego członków, każdy może poprosić o poszerowanie ogłoszenia w sieci kontaktów.

Twitter

Dziennikarzy, którzy piszą o Twojej branży, możesz znaleźć na Twitterze. Włączając się w ich dyskusje, komentując ich teksty, możesz niekiedy więcej zdziałać niż wysyłając informacje prasowe. Ale znów – na to trzeba mieć czas, nie można tego robić z doskoku.

Analogicznie, na Twitterze możesz prowadzić relacje inwestorskie i docierać do liderów opinii, np. członków think tanków, organizacji pozarządowych, czy nawet pracowników ministerstw i sejmowych komisji. Nie ryzykuj prowadzenia wymiany postów na Twitterze wieczorową porą z butelką piwa w ręku – przecież w „normalnych” warunkach ze wszystkimi tymi ludźmi spotykałbyś się oficjalnie, ubrany w garnitur.

Facebook

Tak, tak, Facebook to też jest miejsce na relacje B2B. Zwłaszcza dla małych i średnich przedsiębiorstw, działających w mniejszych miastach, czy w specyficznych niszach. Wiadomo, język komunikacji może być bardziej swobodny, możemy pozwolić sobie na więcej emocji i więcej zdjęć. Możemy się chwalić osiągnięciami, pokazywać pracowników przy ich codziennych zajęciach, celebrować sukcesy naszych klientów i kontrahentów, włączać się w różne akcje (i sami je inicjować) i komentować wszystko, co dzieje się w branży.

Facebook powinien być kolorowy i ciekawy, powinien żyć i wprost zachęcać do rozmowy (a właściwie: do pogadania - czujecie różnicę?).

YouTube

W branży B2B szczególnie ważne są tutoriale, filmy instruktażowe, materiały pokazujące zalety produktów i rozwiązań, a także opinie klientów. Warto gromadzić je na własnym kanale YouTube, nawet jeśli wszystkie były zrobione na potrzeby social media i strony internetowej. YouTube to potężna wyszukiwarka, wiele osób tam właśnie poszukuje informacji o tym, „jak zrobić…?”. Nie powinno się rezygnować z obecności w tym kanale.

Instagram

Jeśli Twoje produkty da się pokazać na pięknych zdjęciach lub jeśli Twoje usługi przyczyniają się do powstania pięknych miejsc, przedmiotów, itp. nie rezygnuj z Instagrama. Sprawdź hasztagi, które kojarzą Ci się z działalnością twojej firmy. Zobacz, co już jest, a czego jeszcze brakuje. Poszukaj w zespole osoby z pasją do fotografii, zainwestuj w dobre filtry albo w agencję z kompetencjami w obszarze Instagrama – i do dzieła!

Przy okazji, polecam na naszym blogu tekst o mobilnym przyborniku social media managera działającego na Instagramie!

Podsumowując: social media przestały już być zabawką dla nastolatków i celebrytów. To jedne z wielu narzędzi komunikacji, posiadające ogromną zaletę: mamy wpływ na publikowane treści. PR często podkreśla znaczenie tych tzw. nowych mediów. Nie powinno się ich pomijać, ale jednocześnie trzeba pamiętać, że każde działanie musi wpisywać się w strategię firmy. Warto rozpisać sobie cele, które chcemy osiągnąć komunikując się w social media, a następnie przygotować plan i zgodnie z nim działać. Pamiętając, że dobry plan to taki, który uwzględnia też sytuacje kryzysowe. Ale o tym innym razem!

 


Obrazek pokazujący mężczyznę w centrym handlowym niosącego torby z zamkupami

Customer Experience - co to jest i ile kosztuje?

Świadome i celowe dobieranie działań z uwzględnieniem personalizacji jest kluczowe w strategii kreowania Customer Experience. Należy pamiętać o trzech istotnych elementach, które razem stworzą zarówno niezapomniane doznania dla klienta, jak i możliwości dla marki – bo przecież o to właśnie chodzi, prawda?

Trzyskładnikowy sukces

Klient jest osobą, dla której tworzymy Customer Experience i dlatego zawsze trzeba mieć oczy szeroko otwarte, by zrozumieć jego potrzeby i oczekiwania. Warto pokusić się o wyjście poza granice branży, ponieważ pewne działania są uniwersalne i sprawdzą się niezależnie od tego co sprzedajemy.

To nic odkrywczego, że klienci się różnią, mają odmienne oczekiwania i… inną wartość dla firmy. Tak! Dlatego trzeba ich „posegregować”. Z perspektywy biznesu zasadne jest myślenie w kategorii poziomu potencjału klienta. Taka analiza umożliwia przygotowanie odpowiednich działań dla poszczególnych grup, co daje szanse na trafne inwestycje w najbardziej wartościowe relacje, które mogą umocnić lojalność i przekształcić się w długoterminowe więzi. Trzeba pamiętać, że relacja z firmą i Customer Experience, zaczyna się jeszcze zanim klient dokona zakupu produktu czy usługi. Zatem jakie czynniki trzeba wziąć pod uwagę planując proces tworzenia doświadczenia? Przede wszystkim należy skupić się na kliencie, jego dynamice (wybrać odpowiedni moment) oraz na kanale, który będzie pośrednikiem przekazywanego komunikatu.

Moment i dynamika

Wyobraźmy sobie sytuację, w której zamawiamy produkt, o którym przeczytaliśmy wiele pozytywnych opinii, nakarmiliśmy się jego pięknymi zdjęciami ze strony internetowej i profili w social media. Cały proces zakupu przebiegł szybko i sprawnie, co jeszcze bardziej umacnia nas w przekonaniu, że „to porządna firma”. Emocje rosną, wyczekujemy kuriera i w końcu nadchodzi moment otwarcia paczki… a produkt okazuje się uszkodzony przez co nie możemy go użyć.

Dobre emocje przekształcają się wtedy w niezadowolenie i tabun pytań. W tym momencie firma musi zareagować szybko, bo inaczej klient poczuje się porzucony. Warto wykorzystać wtedy czat i media społecznościowe, które są łatwe i intuicyjne w użyciu, a także autentyczne! Przecież jak tu nie zaufać wiadomości wysłanej z profilu firmy, której konto barwnie żyje każdego dnia? Dobrze zorganizowany biznes zawsze ma zaprojektowaną alternatywną ścieżkę do tej pozytywnej i radosnej. Okazanie zainteresowania i sprawienie, że klient poczuje się „zaopiekowany” i wysłuchany – niezależnie od rodzaju feedbacku – tworzy tytułowe Customer Experience.

Każda relacja z klientem ma swoją dynamikę. Znajdziemy w niej momenty o kluczowym znaczeniu dla zaangażowania, ale też takie, które mają znacznie mniejsze przełożenie na oceny klientów czy ich zachowania. Warto zidentyfikować́ te momenty prawdy, dzięki temu można zaoszczędzić na inwestycjach, które w mniejszym stopniu, bądź wcale, nie przełożą się na efekty biznesowe.

Weźmy np. kwestię ceny. Prawdopodobnie w większości przypadków to ona decyduje o zakupie, natomiast nie uczyni klienta szczęśliwym i nie zaangażuje go w dłuższy związek z marką.

Kanał

Cyfrowa era omnichannel oferuje szeroki wachlarz możliwości kontaktu z obecnymi i potencjalnymi klientami. Dzięki świadomemu zintegrowaniu odpowiednich kanałów i narzędzi jesteśmy w stanie stworzyć spójne doświadczenie oraz kształtować optymalny model usługi. Co jest fundamentem komunikacji? Przede wszystkim należy pamiętać o przejrzystości, intuicyjności i funkcjonalności procesu.

W raporcie Izby Gospodarki Elektronicznej „Porzucony e-koszyk” czytamy, że tylko co trzeci koszyk jest od razu opłacany. Dlaczego? Często klienci poszukują możliwych zniżek, darmowej dostawy czy po prostu odkładają decyzję w czasie, by uniknąć kompulsywnych zakupów. Z perspektywy firmy dobrze jest dawać możliwości i komunikować je. Według badania Gemius „E-commerce w Polsce” w 2019 roku ponad połowa klientów cyfrowych zadeklarowała, że to możliwość odesłania produktu kurierem (door-to-door) zachęca ich najbardziej do dokonania zakupu. Drugim elementem są szybkie przelewy (w szczególności ostatnio niezwykle popularny blik).

Poza technicznymi aspektami na odczucia klientów wpływają działania CSR (Corporate Social Responsability), które umacniają w przekonaniu, że firma dba o środowisko naturalne oraz społeczne, w którym działa. Raport „Deloitte Global Millennial Survey 2020” wskazuje na to, że 3 na 5 przedstawicieli pokolenia Y i Z jest zdania, że biznes pokazał podczas pandemii prawdziwe zaangażowanie w sprawy społeczne, co oznacza, że firmy działały w real time, wyznaczając konkretnych odbiorców (klient), kierując działania w specyficznym czasie (moment) w docierając do odbiorców w konkretny sposób (kanał). Więcej o działaniach CSR podczas pandemii przeczytacie tutaj.

Zatem, ile kosztuje Customer Experience? Działania komunikacyjne i PR prowadzone przez firmę lub markę muszą być częścią procesu tworzenia doświadczeń klienta, dlatego z pewnością dla tych, którzy nie przypisują im wagi ta cena będzie znacznie wyższa. Tworzenie relacji jest niezwykle złożonym procesem i wyzwaniem. Należy śledzić trendy, analizować je i personalizować działania biznesowe, pamiętając, że to właśnie personalizacja jest kluczem do sukcesu!